Ciąża a związek z partnerem

Dwudziesty trzeci tydzień oficjalnie rozpoczął 6 miesiąc ciąży (jupi). W tym tygodniu Polskę nawiedziły koszmarne upały,  a ja po raz pierwszy w życiu ich nie doceniałam. Jako urodzony ssak (mocno) ciepło lubny w lato czuje się jak ryba w wodzie. Im cieplej tym lepiej. W tym roku jednak, kiedy termometr osiągnął 37 kreskę klęłam jak się tylko dało, tzn. jak dawałam radę bo pół dnia spędziłam pod wiatrakiem z zimnym ręcznikiem w różnych częściach ciała.

Nie sądziłam, iż na tym etapie ciąży gorąc tak będzie mi przeszkadzał. Zakładałam, iż dopiero w 8-9 miesiącu kiedy najpierw widać brzuch, potem dalej brzuch i brzuch ach no i pojawiają się piersi i idą piersi i dopiero my, upały potrafią dać w kość. Jak widać tak nie jest. I na tym miejscu składam szczere wyrazy współczucia rodzącym w sierpniu lub we wrześniu.

W oryginalnym planie z Mężem mieliśmy teraz smażyć nasze szanowne zadki nad morzem, u rodziców. Niestety lekarz zabronił wojaży przez kraj i musimy zadawalać się w wakacjami w ogródku i spieczoną słońcem stolicą.
Cóż czego rodzice nie robią dla dobra swoich dzieci, nawet tych zaledwie dwudziesto-kilku centymetrowych. A co ze związkiem?


W tym wszystkim najbardziej serce mi się kraja jak patrzę na Męża. Tak się nakręcił na pierwsze wakacje od 2 lat. I czasem mam ochotę powiedzieć mu, aby pojechał sobie gdzieś odpocząć, gdyż harówkę w robocie ostatnio miał nie ziemską. Z drugiej strony egoistyczna część mnie mówi :”Ale jak przecież to WASZA ciążą, ma cię zostawić samą i się dobrze bawić ?!”.
W takich momentach jak ten mocno zastanawiam się jak naprawdę jest z tym całym rodzicielstwem/partnerstwem.
Wszędzie, gdzie się nie spojrzy piszą, abyśmy pamiętali, iż ta ciąża to nie cały nasz świat iż obok tego, jesteśmy nadal partnerami i kochankami. No i,  iż to ostatnie momenty kiedy jesteśmy tylko „MY”.

Moja iPhonowa aplikacja wysyłał ostatnio komunikat „Tylko dla taty”. No to ja se myślę, kurcze no ale to mój telefon, chyba mogę zerknąć. No i oczywiście piękna formułka, iż trzeba ukochaną porwać na ‘romatic voyage’,  bo to ostatnie chwile kiedy nie jest wielką toczącą się kulą (no okey tak nie było dosłowni napisane, ale ku temu zmierzało). Serio nawet mój własny Apple przeciw mnie???

Tak czy siak, zawsze byłam za tym aby mówić gdzie nas boli i otwarcie mówię Mężowi co boli i uwiera (a jest tego coraz więcej).
Ostatnio zaczęłam doświadczać strasznie realnych snów, iż Mąż pod wpływem kolegów poszedł w tango, z jakąś śliczną zgrabną, taliastą dziewoją. Jest to dla mnie straszne, bo ogólnie zazdrosna nie jestem, no może troszkę, ale nigdy w SNACH. Ufam mojemu Mężowi i zawsze uważałam, iż dbam o nasz związek.

Niestety część dolegliwości ciążowych dość mocno ograniczyła nasze intymne życie i od tego czasu zaczęłam miewać te koszmary. Jak na złość w nocy kiedy były nad wyraz realne Męża nie było obok mnie w łóżku, gdyż od 3 dni był w delegacji. Co gorsza tego samego dnia trafiłam na jakąś stronkę, na której przyszli tatusiowie, stwierdzili kolokwialnie mówiąc ,

„Co się dziwisz, iż na bok idę skoro ty nie dajesz, to twoja wina, facet w abstynencji żyć nie umie”.

I jak normalnie kompletnie zignorowałabym takie głupie teksty, ba wystosowałaby właściwą ripostę, o tym skąd się biorą dzieci, i iż do tego trzeba dwojga.

To moje hormony ciążowe zadziałały, skutecznie wyłączają logiczne myślenie. Stan przestraszny.

I mieliłam Męża po powrocie chyba ze sto razy, czy mnie kocha?, czy mnie zdradza?, czy jest zły?, czy rozumie? Biedak patrzył się na mnie wielkimi przerażonymi oczkami. Takiej żony jeszcze nie miał. Ale mnie to nie interesowało, chciałam usłyszeć, iż jestem dla niego najpiękniejszą kobietą na świecie, iż innych nie widzi i o innych nie myśli. Mimo tego, iż zrobiłam się okrąglejsza, żylasta jak schab, a moje piersi żyją swoim własnym życiem tylko im znanym, a  brzuch wędruje z prawa na lewo w zależności gdzie córka wypnie zad. I choć bym wyglądała jak cholerny Picasso chce wiedzieć, iż dla niego nadal jest TĄ JEDYNĄ.
Cóż…
Nawet po licznych zapewnieniach patrzyłam na Męża podejrzliwie i wnikliwie. Czy aby na pewno jest szczerzy?
Zawsze potrafiłam czytać go jak otwartą księgę, teraz jednak wzrok mi się ździebka pogorszył (kolejny objaw ciąży) i bałam się, iż mogę jakiegoś sygnału nie odczytać.
I pomyśleć, że to wszystko przez głupi sen i post na forum. Czy ja aby kiedyś nie pisałam, aby forów nie czytać????

Jednak ziarno zostało zasiane. I choć bardzo się staram, abyśmy byli nadal również NAMI. To coraz bardziej wystający brzuch i moje samopoczucie ciągle przypomina mi, iż jestem w ciąży. Panicznie boję się czasem robić rzeczy, które były kiedyś zwykłymi czynnościami życia codziennego. I wiem, iż czasem przesadzam, jednak pierwsze miesiące i wszystkie z nimi związane przeżycia włączyły mój instynkt na najwyższe obroty. I jak zawsze sądziłam, iż jak będę w ciąży to nic się nie zmieni, a do porodu zabiorą mnie z pracy. To rzeczywistość okazała się w moimi przypadku całkowicie odmienna i dosłownie dmucham i chucham, przed świnia eksmisją. Nie wiem czy to dobrze, jednak myśl, iż jak coś zrobię  i to mogłoby zaszkodzić córci, powoduje iż jestem gotowa leżeć plackiem przez 9 miesięcy starej koszulce i rozlazłych szortach.
Jest to naprawdę dość ironiczne. Gdyż cały nasz związek to Mąż był tą stroną co chciała mieć dziecko. Ja skupiałam się na karierze i nie brałam czy nie analizowałam tej kwestii za często. Oczywiście jak moja siostra była w ciąży to przyklejałam się do jej brzucha przy każdym spotkaniu, a jak urodziła się niunia to nawet ochoczo zmieniłam pampki. Jednak traktowałam to jako fajną atrakcję. Nigdy nie analizowała jak może wyglądać ciążowa codzienność.
Teraz już tak nie jest. Mam wrażenie jakbym w tym roku porządnie dorosła (nie mówiąc brzydko, zestarzała się). Nie byłam gotowa na emocjonalną huśtawkę jaka wystąpiła w I trymestrze. To, co doświadczyłam przerosło mnie i czuje iż odbija się teraz na moim zachowaniu porządną czkawką. Nadal liczę, iż nie będę nad wyraz nadopiekuńczą matką, co zamyka dziecko w szklanej bombce. A przede wszystkim mam dzieję, iż uda nam się wzmocnić nasz związek nadchodzącym rodzicielstwem. Moja mama całe życie mi powtarzała : ”Jeśli chcesz mieć udana małżeństwo to pamiętaj, iż bycie matką nie może spowodować, iż przestaniesz być żoną”
Kiedyś te słowa były dla mnie całkowicie bezsensu. Dziś jednak rozumiem je za dobrze….

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s