8 miesiąc – czyli jak zostało nam 56 dni w dwupaku

Dziś oficjalnie, uwzględniając każdą metodę liczenia, wielkimi krokami i z wielkim dupskiem wkroczyłam w przedostatni miesiąc ciąży.
I jakby na zawołanie, zyskałam prawdziwą ciążową fizjonomię. W każdym tego słowa znaczeniu.
Rano jak na złość (albo z współczucia) moja waga przestawiła się na funty. Ledwo się nie przewróciła kiedy na wadze pojawiło się 151. Przez chwilę patrzyłam zszokowana i mocno się zastanawiałam czy przez tydzień mogłam tyle przytyć (trochę się jadło, no ale nie aż tyle-chyba).
Na szczęście po pierwszej fali, przyszła druga- zwana rozsądkiem. Skupiłam swój, niegdyś sokoli wzrok (wspominałam, iż robię się chyba ślepa) i zobaczyłam małe 3/4  i „LB”. Ufff.
Musiałam czekać aż Mężul się obudzi, aby sprawdzić się w kilogramach, pełna nadziei, iż wynik będzie 2 cyfrowy.
Sądzę,  zakładam i wierzę całym sercem, iż to spowodowało (razem z śniadaniem, no i tym drugim i trzecim i tymi Maltankami,- no co Mężul wstał dopiero o 13), iż na wadze pojawiła się 7.
Nie ukrywam, iż warga mi delikatnie zadrżała…
Mężul ze współczuciem objął mój brzuch i starał się poprawić humor ” to ciążowa waga, nie twoja”. Kochany.
W głebi duszy nadzieję, iż jutro na wizycie,okaże się, iż to Nowy Człowiek wszedł w 5 centylową, wagową grupę, a nie ja tyle przytyłam… Przecież nie jem, aż tak dużo…chyba. Jak to mówią nadzieja matką głupich, (a każda matka kocha swoje dzieci).
Tak czy siak dziś NAPRAWDĘ poczułam, iż jestem w zaawansowanej ciąży.
Po pierwsze, nie byłam w stanie mojego szanownego zadka podnieść z wanny. Przez 10 minut przetaczałam się z prawo-na lewo, próbując się jakoś podnieść. Mężul (bezczelnie) stał za moimi plecami i to przez dobrą chwile obserwował. Chciałam być na niego wkurzona, ale nie ukrywajmy ,wyglądałam jak tak foka z Happy Feet- wielka, tocząca się foka. Pewnie kiedyś bym się śmiała to widząc…u kogoś.
Jakiś czas temu użyłam kalkulatora wagi ciążowej i wyszło mi, iż moja waga powinna maksymalnie osiągnąć 73kg. Natomiast wg książki teraz przybiera się około 250gram tygodniowo. Hmmm, a więc licząc…dajcie mi chwilę, mój mózg teraz też dość średnio działa. Hmm mamy jeszcze około 8 tygodni x 250, to daje nam jakiś kilogram na miesiąc, eeee spoko powinnam wyrobić 😛
Po warunkiem, iż nie będę wcinam tylu słodyczy 🙂

Po drugie Nowy Człowiek cały dzisiejszy dzień opierał się o mój pęcherz i jak słowo daje, nie dało się chodzi- tyle skorzystałam z mojego prawa do jednego spaceru. Figa z makiem, o tak matka! Siedź nie łaź, bo mi wtedy lepiej.’
Poważnie się zastanawiam jak to będzie wyglądać w 38-39 tygodniu. Czy kobiety wtedy w ogóle chodzą? Czy może łatwiej się je toczy? Bo jak Boga kocham dziś chodziłam( tylko wtedy kiedy musiałam- czyt. łazienka) jakby mi ktoś mnie w krocze kopnął.
Szczerze współczuje słonicy…

O Nowym Człowieku powiem coś więcej po jutrzejszej wizycie.
Misako logo

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s