Ciążowy kryzys, czyli co się dzieje po 30 tygodniach w samotni…

Wczoraj po raz pierwszy miałam prawdziwy kryzys.

Zaczęło się od problemów z oddychanie.
Mężul przeniósł mnie do ogródka, abym posiedziała na świeżym powietrzu, a nie w więzieniu czterech ścian.
Słonko było piękne, lekki, ciepławy, jesienny wiaterek muskał mają twarz. A ja poprzez tuje, widziałam jak ludzie chodzą na spacer, a dzieci się bawią w pobliskim parku.
Och, jak ja im zazdrościłam… mogą szaleć do woli…pojawił się we mnie tak dobrze mi znany smutek i osamotnienie, które towarzyszami mi każdego dnia kiedy moimi jedynymi kompanami są moje futrzaki.
Uczucie, to jest mi dobrze znane i sądziłam, iż jest przez mnie opanowane.

Potem stało się coś czego się nie spodziewałam.
Jak zobaczyłam ciężarną niespodziewanie wybuchłam potężnym , animowym, krokodylim płaczem.
Zaczęłam tak płakać, iż sama nie byłam w stanie się uspokoić, Mężul przerażony rzucił pada i przybiegł.

Tak bardzo chciałam się przejść, móc ubrać się w mój ulubiony, zielony płaszczyk i pójść do ludzi. Nagle te 30 tygodni odizolowania uderzyło we mnie i czułam się nimi przytłoczona.

Oczywiście wiedziałam, iż nie powinnam chodzić, iż lekarz kazał się oszczędzać, bo jak łażę to się brzuch stawia. Ja jednak czułam, iż jak nie wyjdę to psychicznie popadnę w jakąś depresję, zwinę się w kłębek i nie wstanę już nigdy.

Mężul spakował mnie więc w samochód i zawiózł do parku.
Och jaka ja byłam szczęśliwa.
To nie ważne, że byłam w stanie przejść tylko 50 metrów, bo moje mało używane nogi nie miały siły na więcej. Byłam wśród ludzi, mogłam wąchać, patrzeć i czuć się jak dawniej.
Mężul widząc jak odżywam, obiecał, iż jak wybije końcówka 36 tygodnia, codziennie będzie ze mną chodził i odzyskam moją dawną formę (a miałam ją całkiem dobrą, w końcu siatka, basen i jazda konna robią swoje).
Wróciliśmy do domu, to zaraz zasnęłam wtulając się w moją bluzę z Naketano.Byłam taka szczęśliwa i starałam się nie dopuścić wyrzutów sumienia do głosu. ‚Pomartwię się potem…‚ myślałam zasypiając.

Jak się obudziłam pierwszym obrazkiem jaki zobaczyłam to była wszywka z mojej ukochanej bluzy (której do dnia dzisiejszego nie odkryłam:
naketano

Uśmiechnęłam się w duchu. Jeszcze max.3 tygodnie i będę mogła odetchnąć, jeszcze tylko 21 dni i to całe poświęcenie, tygodnie w bezruchu, miesiące leżenia się skończą …. wyrzuty sumienie nie przyszły 🙂
Misako logo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s