20 dni. Ciąża oficjlanie donoszona

Na reszcie w domu!!!
Po trzech tygodniach walki z przedwczesnym porodem UDAŁO się. Nowy Człowiek zrozumiał, że nie ma się za bardzo co spieszyć i ma czekać do końca 37 tygodnia. Grzeczna dzidzia.

Co prawda na USG przesunięto nam termin o tydzień dalej, ja jednak nie za bardzo wierzę, abym do 29 wytrzymała 😛
Mała pięknie przybrała przez te tygodnie (co jest zapewne sprawką pysznych obiadów szpitalny – poważnie były genialne) i jak w dniu przyjęcia ważyła 2200 gram to dokładnie w skończonym 37 tygodniu osiągnęła mamusiną wagę 2900 gram. Lekarze ku mojej ciągłej frustracji określają ją „małym średniakiem”, ale to nie oni będą ją rodzić, a ja się naprawdę zadowolę 3 kg dzieciaczkiem (moje obszary „yhm” również). Lekarz potwierdził mimo to, że jest donoszona i teraz czekamy na sygnał od niej.

Teraz możemy rodzić w każdej chwili, a jak się nie urodzi to zapraszam za tydzień”

Co ciekawe, wbrew temu co piszą w poradnikach – wcale Nowy Człowiek nie rusza się mniej. Wręcz przeciwnie mam wrażenie, iż prawie co chwilę czuje jej szaleństwa, a mój brzuch przybiera coraz to ciekawsze kształty. Może jest to spowodowane, iż  nie jest on kolosem i jak powiedział lekarz nie ma na nim grama tłuszczu (za to wgląda jak kotlet schabowy- cały w żyłach).
Nie ukrywam, iż pobolewa mnie dość nieprzyjemnie miednica, a każda próba dłuższego chodzenia (TAK TAK ja w końcu chodzę), kończy się potwornym bólem pleców. Ale człapie się powoli do celu, robiąc co chwilę pit-stopy albo jęcząc z bólu jak dostaje w pęcherz (który podczas chodzenia jest wyjątkowo torturowany).
Mężul cierpliwie kroczy obok mnie, choć czasem się zapomina i rusza na przód, zostawiając nasz zestaw na tyłach.

Od czasu do czasu męczą nas pojedyncze skurcze, ale są niczym w porównaniu do tych z 33 tygodnia. Brzuch się faktycznie często napina, ale zwalam to na większą fizyczną aktywność. Poza tym po moich doświadczeniach widzę ewidentną różnicę między skurczami a napiętym brzuchem.

Co jeszcze, hmmm – SPAKOWAŁAM torbę do szpitala (a dokładniej przepakowałam tą zrobioną przez Mężula). Mamy wszytko już niemal gotowe, poza kosmetykami, które codziennie używam, ale stoją w gotowości na blacie w łazience.

Mocno w plecy jesteśmy z pokojem małej. :/ i jakoś nie mamy motywacji, aby się za niego zabrać. Ciągle sobie powtarzamy, że przecież będzie spać z nami. Ostatnio wystawiliśmy wózek, co okazało się dobrym ruchem, bo jego koła po prostu mocno gumą waniają. Największą maskarą jest przewijak, jest na nim chyba wszystko, poza samą matą do przewijania.
W końcu będziemy musieli się zabrać za pokój i zrobić w nim porządek.
Jutro planuje pościelić kołyskę, a może w weekend zabiorę się za ten przewijak…(może).

Teraz naprawdę jestem spokojna, Nowy Człowiek jest już bezpieczny. Teraz czas zająć się mamusią 🙂 ( i tatusiem :P)
IMG_0487

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s