Położna, krew pępowinowa i zamykanie zaległych spraw

Wszystkie poradniki piszą, że teraz czas przystopować, drzemać w ciągu dnia i nabierać energii na poród.
I może bym robiła to chętnie, jeśli nie przeleżałabym tych 8 ostatnich miesięcy. Teraz jak puścili mnie wolno, to nie wiem w co mam łapki włożyć i jak się zatrzymać (co zresztą przepowiadałam 🙂 ). Rozpiera mnie taka energia, iż nie potrafię usiedzieć na miejscu. Oczywiście wieczorkami mam mocny chill-out, bo nie oszukujmy się noszenie 10kg przed sobą jest trochę męczące. Ale to dopiero wieczorami, w ciągu dnia załatwiam wszystko to czego nie mogłam zrobić plackując na kanapie. Szczerze to teraz czuje się fenomenalnie, czy tak się normalnie czuje w ciąży (ciekawe), bo jak tak to ciąża jest super 😀

Korzystając z nowo nabytej wolności zaczęłam załatwiać sprawy, które od dłuższego czasu odkładałam:

Bardzo ważne było dla mnie spotkanie z moją indywidualną położną okołoporodową. Aż to poważnie zabrzmiało 🙂
Z panią Renatką miałam się spotkać już w październiku, ale z wiadomych przyczyn nam się nie udało. Pani Renatka bardzo ujęła mnie swoim zainteresowaniem, które okazała jak przebywałam na Inflanckiej (nota bene placówce dla Żelaznej dość konkurencyjnej). Mimo, iż nie podpisałyśmy żadnej umowy, również wówczas, mogłam liczyć na jej opinię i rady.
Ale to było wtedy.
Teraz mamy już umowę i jest do mojej dyspozycji 24/7 przez najbliższe 4 tygodnie 😀 Podczas rozmów wydała mi się bardzo spokojną i miłą osóbką, co potwierdziło się na spotkaniu.
Swoim spokojem ujęła również Mężula i moją mamę, którą mi dość mocno przypomina. Jest niezwykle spokojna i stonowana, umie słychać i nie bagatelizuje niczego. Przy tym ma poczucie humoru 🙂
Jestem pewna, iż będzie podczas porodu dla mnie dużym wsparciem i będzie mnie mobilizować, kiedy powiem Mężulowi, aby spadał na szczaw i sam se oddychał 😛 – swoją drogą ciekawa jestem jak mocno go zbluzgam podczas porodu 😛
Dużym plusem jest to, iż mamy już gotową Kartę Pacjenta i nie będę musiała sterty papierów wypełniać między skurczami (jest to sterta przednia, jak przyjmowali mnie w 33 tygodniu ze skurczami, podpisywałam wszystko jak leci, nie czytając – poza zdaniem, kogo powiadomić jak kopnę w kalendarz, bo jakże doła pogłębić sobie musiałam i akurat to przeczytałam ).
Uzyskałam też dużo odpowiedzi na pytania, które mnie nurtowały, a na które mój lekarz nie był za skory do odpowiedzi („te ciężarne to wymyślają”).
Nie będę ukrywać, iż taka „przyjemność” jest kosztowna, ale wszystkie koleżanki, które mają poród za sobą, zgodnie twierdziły, że dałyby 2x więcej za ten spokój, który zapewniła im jedna położna podczas porodu.

Inną BARDZO ważną sprawą jaką załatwiliśmy z Mężulem, było podpisanie umowy na pobranie krwi pępowinowej. Bardzo dużo przez całą ciążę rozmawialiśmy o tym, również z naszymi rodzicami. Przez długi okres mocno się wahałam. Jest to rzecz stosunkowa „nowa” i nie wiedziałam, czy aby nie jest wyciągnie kasy. Jednak im więcej czytałam, tym bardziej byłam przekonana o walorach tego przedsięwzięcia. Z obecną wiedzą mocno zastanawiam się czemu NFZ nie rozważy pobierania jako procedury standardowej, przecież te koszty są o wiele mniejsze, niż np. leczenie pacjenta z białaczką. No, ale to NFZ, jego nikt nie rozumie.
Jest to co prawda inwestycja, z której mam nadzieję nigdy nie przyjdzie nam skorzystać, ale jak powiedział mój tata
” Czy wybaczyłabyś sobie, jakbyś tego nie zrobiła, a coś by się stało?”
Odpowiedź jest jasna. Może nie jestem jeszcze 100% rodzice, nie raz co ja gadam, jestem, bo już wiem teraz, dla mojej córci zrobię wszystko.
Muszę z lekkim zażenowaniem przyznać się, że nie przeszukaliśmy sieci i nie poznaliśmy różnych ofert. Będąc w szpitalu wpadła mi w łapki oferta Polskiego Banku Komórek Macierzystych i uznałam to za znak. Tak wiec umówiliśmy się na spotkanie. Jedną rzeczą, której nie doczytałam i się nie wyedukowałam, była kwestia pobrania komórek macierzystych z łożyska. W końcu zdecydowaliśmy się i na tą opcję, była droższa, ale nie na tyle, aby nadszarpnąć nas budżet.
Przyznam się, że ciągle zadaje sobie pytanie czy to dobry krok. Jednak jak widzę te biedne dzieci w telewizji z fundacji TVN czy Polsat, przestaje wątpić. Jeśli mamy w coś inwestować to uważam, iż inwestycja w zdrowie i przyszłość naszej córci jest jedną z rozsądniejszych inwestycji.
Tak więc teraz  prócz walizki do szpitala, pomykać będziemy z pewnym magicznym pudełkiem, które będzie zawierać „przyszłość” Nowego Człowieka.
IMG_1092

Słyszeliście o syndromie „wicia gniazda”? Mam wrażenie, że mój Mężul przejął jego ZNACZNĄ część od mnie. Mianowicie, teraz rozpoczął wielkie przemeblowanie i „odświeżanie” look naszego mieszkanka. Nie jest to temat nowy, bo od kilku miesięcy Mężul uaktywniał temat. Jednak z braku właściwych mebli zdecydowaliśmy się, że wykonany zestaw pod zamówienie. Jednak najdalej jak zaszliśmy to do rozmowy. I podczas mojego pobytu w szpitalu Mężul podjął, echem, męską decyzję i pojechał do BRW i kupił meble, po czym przywiózł mi katalog i pokazał.
11499f_urzadzone-zdjecia_1_jpg_513da48c37a88_main
Byłam mocno przerażona, bo nie ukrywam, iż w większości spraw, a SZCZEGÓLNIE spraw związanych z wystrojem wnętrz z Mężulem mamy dość mocno odmienną definicję „ładne”. Jednak ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, meble na prawdę okazały się być super. Są bardzo dobrej jakości i naprawdę pasują do pozostałych mebli 🙂 Dumna jestem z mojego bohatera, sam kupił, sam złożył. Mi zostało tylko dopieszczenie szczegółów, czyt. zakup nowych dekoracji, a to tygryski lubią bardzo 😀
Wyszło nice 🙂

W końcu wybrałam firanki i zasłonki do pokoju Nowego Człowieka i będę niedługo mogła się pochwalić cóż stworzyłam ręcyma mojego Mężula, siostry i mamy. Byli kochani i cierpliwie znosili mój paluszek pokazujący „to tu, a to tu”.

Misako logo

Advertisements

6 thoughts on “Położna, krew pępowinowa i zamykanie zaległych spraw

  1. Katrin pisze:

    Z tą publiczna krwią to nie do końca prawda. Ministerstwo Zdrowia co roku w ramach programu transplantacyjnego przekazuje 1 mln zł na pobranie krwi do publicznego banku krwi (rodzic oddaje ją charytatywnie za darmo i zrzeka się praw), a Ministerstwo płaci za pobranie, zbadanie i przechowywanie. W Polsce się jeszcze rzadko stosuje leczenie komórkami z krwi (brakuje trochę wiedzy lekarzy i infrastruktury), częściej idzie szpik, ale w Japonii czy niektórych krajach Europy Zachodniej to już norma. Trochę lat upłynie i u nas też będzie to powszechniejsze. Generalnie leczenie w formie szeroko pojętej transplantologii to duży jednorazowy wydatek dla NFZ, mimo że w długim okresie to wychodzi taniej, więc się tak trochę „łata”, odkłada koszty w czasie – „zobaczmy czy farmakologia wystarczy, a może chemia, a może coś…”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s