Ukurzo-domowienie

Jestem pracoholiczką. A raczej nią byłam.
W moim zawodzie trzeba być na bieżąco, nie tylko, że studia się skończy, a potem tylko śmietankę spija. O nie tu trzeba ciągle się uczyć, ciągle sprawdzać, ciągle być na bieżąco. A jak się choć na chwilę stanie ,to konsekwencję mogą być ogromne, kosztowne i wiązać się z pokojami z kratkami bez dodatkowych luksusów.
Nie jestem ryzykantką w życiu, poza pracą. Jara mnie to co jest na szali, uwielbiam patrzeć na kosztorysy i ich wielo,wielo cyfrowe kwoty, a potem walczyć o jeszcze kilka zer. Jara mnie to lepiej niż zielsko.
Po prostu UWIELBIAM moją pracę!
2

W tym wszystkim zawsze, a do OD ZAWSZE powtarzałam, że w życiu kurą domową nie będę. Byłam wobec mojego Mężula uczciwa w tym zakresie do bólu. Powtarzałam mu to z milion razy, przy każdej okoliczności, która mogła być choć troszkę insynuować, że kiedyś takie coś może się stać. Czy to kiedy zamieszkaliśmy razem, czy kupiliśmy swoje własne, czy wtedy kiedy mi się oświadczył, braliśmy ślub, czy, jak w  jakimś głupim żarcie, wtedy kiedy dostałam pod choinkę garnki, roboty kuchenne i kuchenkę.

Nie rozumiałam nigdy kobiet, które były gotowe poświecić swoje kariery na rzecz zajmowania się domem i dziećmi.
Nie zrozumcie mnie źle, nie to że ich nie szanowałam. Ba moja mama poświęciła 10 lat swojego życia, aby nas wychować.
Ja sama jednak nigdy nie wyobrażałam sobie, aby mogła to zrobić. Nie ukrywam, że płynie to z czystego egoizmu i okoliczności, że odpowiadało mi moje życie pełne swobody, wolności i możliwości. I jak uważałam ambicji.
Zajmowanie się domem, pieluchami, gotowaniem, ubieraniem, sprzątaniem, składaniem, bawieniem wydawał mi się niezwykle mdłe i takie nijakie, bez ambicji.

Kiedy leżałam plackiem z natury w domu, prawie, kurcze NIC, nie robiłam i nie myślałam, że to się zmieni. Zaraz po powrocie ze szpitala z Chibi dopadł mnie baby blues. I wtedy poczułam się jakbym łbem przyrżnęła w betonową ścianę. Pamiętam jak zostałam sama z Chibi, w zlewie piętrzyły się naczynia, a kocie kłaki stworzyły już pukle mogące stworzyć mały beret. Wtedy po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że domem TRZEBA się zająć. I ku mojemu przerażeniu, domem trzeba się zająć codziennie! Może to zabrzmi dziwnie, ale wcześniej sprzątałam tylko weekendy, a w tygodniu nie bardzo miałam jak nabrudzić, bo mnie w sumie nie było.
Nagle musiałam sprzątać, gotować, zajmować się dzieckiem.
NAGLE STAŁAM SIĘ KURĄ DOMOWĄ !
To mnie dobiło. W buncie stworzyłam z Mężulem (bez jego udziału co prawda) listę z podziałem obowiązków. Naiwnie wierzyłam, że to mnie uchroni przed obrośnięciem w pióra. Przez kilka tygodni próbowałam wypełniać wszystkie pozycje z listy i miałam mocne wyrzuty do Mężula, że jego nie są zrobione. Doszło to do takiego stopnia, że w pewnym momencie frustracja tak we mnie urosła, że powiedziałam mojej mamie, że ten związek dłużej niż 2 lata nie przetrwa.
Ja odwalała tą „brudną” robotę zgodnie z listą, a on nie. Byłam wściekła.
Jednego dnia w moją łapkę wpadł magazyn „DZIECKO” (w sumie był w reklamówce z próbkami, którą zaadoptowałam w przychodni) . Był tam artykuł o podziale obowiązków i partnerstwie w związku. I znów doznałam olśnienia, na szczęście tym razem takiego konstruktywnego.
Zawsze chwaliłam sobie u nas partnerskie podejście do życia. Przecież takie coś jak zajmowanie się naszym wspólnym domem nie może nas podzielić !
Wcześniej po prostu sprzątaliśmy, gotował ten kto akurat miał wenę. A jak nikomu się nie chciało zamawialiśmy albo wędrowaliśmy na miasto.
I co się miało zmienić?To że mamy dziecko? To przecież nie mogło spowodować, że nasze partnerstwo się pogorszy !

Postanowiłam do tematu podejść trochę inaczej. A przede wszystkim myśleć inaczej.

Na sprzątanie spojrzałam inaczej. Odkryłam, że codzienne składanie powoduje, że chlew się jakoś mniej tworzy.
W gotowaniu odkryłam pewną pasję, zaczęłam gotować rzeczy, których wcześniej nie robiłam albo po prostu nie miałam czasu robić.
Przy tym zauważyłam, że dbanie o siebie powoduje, że kurą się nie czuje. Jasne, młodzieży nie ułatwia mi tego (więcej o tym TU), jednak z Mężulem znów doszliśmy to milczącego porozumienia (tak jak przez ostatnie 10 lat).
Kiedy ja coś robię w domu, on zajmuje się małą i na odwrót. Przy tym kiedy zdjęłam z Mężula te „małe” czynności, to wykonuje sam z siebie te „większe”.
Poza tym patrzę na to jak na jakiś etap przejściowy, zupełnie jak te 8 miesięcy było dla Mężula, kiedy cały dom spadł na jego barki.

Czy stałam się przez to Kurą Domową? Cóż nie czuje się jedną, zakładam więc, że nią nie jestem…póki co, Mężul ma jednak zapowiedziane, że zaraz jak jedną się poczuje będzie miał w domu potężną szopkę. I tak jak piszę, uważam, że to „przejściowe” i kiedyś znów wrócę do moich ambicji, nie nie kiedyś maksymalnie za rok.

Pozostaje mi jeszcze dylemat zawodowy…”Ale  tym pomartwię się jutro.” jak mówiła pewna dama z południa.

P.S. Macie jakieś rady, jak uniknąć ukurzodomwienia a jednak dbać o dom?
MISAKO logo 2

Reklamy

3 thoughts on “Ukurzo-domowienie

  1. Aneta pisze:

    Jejku jaka szkoda, że dopiero teraz wpadłam na Twojego bloga 😦 bo przechodziłam dosłownie to samo co Ty – leżenie przez całą ciąże – u Ciebe nie doszłam jeszcze do tego, czy leżałaś całą, czy musiałam prowadzić oszczędzający tryb życia.
    Tak samo miałam problem z zaakceptowaniem życia z małym dzieckiem, chociaż czekałam na nią 2 lata. Myślę, że na ten brak akceptacji ma wpływ przebieg ciąży – moja była bardzo ciężka – wcześniej również 2 razy poraniłam wcześnej- nikt nie mówił, że będzie łatwo. I nie było, niestety, płakałam wielokrotnie, traciłam wielokrotnie nadzieję, że to ma sens, po czym wstawałam, poprawiałam koronę i dalej. Taka huśtawka nastrojów nie nastawiła mnie pozytywnie do mojej córeczki, choć skoro taka wyczekana, to spodziewałam się, że będzie inaczej. Myślę, że to efekt takiego zastygnięcia emocjonalnego w czasie ciąży – miałam problemy od początku, więc się po prostu starałam nie nastawiać że coś z tego wyjdzie i tak było do końca, ponieważ życie mojego dziecka było do końca, w pewnym niewielkim sensie zagrożone. Nawet szykowanie wyprawki było dla mnie ciężkie. Więc ten okres 8 miesięcy ciągłego czekania w niepewności, czekania na wizyty, po których wpadało się stan euforii, by potem znowu wpaść w ten okropny stan niepewności i wyszukiwania sobie problemów był straszny. Stąd też pewnie ten problem na początku z odnalezieniem się w nowej roli.

    Doskonale Cię rozumiem – masz ten stan za sobą , ja również – moja mała córeczka ma 14 miesięcy. Ale nikt nie zrozumie, kto nie przeszedł – a najgorsze jest to , że każdy się spodziewa, w tym również ja, że powinno się tylko cieszyć.

    Pozdrawiam Cię mocno!

    • Misako pisze:

      Witaj,
      leżałam mniej więcej od 4/5 tygodnia. Kiedy to usłyszałam diagnozę „poronienie”. Później od 6 leżałam ze względu na ciągłe skurcze, a następnie ze względu na niekontrolowane wymioty ciężarnych, po 20 skurcze rozkręciły się na dobre, tak aby w 32 tygodniu wylądować na patologii ciąży z walką o zatrzymanie przedwczesnego porodu. Summa summarum zakończyło się indukcją w 42 tygodniu.
      Mam dokładnie takie same odczucia jak opisujesz, że ciąża to był początek tej lawiny. Uważałam, że po takiej ciąży należy mi się dobry, piękny poród. A tu niestety upośledzona przez 8 miesięcy kondycja kompletnie położyła poród (m.in.). Ciąża, poród następnie wpłynęły na poczatki macierzyństwa, tak jak opisujesz. Naprawdę straszny to był stan i nie życzę go nikomu.

      Teraz już mogę pewnie i z pełnym przekonaniem powiedzieć, że to za mną 🙂 Postanowiłam już nie rozpracowywać tego okresu, a cieszyć się tym co jest teraz i co ma nastąpić. To olbrzymia ulga 🙂 a na ludzi już nie patrzę i tylko kwituje, że nie wiedzą o czym mówią, bo mało kobiet doświadcza tego co przyszło nam przeżyć, więc nie mają o nas i naszych emocjach bladego pojęcia.

      Bardzo się cieszę, że udało ci się wyjść z tego marazmu i teraz możesz się cieszyć byciem mamą. To naprawdę wielki sukces ❤

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s