Krecha na bani, 3 miesiące i ogólne podsumowanie

Dziś mija nam 3 miesiąc – i najprawdopodobniej też dzień kiedy to się zaczęło, choć pewności nie mamy :P.

20140301-161738.jpgCzas leci nieubłaganie, że czasem mam wrażenie ,iż się nie obejrzę a Chibi będzie skrobać listy niczym ten co trafił ostatnio do Starszego Juniora Jadźki.

Mijamy więc tą granicę, o której moje koleżanki mówiły, że jest najgorsza, a potem jest już lepiej, fajniej i w domu nie ma się już takiego „warzywka”.
Z okazji więc tego wyjątkowego święta postanowiłam dokonać małe podsumowanie 🙂 Czyli nasze wspólne 13 tygodni, w 13 akapitach.

TYDZIEŃ 1
Ten tydzień to dla mnie szpital i wyłącznie echo porodu. W sumie nie mam za wielu „matczynych” wspomnień, poza samym porodem i pierwszym karmieniem, ach i pierwszej wspólnej nocy, kiedy nie znając obsługi Chibi doprowadziłam ją do stanu 4h płaczu, zakończonego dokarmianiem strzykawką.
Sama Chibi tylko spała, jadła, sikała i płakała.

TYDZIEŃ 2
To ciągły ból. Po raz pierwszy się ubrałam i „uszykowałam” jak na co dzień, czyli lekka tapeta na twarzy, włosy spotkały znów szczotkę etc.
Moje dni mijały na karmieniu i spaniu. Małą zajmowała się moja mama, bo u mnie rozpoczął się baby blues.
Chibi nie wprowadziła do swojego repertuaru nic nowego, no poza dużą ilością płaczu.

TYDZIEŃ 3
To totalny baby blues – cały tydzień przeryczałam i poważnie kwestionowałam czy decyzja o posiadaniu dziecka była słuszna. Dobiła mnie świadomość, że teraz będę gnić z dzieciakiem w domu, domem się zajmować i ogólnie prowadzić mało ambitne życie. Miałam też wrażenie, iż Chibi będzie oznaczać koniec mojego związku z Mężulem. Ten tydzień to była rzeź, masakra i ogólny psychiatryk.Dodatkowo Chibi kompletnie zlała (i to dosłownie) sesje noworodkową, mimo 2 podejść. Co wywołało we mnie jeszcze większą irytację
Chibi, chyba w tym tygodniu miała atak kolki.

TYDZIEŃ 4

To był dalszy marazm i nijakość macierzyństwa. Byłam ciągle wkurzona i żałowałam. Ach no i jeszcze Chibi całą Wigilię przepłakała, a ja zjadłam tylko łyżkę barszczu, choć na Wigilię czekałam cały rok, gdyż w 2012 leżałam chora z 40 stopniową gorączką.
Chibi po raz pierwszy wyszła na spacer.

TYDZIEŃ 5
W tym tygodniu moja mama miała dość. I dostałam ultimatum, o którym już pisałam TU.
Ten tydzień mogę tak szczerze zaznaczyć jako początek macierzyństwa w moim wydaniu.
Chibi stała się niemowlakiem i wyrosła z pierwszych ubranek.

TYDZIEŃ 6
Po raz pierwszy zostałam sama z Chibi. Trudno było, źle reagowałam na jej zachowania, nie potrafiłam większości odczytać, kończyło to się licznymi wieczorami przepełnionymi płaczem i noszeniem na rękach. Poważnie rozważałam jej wystawienie na Allegro.
Na wiecznie zirytowanej buzi Chibi po raz pierwszy pojawił się grymas, który miał stać się uśmiechem.
No i oczywiście zaliczyliśmy pierwszy skok rozwojowy i kryzys laktacyjny.

~ ANTRAKT~

Ten okres był najgorszymi w moim życiu. Nie srałam tęczą ani nie rzygałam skitelsami, jak to kolokwialnie ujęła kiedyś Jadźka. Macierzyństwo było dla mnie karą. Moje uczucia do Chibi  były uśpione i jakoś dziwnie ogłupione.
Teraz dość często zastanawiam się co mi na banie siadło.
Czasami mam wrażenie, iż taka była reakcja obronna mojego organizmu i mojej psychiki, po tym wszystkim. Po tych 32 tygodniach leżenia. Po tym, iż nie byłam gotowa na zakończenie ciąży i przejściem do kolejnego etapu zwanego macierzyństwem. Radość z ciąży zamknęła się w ostatnich 6 tygodniach, co było dla mnie za krótko. I w całej tej walce o życie, pogubiłam się, że nie walczę o ciąże, a o życie dziecka.
Potem przyszedł poród,  długi i męczący, podczas którego na pewno nie zachowywałam się jak Mamala i dobitnie wykrzykiwałam jak mi jest źle, na dodatek na koniec przerodził się w zabawę Kuby Rozpruwacza, czego efektem był nieprzerwany 2 tygodniowy ból uniemożliwiający siedzenie, chodzenie, a trwający w pewnym stopniu do dziś.

Moja mama powiedziała mi kiedyś, iż jak stajesz się rodzicem wyzbywasz się egoizmu. Jeśli tak jest naprawdę, to nie byłam rodzicem podczas tych 6 tygodni. Ciągle skupiałam się nad tym jak wszystko nie potoczyło się tak, jak miało i jak jest mi źle.

TYDZIEŃ 7
Ten tydzień to tydzień pierwszego uśmiechu Chibi. W tym tygodni rozpoczęła się też nasza przygoda z wychodzeniem do znajomych, którą z największą przyjemnością kontynuujemy do dziś.

TYDZIEŃ 8
To kontynuacja czarowania światem uśmiechami i pojawieniu się naszego ( w sumie mojego) wybawiciela leżaczka Tiny Love. W tym tygodniu naprawdę, szczerze mogę powiedzieć, iż spędzanie czasu z Chibi stało się przyjemnością.  Wyrobiłyśmy sobie coś co można by nazwać planem dnia.

TYDZIEŃ 9
W końcu wyszalałam się z aparatem i nie jako rozpoczęłam tradycję 1000 zdjęć tygodniowo. Chibi dumnie na brzuszku zaczęła unosić głowę. I ku naszej uciesze trzyma ją dłużej niż książkowe 10sekund.
Poznałam też Wózkowe Mamy. Jak to mówią w kupie siła 🙂

TYDZIEŃ 10
Rozpoczął tsunami ślinienia. Chibi z dnia na dzień produkuje coraz to większe ilości śliny,a ja nie nadążam z praniem i suszeniem śliniaków 🙂 Za radami moich blogująco/facebookowych mam spróbowaliśmy pokonać koszmar kąpieli w wannie. I się udało 🙂 Po 3 tygodniach możemy się pochwalić kąpielą bez płaczu a z uśmiechami. Pożegnaliśmy też wszelkie odmiany rozmiaru 56 i pełną gębą powitaliśmy 62

TYDZIEŃ 11
Chibi chyba odkryła, że ma ręce 🙂 Bynajmniej zaczęła namiętnie uderzać w zabawki zawieszone na pałąku maty edukacyjnej. Ślinienie osiągnęło kolejny poziom, a my zaczęliśmy chustonoszenie.
W tym tygodni moi przyjaciele zorganizowali mi  również zaległy Baby Shower,  w postacie przyjęcia niespodzianki.
Z Chibi zaczęłyśmy też przesypiać 5h w nocy, ale to niestety był rarytas tylko tego tygodnia.

TYDZIEŃ 12
W końcu opanowałam zakładanie body przez głowę!!! Otworzyło to dla nas szeroko drzwi naszej szafy i zaowocowało znów manią kupowania i koniecznością założenia blokady na Allegro.
Chibi zaczęła mnie rozpieszczać i zasypiać o 18 i budzić się tylko na chwilę na karmienie i zmienianie pampka, po czym na poważnie wstawała dopiero o 8 rano (KeepMyMoments nie zabij mnie, Toto jest wyjątkowy pamiętaj), minusem tego było jednak to, że karmienia odbywały się co 2h, nie dając mi szans na dłuższy sen. Ja na poważnie zaczęła akcję „Łaciate” i daje mojemu Mężulowi niezwykłą radość kiedy się ściągam : muuuuuuuuuuuuuuu !

TYDZIEŃ13
To tydzień pisku. Chibi uświadomiła sobie, że to ona piszczy i z największą radością uskutecznia to rano, popołudniu i wieczorem. W kąpieli zauważyła, że ma nogi albo ogólnie jej zauważyła, to dopiero musi być szok (WTF ile tych kończyn można mieć !!!) W tym tygodniu zaszczepiliśmy się ostatnim rzutem na taśmę na rotawirus. Odwiedziła nas niezapowiedzianie pielęgniarka środowiskowa i potwierdziła, że nie ma u nas patologii, bynajmniej takiej na którą trzeba zwrócić jakąś szczególną uwagę, bo jak mówimy z Mężulem przy normalności nawet nie stoimy.

Boje się pisać, aby nie zapeszać, ale Chibi naprawdę jest jednym z tych wyjątkowo grzecznych dzieci i od 7 tygodnia, zaledwie kilka razy zdarzyło się, że młodzieży ryczało tak na poważnie. Przy tym bez najmniejszych oporów potrafi zasnąć praktycznie wszędzie. W szczególności łatwo zasypia kiedy wychodzimy z domu i odwiedzamy znajomych. Abyście nie porzygali się z przesłodzenia, to stworzenie zwane moją córką zaczęło śmierdzieć i nie mówię tu o jej serowych nogach, a pewnym czymś co nie ma stanu stałego ani cieczy, co zapiera dech w piersiach. BLEEEEEE…
Matka Misako i Chibi przy tym potrafią się dogadać na poziomie gugu, grrrrruuuu. Już nie mam ochoty wystawić tego mojego dziecka na Allegro 🙂 daje mi w kość czasem, zupełnie zapomniałam co oznacza być tak naprawdę wyspanym. Ale ogólnie mogę powiedzieć, że jest spoko.
Teraz mogę przyznać, iż naprawdę czuje się mamą, choć trudno mi powiedzieć co to naprawdę oznacza. Choć Yduuu zaproponowała „syf i malaria” 🙂
Chyba karma istnieje, skoro po tym całym leżeniu,  trafiło mi się tak zajebiste dziecko  🙂
Z ciekawością czekam na kolejne 3 miesiące, choć boje się kiedy przyjdzie mi pisać o 6 miesiącach razem, bo jeśli czas tak będzie zapierd..ł jak teraz to nie wyrobię na farby do włosów 🙂 ( i tak Yduuu wiedzę twój ironiczny uśmieszek przez kabel Internetu, ale po cichu liczę, że Polson i Toto  <znów sorki KeepMyMoments>to unikaty i Chibi okaże się złoty dzieckiem :))) Wiecie, nadzieja umiera ostatnia 😛

Dodatkowo zaczęła zanikać mi kreska na brzuchu zwana kresą czarną 😦 a ja liczyłam, że zostanie ze mną na zawsze WHYYYYYYYYYYYYYYYYY????

kolaż

Reklamy

15 thoughts on “Krecha na bani, 3 miesiące i ogólne podsumowanie

  1. keepmymoments pisze:

    Ja tam się nie gniewam bo wierzę, że to Yduuu ma rację i to NASZE dzieci okażą się wielkimi geniuszami, o któtych świat usłyszy;D
    To będzie nagroda za nasze matczyne męki:)))

    Z Tiny Love mamy karuzelę i mogę śmiało powiedzieć, że ona uratowała nasze poranki. Bo jako że mojego J. nie było kiedy Toto się rano budził, nie miałam nikogo kto by zajął stworem.
    Jednak ona, karuzela ta wspaniała, to ona potrafiła Toto w wieku od 2mc do 6mc codziennie rano na 20 min zająć. TOTO- NA 20 MIN. To cud, nieprawdaż?
    Także karuzelę polecamy;) Dzisiaj Toto już chwyta latające zabawki i chce im łepki pourywać, więc niestety lada chwila karuzela pójdzie w kąt;(

    Mimo wszystko…
    hmmm za lat 10-20 usłyszysz o nim
    o wielkim Toto, który świat powala na kolana
    a razem z nim niestrudzony Polson:D

  2. Świat się kręci wokół Lenki pisze:

    DZieciaczki rosna szybkooo. Ja pamiętam, że dopiero co rodziłam a Lena już skończyła rok… 🙂 Wszystko przed Wami!!!

  3. Emka pisze:

    Przepiękna córcia! :))
    a linea nigra będzie systematycznie znikać, aż któregoś dnia ani śladu na skórze po niej nie zobaczysz 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s