225/280 – nie rób sobie nadziei..

Ciąża trwa trwa 9 miesięcy.
Zachodzisz, nosisz,rośnie ci brzuch, rodzisz.
Tyle wiedziałam o ciąży zanim w nią zaszłam,poprawka za nim chciałam w nią zajść.

Ciążą trwa 280 dni.
Dla większości kobiet nie zmienia się nic, gdy zmienia się jednocześnie wszystko.
Jedne nie doświadczając żadnych objawów, inne od pierwszych dni częstowane są całą dostępną paletą dolegliwości.
Doświadczają, rodzą.

Większość kobiet nie interesuje statystyka.  Nie interesuje ryzyko. Bo po co ta wiedza. Są w ciąży.

1 dzień.
Tyle czasu, ja nie znałam ryzyka.

Poronienia stanowią 10-15% ciąż.
1 na 6 z rozpoznanych ciąż ulegnie poronieniu w pierwszych 12 tygodniach. 1 na 50 w następnych 14-tu.
Tą wiedzę przekazał mi lekarz na pogotowiu, kiedy pierwszy raz trafiłam do szpitala.
USG – krwawienie
„To już po ptakach”- dodał na koniec.

10 tydzień – pogotowie
-„proszę sobie, nie robić nadziei” – mówi jednocześnie lekarz, pokazując USG, a na nim plamkę z nóżkami i rączkami.

18 tydzień -rano
Czytam w książce, że DZIECKO bawi się rączkami i nóżkami, a pępowinę traktuje jak huśtawkę.
Moje dziecko, dziecko którego ruchy już czuje, dziecko które ma rączki i nóżki, dziecko które czuje.

18 tydzień – wieczór -pogotowie
„Proszę sobie nie robić nadziei, takich PŁODÓW i tak nie ratujemy. Z taką ciążą jak pani dotrwa do 20 tygodnia to będzie cud, ciało zawodzi. Poza tym, z  tym to jest jak z wypadaniem włosów, te gorsze wypadają. To normalna kolej rzeczy. Rozumie Pani?”

Tak, wiem, teraz już wiem, wiem za dużo. Wiem czego ciężarna nie powinna wiedzieć. Wiem o ryzyku, o wadach, chorobach. TAK CIĄGLE MI TO MÓWICIE!!!
Tylko czemu z Was, nikt nie rozumie, że to co jest dla was „kolejnym przypadkiem, kolejną wczesną ciążą nie wartą zainteresowania” dla mnie jest całym moim światem. Tym czym oddycham, myślę, czuje. Całym moim życiem.
I dlatego kurwa mać NIE, NIE ROZUMIEM!!!

10.10.2013r.
Publikuje post „Tak dla dobrego dnia”.
Piszę, że w końcu jest dobrze.
To był ostatni „dobry dzień”

11.10.2013r.
17:23 pierwszy skurcz
17:42 drugu skurcz
17:53 trzeci skurcz
18:01 czwarty skurcz
18:20 – Mąż wychodzi do pracy
leżę na kanapie i z coraz to większym przerażeniem wciskam START/STOP w aplikacji
19:42, 19:47:19:52….
IP Szpital Inflancka
KTG
Leżę i się modle do Boga. Proszę, nie błagam, targuje się…
„Boże jeśli choć raz w życiu zrobiłam coś dobrego, proszę niech to, co czuje to atak paniki. Niech mnie nazwą panikarą”.
Położna mnie woła ” ta z 1 co ma zielone wody, to ją wciśniemy na patologię, a Panią nad przedporodowy, bo będziemy rodzić” mówi z uśmiechem, a ja zaczynam płakać.
Myśli, że się przestraszyłam ” E poród to nic strasznego”
„Ale ja jestem w 33 tygodniu” bełkocze przez łzy.
Patrzy w moją książeczkę ciąży. „A…” odpowiada, dzwoni, sadzają mnie na wózek.
Patologia, zastrzyk, jeden drugi, kroplówka. KTG.
Leże w 3 os. sali, dziewczyny obok już śpią, jest 1 w nocy.
Boli, ale milczę nie chcę ich budzić.
Na telefonie czytam, jakie szanse ma dziecko w 33 tygodniu.
Uderza mnie ból w plecach. Nie wytrzymuje wstaje i idę do położnej. Zastrzyk NO-spa tylko to zostało, inne mi dają.
Wzywa lekarz, ten bada.
„E nie jest aż tak źle, poród w 34 tygodniu to nie tragedia. Choć dobrze, aby Pani wytrzymała do 2 dawki sterydów.”
Płaczę jak nigdy w życiu. W tulam głowę w szpitalną poduszkę, a przed oczami mam szklany inkubator, jaki się widzi w telewizji. Przed oczami mam małe ciało i mnóstwo kabli…
Chcę zadzwonić do męża, ale co mu powiem? Nic mi nie pomoże, a tylko go zmartwię i tak jest rozeźlony, że sama pojechałam na IP.
Płaczę jeszcze bardziej, w życiu nie czułam się tak samotna i przestraszona.
Znów targuje się z Bogiem.
Przysięgam, że będę nogi trzymać pod sufitem, nie ruszę się nawet o milimetr, tylko błagam, nie chce teraz jej rodzić. jest za wcześnie…
Zasypiam ze zmęczenia. Moja ostania myśl, że zobaczę męża dopiero na poporodowej.
Walczę, targuje się,błagam.
Przez 3 tygodnie.
Nie tylko z moim ciałem, skurczami, ale i lekarzami. Każdy co innego przepisuje, każdy co innego mówi. Ale wszyscy mówią, że jak wybije 36 tygodni, to oni już mi nic nie dadzą, bo to nie jest już takie straszne wcześniactwo.
Ale wcześniactwo, dla mnie to nie jest byle co. Dla nich to nie wcześniak, dla mnie mój wcześniak, moje dziecko…walczę, kłócę się.
W pewnym sensie moje ciało mi pomaga. Dzień przed wypisem, przelewam się przez ręce. Nie mogę się rozbudzić.
Panika na oddziale. Nie wiedzą co się dzieje.
Już chcą kończyć ciążę, bookują porodówkę.
I nagle ktoś wpada, dają mi leki, pomagają. Ale już nie są tak odważni w swoich teoriach, już nikt nie mówi mi, „że po 36 tygodniu nie zatrzymują”.

37 tydzień 5 dzień
wypisuje się na żądanie.
W życiu nie byłam tak szczęśliwa kiedy coś ŻĄDAŁAM.
Przy wypisie słyszę : ” No jak Pani chce, ale jestem pewna (za-ordynatora), że do 1 no 7.11 Pani nie wytrzyma i urodzi. Nie robiłam bym sobie za dużych nadziei”

A ja mimo wszystko robię. pokonałam Was w 10, 18, 33 tygodniu. Pokonałam wasze słowa, wasz brak wiary.

1.11.2013r.
Ubieram się. Zabieram pościel z salonu, z kanapy. Już nie leżę. Już nie będę leżeć.

7.11.2013r.
Piszę na blogu
„Szczerze to teraz czuje się fenomenalnie, czy tak się normalnie czuje w ciąży (ciekawe), bo jak tak to ciąża jest super”.
Ciąża trwa 280 dni.
225 dni leżałam, 225 dni powtarzano mi, że „mam sobie nie robić nadziei”
– na to, że nie poronie
– na to, że to nie jest puste jajo płodowe
– na to, że donoszę (minę 23 tydzień)
– na to, że nie urodzę wcześniaka
– na to, że dotrwam do terminu…

Ciążą trwa 280 dni, ja 225 dni leżałam, ale moja ciąża trwała 288 dni.
I mam was pseudo lekarzy gdzieś.
Zrobiłam, nie zrobiłyśmy wszystko !!!!
Choć praktycznie nikt z was nam nie dawał szansy…
Processed with Rookie

Advertisements

20 thoughts on “225/280 – nie rób sobie nadziei..

  1. keepmymoments pisze:

    Żadna kobieta w ciąży nie powinna usłyszeć takich słów, zwłaszcza od lekarza. Dla mnie to zupełny brak profesjonalizmu i współczucia.
    Żal.

    Dobrze, że byłaś twarda. Masz swój maleńki CUD:)

  2. radoshe pisze:

    Kurcze, ale przeżyłaś:(
    Naprawdę nie da się już słuchać, co dzieje się obecnie na oddziałach położniczych. Rutyna, partactwo i totalny brak empatii.
    Ale kobiety to jednak silne istoty są!

    • Misako - matka po japońsku pisze:

      Co mnie przerażało w tym wszystkim, to wielkie ciśnienie na porody naturalne. Jasne wspaniałe przeżycie etc. Ale kiedy dziecko jest pośladkowo to już przegięcie, no i to ich wywoływanie z byle przyczyny. Gdybym wtedy miała dzisiejszą wiedzę nie zgodziłabym się na indukcję.
      Ale masz rację my jesteśmy wielkie przy ich maleńkości 😀

  3. Yduuu pisze:

    dałaś radę na maksa, my co prawda nie miałyśmy takiego hc, ale od 30 tygodnia stres, że Pol za mała, za mało, dotrwałyśmy do 41 tygodnia i 2930 się udało. Brawo dla Was.

      • Yduuu pisze:

        tylko Pol była za mała, byłam pod opieką mega specjalisty i nawet kasy nie brała ode mnie za wizyty co tydzień jak od innych, stąd cieszę się, że tak nam się udało ufff

      • Misako - matka po japońsku pisze:

        JAkiego specjalisty???
        Wiesz co nie wiem, Chibi używa smoka więc ssanie pewnie tam sobie głównie zaspokaja, co do głodu, ponoć Chibi z siatek leci…i sama nie wiem, na pewno dokarmianie MM będzie ostatnie na moje liście TO DO w tym zakresie, prócz tego że w tych siatkach chu…owo wypada to nie ma w niej żadnych objaw niedożywienie, o których czytam, wręcz przeciwnie.
        Ostatnio zaczęła trochę lepiej spać, ale znów te cholerne siatki, nadal jest w normach ale z 75 spadała poniżej 50 i lekarz we mnie panikę sieje i każe jej jeść co 2h, czyli jej 5h spanie mam se wsadzić, tak mi mniej wiecej lekarka powiedziała.
        Co do tych 11h godzin…..i ty narzekasz MATKO NIEWDZIĘCZNA na Polsona, no wstyd, normalnie wstyd…pewnie za tą nie wdzięczność wyżywa się na tobie w ciągu dnia. 🙂 WSTYD 😛

  4. koishii pisze:

    to przykre co usłyszałaś od lekarzy, nigdy nie powinno to się zdarzyć. ja na szczęście zawsze w naszym szpitalu byłam traktowana dobrze, nawet w obliczu tragedii nikt mi nie powiedział „matka natura wie lepiej”…. od początku byłam traktowana jak matka dziecka, a nie dziewczyna ktorej się okres spóźnia 8 tygodni….
    brawo dla Was dziewczyny!

  5. Mama Tosi pisze:

    Po przeczytaniu nie będę więcej narzekać, obiecuję!
    Co prawda i mi lekarka w 9 tyg powiedziała, że na pewno poroniłam i że to normalne na początku, w szpitalu powiedzieli, że wszystko jest ok, a następny lekarz (dr Z. 😉 ), że nie do końca jest w porządku i mam się oszczędzać. W szpitalu spędziłam kilka dni i nie mogę doczekać się, aż skończę 34, 35 tydzień, myślę, że wtedy będę nieco spokojniejsza… Dobrze, że Chibi jest z Wami, że się tak rozwija i że pomimo słów lekarzy wszystko się dobrze skończyło 🙂

    • Misako pisze:

      Narzekaj ile masz ochotę, mamy do tego prawo 🙂

      Choć wiem o czym mówisz, jak czytam na FB historię Lilki z Bonifraterów, to mi jest głupio, że narzekam na wstawanie co 2h, na trudną ciążę, rzeźnicki poród. Przy jej historii moje problemy są niczym. Ale sobie mówię, że to moje problemy i mam prawo trochę ponarzekać zachowują w podświadomości jej historię, jako pociechę i naukę, aby doceniać to co mam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s