U-mama-mijmy cały świat

Ostatnio jakimś pokręconym trafem, trafiłam na stronę Malviny Pe . I z nieukrywanymi wypiekami na polikach czytałam jej wpis odnośnie NIE chęci do posiadania potomstwa. Autorka w swoich rozważaniach na ten temat tak podzieliła społeczeństwo:
O tym, że sensem życia kobiety jest posiadanie dzieci, najgłośniej krzyczą cztery grupy ludzi: ortodoksyjni katolicy, skrajni prawicowcy, mężczyźni tradycjonaliści, którzy wiedzą lepiej i kobiety, które zostały matkami, bo nie miały na siebie.

Przyznam się, iż po pierwszej lekturze miałam bardzo bojowe nastawienie i do tekstu i do autorki i już szykowałam się na mocną ripostę w komentarzu. Okoliczności zmusiły mnie do odłożenia tej „wojny” na później, i dobrze. Mogłam dzięki temu pomyśleć, przeanalizować i nabrać dystansu, który to z kolei spowodował, że zwątpiłam w moje racje.

Musiałam zadać sobie pytanie, czy aby odkąd zostałam matką, stałam się bardziej radykalna?

Dotychczas postrzegałam się jako liberała. Było bardzo mało spraw, w których mogłam zaprezentować skrajne, radykalne poglądy. Szary, to był mój kolor.

Jedną w takich spraw było „rodzicielstwo”. Zawsze sądziłam, że jest to rola, nie wszystkim pisana. I to nie tylko ze względów fizycznych, ale i emocjonalnych. You choose your way, luźna guma i te sprawy.
Ja zawsze „gdzieś tam” widziałam dzieci, ale  szanowałam ludzi, którzy potrzeby ich posiadania nie wykazywali. Nie zawsze ich rozumiałam, ale to już inna bajka.

Po tekście Malviny Pe, z którym nie do końca się zgadzam, i w którym widzę częściową pogardę dla roli matki, uświadomiłam sobie, iż moje liberalne podejście nie jest już takie liberalne. A bynajmniej w zakresie życia vs rodzicielstwa.

Nieświadomie odkąd wypchałam nowego człowieka na tą stronę brzucha, zaczęłam dopytywać znajomych „A Wy kiedy?”.
I choć nie wynika to, z tego , że należę do wspomnianych przez blogerkę kobiet, co zrobiły dzieciaka, bo nic innego zrobić z sobą nie umiały, to jednak nigdy wcześniej nie dopytywałam się o ewentualne potomstwo swych znajomych.
Nie jako tym pokazuje, postawę, z którą nie do końca przecież się zgadzam, o której pisze M., a mianowicie, że dzieci to obowiązek, wymagany etap życia.
Rzekłabym nawet, iż uważam(ałam), że dużo par, które po 35 roku życia decydują się na potomstwo popełnia błąd. No dobra nie błąd, ale nie do końca właściwą decyzję, bo przecież potem może być problem. Niejednokrotnie obserwuje, jak tacy rodzice, którzy tyle lat żyją już, w całkiem normalnym, egoizmie własnych potrzeb, nie potrafią odnaleźć się w świecie, który wymaga poświęceń, poświęcenia siebie. Bo jeśli ktoś mówi, że dla dziecka nic nie trzeba poświecić, kłamie.Zawsze w mniejszym lub większym stopniu coś się poświęca. Kwestia czy się chce. A po 35 latach czasem się chce ale nie umi.

Tak czy siak, widząc parę, szczególnie po ślubie, zaczęło mi się cisnąć na język „A kiedy?”. Sick i tyle.

Kolejna sprawa, która się we mnie, nie do końca świadomie, zmieniła się, to podejście do problemów. Jeszcze rok temu problemy, o których opowiadali mi znajomi, problemy tak znane memu sercu, były ważne i poważne. Teraz czasem jak ich słucham, w duchu wywracam oczami i myślę ‚ Co wy wiecie o problemach’. ‚Co wy wiecie o życiu’

Przykład.
Moja przyjaciółka, z kiepskim wynikiem żywotności zwierząt, dostała kota. O 23 dzwoni do mnie, kociej mamy, co ma zrobić, co ma dać jeść, pić. Ja akurat karmię i wywracam oczami, że robi larum o jakiegoś kota. Tydzień później, o 7 rano, w niedzielę dzwoni zapłakana, że kot jest chory, że oczu nie może otworzyć. Ja akurat walczę z zapaleniem spojówek Chibi i znów wywracam oczami, o co ona panikuje. To kot.K.O.T. Na litość boską! Kiepska przyjaciółka ze mnie.
Nie wiem czy wynika to z tego, że ja dopiero odkąd mam dziecko czuje ,po raz pierwszy, taką realną odpowiedzialność. Czy stałam się po prostu mało tolerancyjna. Czy może jakoś, gdzieś między dwupakowaniem, a porodem stwierdziłam, że dokonałam czegoś wyjątkowego, czegoś co stawia mnie wyżej, niż inne, niedzieciate kobiety?

Z jednej strony chce powiedzieć, że nie. Nic się nie zmieniło. Nadal jestem tym kim jestem, nadal moje życie obraca się wokół tej samej planety, że krążę po tej samej orbicie,  że nadal rozumiem wybór życia bez dziecka.
Z drugiej jednak, gdzieś w głębi uważam, że to co się działo czyni mnie trochę „lepszą” kobietą. To straszne, niesprawiedliwe, ale cholera, tak czuje.

I w głębi mam ochotę powiedzieć Malvinie Pe, że to, że nie che dzieci, jest wyrazem głupoty, że cokolwiek co w życiu zrobi, gdzie nie pojedzie, kogo nie pozna, jakiej kasy nie zarobi, nie może się równać z tym co daje macierzyństwo, że nic tak nie spełni człowieka jak rodzicielstwo i roześmiana mała gęba o 5 nad ranem. Czy i u Was tak było? Czy i u Was zmieniło się podejście i postrzeganie, tego co było Przed? Życia PRZED? .

20140505-105600.jpg

Reklamy

8 thoughts on “U-mama-mijmy cały świat

  1. radoshe pisze:

    Trafnie to ujęłaś! Niby te same kobiety z nas; pasje, ambicje, marzenia się nie zmieniły…a jednak ten dodatkowy element układanki, jakim jest dziecko mocno przewartościowuje główki, ustawia priorytety. Czytałam Malvinę, rozumiem, bardzo szanuję ten wybór, wokół mnie mnóstwo takich znajomych, ale nie da się ukryć, że z tekstu wiało otwartą wzgardą dla dzieciatych kobiet.

    • Misako - matka po japońsku pisze:

      No właśnie, tak jakby pisze, że to my nie szanujemy, a sama nie jest lepsza. Też odniosła takie wrażenie, że dziecko świadczy o braku ambicji, choć wplotła tam jedno zdanie przeciwne. Jednak wydźwięk całości jest oczywisty.

  2. emmatka pisze:

    Podpisuję się „dwiema ręcami” (bo z klawiatury korzystam) pod stwierdzeniem, że zmiana perspektywy nastąpiła u mnie ogromna w dniu, kiedy zostałam mamą. Tak, jak piszesz, zaczęłam śmiać się z problemów „ze starej epoki”, odczuwam radość, jakiej nie znałam wcześniej (oczywiście też zmęczenie, nerwy, złość w innej jakości, żeby nie było), wiem, że żyłam, oddychałam, byłam szczęśliwa, ale powrót w tamte czasy jest dla mnie niemożliwy. Życzę tym, które mają obawy przed macierzyństwem, by mogły odkryć swoje radości bycia mamą. Pozdrawiam!

  3. Zuzanna Marczyńska-Maliszewska pisze:

    Zmieniło się. Chociaż nikogo nie mam zamiaru zachęcać do posiadania dzieci, ani wyptywać. Tak samo jak dziwiła mnie niechęć do tego wcześnie – tak i pozostało. I kotam nadal się przejmuję, choć faktycznie może minimalnie mniej 😉

  4. Bożena Jędral pisze:

    Posiadamy instynkt przetrwania, dostosowujemy się do okoliczności. Jak zmienia się człowiek będąc rodzicem? Jest bardzie zorganizowany, znacznie bardzie stanowczy, zawsze ma plan awaryjny i potrafi walczyć o swoje. Zmiana w psychice?. Nie posiadanie dzieci wyzwala te same zachowania tylko w przypadku starania się o lepsze stanowisko 😉

  5. Dominika pisze:

    I ja zaczęłam wypytywać. Co gorsza ! Mój M wypytuje chyba bardziej niż ja ! ale w sumie, jakby się zastanowić to tylko znajome pary które planują dziecko, reszta nam zwisa 😀
    Do tekstu zajrzę, ale na trzeźwo bo teraz umysł przesłania mi potrzeba snu stąd i mój komentarz tutaj niewyszukany.
    Dziecko po 35, o nie. Ostatnio stwierdziłam że cieszę się że mam je teraz bo później już by mi się tak nad dzieciem skakać nie chciało. Później będę miała święty spokój po południu i drzemkę po obiedzie a ono zajmie się same sobą.
    Ja jestem strasznie dzieciowa i nieposiadania dzieci nie rozumiem aczkolwiek uszanować muszę bo taką mam naturę że ludzi i ich wybory szanuję.
    No dobra, jednak czytam. umniejszanie macierzyństwa do bachora, kolek, nieprzespanych nocy, kup i rozerwania siebie to po prostu bycie ograniczonym, a poza tym nikt kto nie ma dziecka radości z posiadania owego nie zrozumie.
    Ale dopiero pod jej postem wrze ! Prowokacja to trochę. Klikam krzyżyk i odsyłam w zapomnienie. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s