Matki, krowy na zielonej łące

Ostatnim czasy zdarzyło mi się trafić na kilka blogów, które poruszyły w zasadzie tą samą sprawę.
Matek Krów Świętych.
I jak nie będę dublować kwestii, bo Marlena z Makoweczki.pl powiedziała w zasadzie wszystko w temacie, stwierdzając :
„To że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, wiadomo. I pupę każdy z tyłu ma… własną”

To jednak jeden z komentarzy obudził we mnie Furianina (i nie to nie jest przejęzyczenie) i miałam ochotę zabijać jak Riddick w „Kronikach”.
image,krowa,640,0,0,0 indeks

 

 

 

 

 

 

 

 

Czyli „Byłem wczoraj u rzeźnika.…”

 Mały sklepik, większość powierzchni zajmuje część dla sprzedawców plus lady chłodnicze. Dla klientów niewiele miejsca, ledwie się można minąć. Był tłok, bo oprócz mnie była jeszcze jedna osoba. Matka z wózkiem. I ładunkiem tegoż wózka. Chciałem dojść na koniec sklepiku, bo tam jest akurat lada z kiełbasami, ale ni cholery się dopchać, bo wózek, a obok wózka mamusia. Poprawiała coś, poprawiała, miałem nadzieję, że wyjdzie. Taaa… Dziecko zaczęło ryczeć. Co zrobiła mamusia?

Podjechała z wózkiem pod drzwi, żeby zatarasować wszelki ruch in & out, wyjęła dziecko z wózka i pod ścianą, na stojąco, w najlepsze zaczęła je karmić piersią.

Ja rozumiem, że to dziecko ma kiedyś pracować na moją emeryturę, ale jak widzę takie mamusie, to dziękuję Tuskowi za brak polityki prorodzinnej…
[czyjaś odpowiedź]
Co miała zrobić? Przede wszystkim sorry, ale to nie mój problem. Mogła przede wszystkim przestrzegać pór karmienia i nakarmić dziecko w domu, przed wyjściem. Mogła wyjść na zakupy o innej porze, takiej, w której ma z kim zostawić dziecko. Natomiast przede wszystkim powinna sobie zdawać sprawę z tego, że nie jest świętą krową i nie ma prawa z powodu swojego macierzyństwa utrudniać innym robienie zakupów. Zdania co do publicznego karmienia piersią są podzielone – ja należę akurat do tych, którzy uważają, że nie jest to szczególnie estetyczne, toteż jeśli nie ma jakiegoś wydzielonego, intymnego miejsca, w którym karmiąca matka może to zrobić, to trzeba sobie po prostu dać na wstrzymanie i nie robić tego publicznie.Wierz mi, że dla ludzi, którzy rodzicielstwo mają już za sobą, matki z ryczącymi w wózkach dziećmi to nie jest najmilszy widok. Delikatnie mówiąc. Oczywiście, on bywa czasem nie do uniknięcia, ale jestem przekonany, że gdyby szanowne mamusie choćby odrobinę zdawały sobie sprawę ze swojej uciążliwości dla innych, to ograniczyłyby ładowanie się z pełnymi wózkami do sklepów i innych miejsc, gdzie skutecznie uprzykrzają innym życie. Ja tylko chcę, żeby matki z małymi dziećmi rozumiały, że nie są ozdobą tego świata ani atrakcją dla wszystkich wokół, tylko niekiedy wręcz przeciwnie. Żeby starały się mieć wzgląd na innych ludzi. Bo niestety czasem zachowują się tak, jak gdyby wszyscy robili na ich widok „ach” i „och” (to się zdarza, ekspedientki u rzeźnika tak właśnie robiły), podczas gdy niejeden marzy, by (sorry, ale taka prawda) zawalidroga z blokującym przejścia wózkiem, z którego dobiega wrzask, wreszcie sobie poszła…

Jestem jak najbardziej za empatią i wzajemnym szacunkiem.
To czy ktoś przepuszcza ciężarną czy kobietę z wózkiem jest gestią prywatnej wrażliwości i empatii.
ALE SORRY, byłoby czasem miło, aby ta druga „niedzieciata” „podzieciata” „niechcąconiedzieciata” strona pamiętała, że jest w tej całej relacji strona trzecie- DZIECKO.
Mikro mały, mały człowiek, który na pewnych etapach swego rozwoju nie  jest w stanie pewnych rzeczy zrozumieć. Nie wie, że to, że  jak poczeka 15 minut na karmienie nie oznacza końca świata, nie rozumie, że mama musi stać w kolejce, bo tak jest wszechświat poukładany, że jak wbiegnie pod rower to może coś mu się stać. Dla takiego człowieka nie ma czegoś takiego jak związek przyczynowo-skutkowy, akcja-reakcja.

Ja rozumiem, że karmienie piersią bywa mało „smaczne” nawet dla ojca dziecka. Kurcze ja sama nie jestem fanką wywalania, moich pociążowych, cycków na zewnątrz i prezentowanie światu tego co po nich zostało. Ja zawsze tak się owijam tetrą, aby zachować krztę prywatności, ale skłamię jak powiem, że zależy co o tym pomyśli akurat Pan przechodzący obok. Tu chodzi o moją intymność.
Karmienie to fizjologiczny proces, którego czasem nie da się zaplanować, ustawić tak, abyśmy trafili na pokój Matki z dzieckiem.
To temat rzeka, którego rozwijać nie chce.

Co mnie WKURWIŁO, ale jak boga kocham tak wkurwiło, że miałam ochotę zabijać. A mianowicie, sprawa zakupów z wózkiem. Na dodatek sama doświadczyłam czegoś podobnego.

No coś mnie strzela, jak słyszę, że powinnam z dzieckiem w domu zostać, zostawić przed sklepem albo pójść na zakupy kiedy ktoś się dzieckiem może zająć.
Na prawdę? Serio? Co to za złote rady, chyba zacznę za nie płacić.
Ogólnie to uwielbiam z płaczącym, spoconym dzieciakiem stać w kolejce. Nie przecież po co miałabym ten czas spędzać np. w parku. Nie mam taki dziwny fetysz, taką dziwną przypadłość, że jeść muszę. Sory, tak wiem, taki mamy klimat. Ale muszę od czasu do czasu coś zjeść. Czasem nawet bułki w zamrażarce się skończoną. Nie i nie mogę wysłać ojca, bo akurat, cóż jak to powiedzieć, jest w pracy. Sorry. I nie będę rodziców z drugiej części Polski ściągać, abym mogła pójść do piekarni czy na pocztę. Wciskam się z wózkiem w ladę, ale to nie moja wina, że piekarnia jest dłuuuuga i wąska, a poczta mała jak kibel. I naprawdę nie zawracam tym wózkiem tak, bo jestem sierotą, ale tak jak się da.
A z tym zostawianiem dziecka na zewnątrz, nie no na poważnie…czy muszę na to odpowiadać???
Ja rozumiem, że dzieci irytują, ale co ja mam zrobić np. z palaczami? Też mnie irytują. Albo z klnącymi nastolatkami, głośno gadającymi przez telefon ludźmi? Wybić, kopnąć?

Dzieci są i nic na to nie por(o)adzimy, każdy człowiek kiedyś był dzieckiem i aby ludzkość istniała to te dzieci być muszą.
Jasne rozumiem, że kupka, siku, posiłki mojej córki, jej piszczenie, głużenie,  jest słodkie dla mnie, Pana U. i może dziadków. Ale nie zamierzam zmieniać swojego życia, przyzwyczajeń żywieniowych, tylko dlatego, że kogoś irytuje mój dzieciak i mój wózek.
Jak komuś nie pasuje, to niech chodzi na zakupy w nocy, wtedy dzieci nie ma, śpią i jest święty spokój.

I jak boga kocham jak jeszcze raz usłyszę, że chodząc na zakupy z wózkiem, jestem świętą krową, to zacznę bić, gryźć i kopać.

Dobra,  nie jestem tolerancyjna, w tym zakresie, a niech będzie zołzą, prymitywem czy jak by mnie tam nazwali itp. uważam się za lepszą, bo urodziłam dziecko, uważam, że zasługuje na więcej, bo to dziecko stworzyłam, nosiłam i wypchałam przez 20h, bo przyczyniłam się jakoś do istnienia naszego gatunku. Nie każę sobie jednak złotego runa siać pod stopami, całować ziemię, po której chodzę, budować pomników czy pisać od.  A proszę jedynie o zrozumienie, że tak PO PROSTU JEST. Ale o czym ja mówię…
„To że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, wiadomo. I pupę każdy z tyłu ma… własną”

Czas dbać tylko o własny zad.

Nie chcę nawet myśleć jakie uwagi trafiają pod adresem mam z „gabarytami”…

Reklamy

14 thoughts on “Matki, krowy na zielonej łące

  1. Niepoprawna marzycielka pisze:

    Jestem za Tobą. Nie święta krowa ale święta racja. I to nie tylko w wypadku karmienia tak jest. Niedawno w pracy byłam na chorobowym bo synek się rozchorował ale oczywiście szefowa była baaaaardzo niezadowolona a sama ma dziecko tylko że już dorosłe. Co do karmienia to też zauważyłam dziwne spojrzenia, kiedy jeszcze karmiłam swojego synka piersią. Taki widok wielu osobom przeszkadza ale jak jakaś modelka pokazuje cycki na plakacie wiszącym na ulicy to wszystko ok. Bo piersi są złe ale cycki są ok. Sorry, taki klimat… Aż szkoda gadać

  2. keepmymoments pisze:

    Misako wyluzuj, takich ludzi jak pan powyżej jest znacznie więcej. Nie warto się wkurzać.
    Oczywiście, Twoje zdanie w pełni podzielam…

    W UK jest nieco inaczej, nie ma matek- wózkowych potworów czy matek- świętych krów. Kobiety ciężarne są wszędzie przepuszczane i otrzymują pomoc nawet o nią nie prosząc! Pamiętam jak będąc pod koniec ciaży, stałam w kolejce w supermarkecie, przede mną były może 4 osoby- nie więcej. I co się dzieje? Podchodzi do mnie pan i z uśmiechem mówi bym podeszła to kasy obok. Pan skasował moje zakupy, po czym… kasę ponownie zamknął!
    Fatyga była tylko dla mnie, mimo, że obok kolejka była niewielka.
    Pamiętam też, że jadąc autobusem z brzuszkiem ZAWSZE ktoś mi ustępował miejsca, mimo że stanowczo odmawiałam.

    A dzisiaj z Toto? Każdy nas wita uśmiechem, otwiera przed wózkiem drzwi, kiedy raz Toto się rozwrzeszczał i niosłam go na rękach pchając pusty wózek- dwie osoby zapytały mnie czy nie potrzebuję pomocy.

    Czy mi się wydaje, czy takie rzeczy wszędzie tylko nie w Polsce?
    Masz rację, szlag człowieka może trafić. Ale taką ‚życzliwość’ spotkać można w wielu dziedzinach naszego, polskiego życia. Nieprawdaż?

    Wyluzuj matka, no. Bo i mnie nakręciłaś;p

  3. Paulina S. pisze:

    Ja nawet nie użyję słów jakie mi się nasuwają po przeczytaniu tych dąsów na kobiey z wózkiem…Japier….Wychodzi na to,że kobieta z wózkiem powinna przeczekać ten okres i wychodzić do sklepu dopiero wtedy jak pociecha chodzi o własnych siłach. Tylko wtedy pojawia się następny problem dziecka kładącego się na podłodze, bo nie chce mu się iść lub bardzo czegoś chce a nie może. Weźmy przestańmy rodzic te dzieci? Po co nam co nie? Tyle problemów mniej, tyle przychylnych osób będzie się do nas uśmiechało w sklepie, bo się mu nie wpierdzielamy z wózkiem pod nos…Zapewne matki tych ludzi prowadzały je do sklepu na taczkach, bo wózek jest be i zajmuje za dużo miejsca ;/

  4. Emka pisze:

    I potem taki gość ma być ojcem…
    Ostatnio przeczytałam jeszcze gorsze obelgi pod względem karmiących piersią. Argumenty w części podobne. Niektórzy widzą tylko czubek własnego nosa i liczy się dla nich jedynie własna osoba. I takim życzę by pozostali bezdzietni bo nie mają predyspozycji na bycie rodzicem.
    A przepuszczanie w kolejce powinno być standardem. Ale niestety u nas jest jak jest. Będąc ciężarna ileś razy by mnie stratowali byle tylko przybiec szybciej przed kasę. Albo stali twardo przede mną nie zauważając przeszło 100 cm w obwodzie brzucha.
    Nie rozumiem właśnie niepuszczania w kolejkach. Czy innym nie przeszkadza że dziecko płacze aż zanosi się, wyje i krzyczy? Ile razy w banku kiedy pomiędzy emerytami czekałam na coś mój syn wrzeszczał wręcz bo nie cierpiał tam klimatyzacji? raz się wkurzyłam i powiedziałam co myślę. A facet na to że mogłam się innych zapytać, czy mnie przepuszczą? hahaha porażka!!! NIe zrozumiem nigdy że ktoś może chcieć pracować mając darmowy koncert młodych silnych płuc. No ale jak mówiłam właśnie ci emeryci najbardziej się spieszą, tak jak w sklepach tratowali mnie zawsze faceci kupujący piwo. I też stawali do kolejki dla kobiet ciężarnych. Fakt, brzuchy też czasami mieli.

    • Misako - matka po japońsku pisze:

      Poziom kultury w społeczeństwie…cóż często go nie ma. Nie uważam, że posiadanie dziecka czyni nas panami i władcami. Jednak tak jak ja akceptuje pewne zachowania „niedzieciaty”, bo są dla nich typowe. Tak uważam. że powinni rozumieć, że pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Jasne rozumiem, że nie chcą oglądać karmienia, ale to nie zanaczy, że matki karmiące mają się zakopać w domu i nie wychodzić. Szary to kolor, który nie wszyscy widzą.

  5. Ilcza pisze:

    Serio? Serio ten genialny pan uważa, że karmienie da się zaprogramować? Karmienie piersią? I że każdy ma kasę na opiekunkę/bonę/guwernantkę albo mieszka w domu z babcią/mamą/siostrą/ciotką? Karmienie piersią nieestetyczne, ale zapewne, gdyby dwie panie na filmie porno oblewały się wzajemnie mlekiem z piersi, miałby wzwód w 5 sekund a wytrysk w 15. Bo prawdziwy samiec uważa piersi za obiekt seksualny i nie zamierza się nimi dzielić – nawet teoretycznie – z jakimiś wstrętnymi bachorami. Ojejku, jaki biedny. Zdarzyła mu się JEDNA uciążliwa mamuśka w sklepie, pewnie w całym życiu jego jest to jedyna negatywna obserwacja w temacie matek, więc będzie się wyżalał, jaki to rodzaj żeński jest egoistyczny. Ale o dziwo nie tylko panowie są tacy. Zdarzyła mi się kiedyś właścicielka warzywniaka. Malutkiego, głębokim wózkiem nie dało się wjechać, wąskie schody itp. Skrzynki były wystawione na zewnątrz, Popakowałam warzywa w reklamówki, podeszłam do drzwi i proszę, czy może poważyć a ja poczekam z dzieckiem na zewnątrz i ona mnie potem zawoła. Odpowiedziała, że nie, bo zablokuję kolejkę i przecież mogę wejść do sklepu. Pytam – a co z dzieckiem? Zaśmiała się ironicznie i rzuciła: „no a co, porwie je pani ktoś?”

  6. sugarninjas pisze:

    Myślę, że kryterium podziału nie jest tu posiadanie dzieci lub nie, a raczej kryterium posiadania podstawowej kultury i empatii- po obu stronach barykady. Na skrajne przypadki typu ‚bohater’ posta, czy ww. pani z warzywniaka spuszczam zasłonę milczenia, to jest jest margines (w każdym znaczeniu;) i choć sama raz byłam nawet podmiotem pyskówki żula kupującego piwko z przemiłą starszą panią, która stanęła w obronie mojego prawa do pierwszeństwa w kolejce, to w sumie mam generalnie dobre wrażenie z ciążowego kolejkowania i pomocności ludzi w sytuacjach wózkowych- wczoraj np. jakiś miły przypadkowy pan z windy w sklepie niósł nam górę pieluch do auta, także nie same wilki w okół;D

    • Misako pisze:

      Dokładnie, to kwestie kultury.
      Jednak jak stara się spojrzeć na to z szerszej perspektywy, to trochę się smutno robi, iż coś takiego jak karmienie piersią, czyli tak jakby element naszej ewolucji i rozwoju (w końcu stąd nasza nazwa ssaki) jest gorzej postrzegane, niż żulek sikający w krzakach i mniej bulwersujące niż nagie kobiety na karteluszkach za wycieraczką.
      Oczywiście, że są i ludzie tolerancyjni. Ja sama będąc na rehabilitacji z małą i z mężem, trochę się źle poczułam kiedy Pani wyjęła od tak pierś i zaczęła karmić. Nie chodziło o to, że karmi, ale bardziej o to, iż patrzy na to mój mąż. Ja sama zawsze staram się zasłaniać karmiąc. Jak zawsze trzeba znaleźć porozumienie pośrodku 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s