To było jakiś czas temu [6 miesięcy temu] …

Lew Tołstoj powiedział kiedyś Czas się nie śpieszy, to my nie nadążamy.

Parafrazując to na nasz ( może nie do końca?), w perspektywie życia, 6 miesięcy to nie wiele. Wszak czuje się upoważniona do filozoficzn0-metafotyczngo podejścia do kwestii czasu i jego upływu.

Ostatni rok liczyłam w oparciu o każdą jego minutę. Badając wspomnienia (i wpisy na blogu) mogę śmiało mogę powiedzieć, że dni, tygodnie, miesiące 2013r. to były najdłuższe jednostki czasu w moim życiu. Miałam wrażenie, iż prostą czasoprzestrzeni pokonuje tip topkami, bywały dni, iż pewna byłam, że się cofam, do tyłu- jak to niektórzy mówią.

Kiedy w końcu i dla mnie wybiła godzina, kiedy w końcu mogłam stanąć na linii mety , liczyłam, że czas będzie tym razem dla mnie łaskawszy. I mimo, iż od 6 miesięcy biegnę truchtem, choć na co dzień  mam wrażenie, iż przebiegam maraton, czas kpi sobie ze mnie nadal.

A może, to wszystko to po prostu zwykła hiperbola?

„O tym się zapomina”

To była standardowa odpowiedź jaką otrzymywałam od mojej mamy, moich koleżanek za każdym razem jak pytałam o poród, a dokładniej porodowy ból.

Szczerze, kiedy po 2 próbie oksytocynowej odeszły mi wody i zostałam poczęstowana skurczami co 2 minuty, pomyślałam, siedząc jeszcze pod prysznicem na położnictwie, ,„To niemożliwe, aby taki ból zapomnieć.

A jednak…
Czas jest chirurgiem, który wykonuje na człowieku swoją własną operację.

Teraz już nie pamiętam bólu porodu. Wiem, że bolało, wiem, że sądziłam, że umrę . Wiem, że potem było strasznie.

Nie mogę zignorować, iż standardowo zaraz po odpowiedzi dodawały one zawsze, „A potem czas tak szybko leci”

Pamiętam, że miałam baby blues, ale nie pamiętam już uczuć, które czułam. Ale wtedy czas też mi leciał wolno. Czułam się znów jak niewolnica , jak kiepski żart natury, jakaś kosmiczna pomyłka.

Potem nagle, coś się z czasem stało. Nie wiem kiedy, nie wiem jak. Ale mam wrażenie, iż nagle trybiki zadziałały i stara, zerdzewiała wskazówka ruszyła…

Pamiętam pierwszy raz kiedy sama zostałam z Chibi, kiedy sama wzięłam ją, bez przymusu, bez spojrzeń mojej mamy czy Pana U. (przecież to twoja córka) na ręce. Pamiętam, że stanęłam przed lustrem i spojrzałam na to małe coś wtulone ,w coś co kiedyś było mną, w dziewczynę w dresie, potarganych włosach, zmęczoną, zapłakaną.

Pamiętam pewien poranek albo noc, zależnie jak kto traktuje 4 rano. Chibi zaczęła płakać. Przykryłam sobie głowę poduszką, w nadziei, że zaraz jej przejdzie. Nie przeszło. Z ciężkim sercem, głową, nogami i ledwo otwartymi oczami podeszłam do jej kołyski…a ona? Ona obdarzyła mnie pierwszym uśmiechem.

Pamiętam też pewien wieczór, jak Chibi leżała na moich kolanach. Uśmiechnęłam się do niej, a  ona wpadła w taki zachwyt i zaczęła się śmiać. Jej pierwszy, szczery śmiech.

Pamiętam mnóstwo magicznych chwil.

Chwil kiedy jestem mamą. Chwil kiedy ona jest moją córką. Chwil kiedy się cieszę , że nie poddałam się, że walczyłam, że oddałam jej 8 miesięcy mojego życia. Chwil, kiedy czas, znajdowałam w moim cierpieniu niezwykły ubaw.

Jestem szczęśliwa będąc mamą. Czuje spełnienie jakie nie było mi znane dotychczas. Odczuwam emocję w takiej skali i takim zakresie, jak nie sądziłam, że jest możliwe. Jestem naprawdę szczęśliwa…

I w tym wszystkim nie mogę pojąć nadal jednej rzeczy.

Jak to jest, że czas nagle tak szybko mija?

Jak to możliwe, iż od dnia, na który czekałam przez 9 miesięcy, przez całe moje życie, jak to możliwe, iż od tego dnia minęło już 6 miesięcy…

SONY DSC

 

To był najgorszy, a zarazem najlepszy dzień mojego życia.

Reklamy

8 thoughts on “To było jakiś czas temu [6 miesięcy temu] …

  1. kejtuch pisze:

    wzruszona kejtuch życzy Chibi wszystkiego naj na pierwsze pół-urodziny 😉 ❤
    buziaczki w stópeczki 😉
    Misako, ciesz się Maleństwem, bo zaraz Ci ucieknie na czterech albo od razu na dwóch kończynach! 😉

  2. Kasia pisze:

    Jestem w ciąży i podczytuję Cię od jakiegoś czasu..
    Podoba mi się Twój tok myślenia , z sentymentem czytam notki gdy byłaś w podobnym tygodniu ciąży jak ja..
    i chociaż jestem totalnie obca i może nie mnie oceniać to myślę sobie- jesteś klawa matka-chce być taką!
    buźka dla Twego Szkraba!
    Kasia.

    • Misako - matka po japońsku pisze:

      Kasiu miód na moje serce ( ta klawa część) . Miło mi słyszeć, że są tam gdzieś w ogromie wszechświata ludzie, którzy myślą podobnie jak ja 🙂 Wiem o jakim sentymencie mówisz, podobne odczucia miałam kiedy czytałam blogi KMM Tweedes kiedy one już urodziły a ja dopiero przechodziłam te tygodnie 🙂 Mimo wszystko życzę ci większego luzu i łatwiejszego startu (i porodu) niż przytrafił się mi :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s