Bo nadal pod prysznicem zaskakuje

 

Pan U. i Ja, wskazana paluchem Misako, jesteśmy razem 11 lat. Patologia to i obłęd, czas leci jak szalony i cały czas nie ogarniam, że jakoś ja ciągle mam 25 lat a chłop mi się starzej.
Iskra lekko przygasła, a kominek skwierczy już stabilnym ogniem. Czasem mam chłopa po dziurki w nosie i na Księżyc bym go posłała.
Ale jak to mawiał klasyka:
Z tymi mężami to tak bywa niestety, że żyć z nimi ciężko, ale zabić jednak szkoda.
Lingerie t.b.v. www.lingeriehuisonline.nl    www.grotecupmaten.n

Przed ślubem rzyganie tęczą i sranie skittelsami, bo poziom słodkości przekracza normy unijne, po ślubie jednak zaczyna się sodomia i gomoria oraz tragedia w 8 aktach.BTW Podobno po 7 roku mija i albo się wcześniej pozabijacie albo w końcu do siebie nauczycie.
Czyli złota myśl Jadżka, a moje motto życiowe odkąd ona wypowiedziała te słowa.

11 lat to szmat czasu, a jak to powiedziała moja szwagierka, co najmniej o 10 za dużo.

Ale kurcze, coś na rzeczy jest. Nie ma już tej pikanterii, latanie nago nikogo nie rusza, chłopina zna i widziała mnie bardziej dogłębnie niż ktokolwiek, no może poza ginekologiem. Wymuszanie spacerów nie przychodzi tak łatwo, a widok męskich gatek nie napawa mnie rumieńcami, a raczej irytacją, bo zazwyczaj oznacza, że znów nie trafiły do kosza w pralni. Staniki stały się bardziej UP niż PUSH, figlarność coraz częściej ustępuje wygodzie. Tabu, cóż nie istnieją, zakup podpasek dla Pana U. to już żadne wyzwanie, bez wstydu wchodzi w tą alejkę i tylko żartuje z czatujących, pryszczatych chłopaczków, co na dowód swej dozgonnej miłości wkraczają w ten skażony estrogenami rewir .

Z nutą pewnej nostalgii przypominam sobie jednak nie raz początki, kiedy wszystko było nowe, ekscytujące. Kiedy byliśmy dla siebie zagadką, a każde wypaść chciało jak najlepiej. Ogdyś byliśmy jak funkcja Weierstrassa, na przemian  się nienawidziliśmy tylko po to, aby za chwilę szalenie się kochać.
Wiem, że związek się zmienia, wiem, że nie ma możliwości, aby w majtach tak samo się robiło jak było na początku. Wiem, że co tygodniowe wizyty w Ryżowych Polach, odeszły do lamusa i to nie tylko dlatego, że sushi się tam pogorszyło. Chodzenie do kina, do parku czy na imprezy nie jest już elementem oczywistym weekendów.
Pojawiła się nieunikniona, szara, brutalna i dobitnie rzeczywista i przyziemna rzeczywistość. Rachunki, praca, obowiązki, zobowiązania, kredyty, zalane mieszkania, choroby, problemy, kłótnie, znudzenie, przyzwyczajenie, a czasami i wątpliwości :”Czy ja aby nie ocipiałam te 11 lat temu, czy endorfiny i inne srimi nie przyćmiły mi zdrowego rozsądku?”.
I to najsmutniejsze i najtrudniejsze, to o czym nigdy nie myślimy na początku związku, a mianowicie to, iż miłość to nie wszystko co składa się na związek.

Ale  ciągle tego chce,z niewiadomych mi przyczyn, jak narkoman, wstrzykuje sobie tą truciznę, mimo przykrych słów wykrzyczanych w kolejnej kłótni, mimo irytacji, że nie umie sprzątać, że broni swojej mamy, że chce, aby czasem zrobił coś sam z siebie, a robienie prania nie polega na wrzuceniu wszystkiego jak leci do pralki.
Mimo wszystko… tęsknie do niego jak nie widzimy się tydzień, chce wtulić się w te jego wielkie ramiona, zagryźć wargę i zarumienić się jak szepcze mi nieprzyzwoite rzeczy kiedy obok siedzi moja mama.
Mimo, że czasem chce powiedzieć dość koniec, przegiąłeś chłopie pałę, na to się nie godzę, to nie żałuje tych 11 lat (w większości).
Pamela Druckermann trafnie stwierdziła w jednej ze swych książek (i to o ironie nie w „Dlaczego zdradzamy”)

„Związek jest najważniejszy, to jedyna rzecz, którą w życiu wybierasz. Nie wybierasz sobie dzieci, wybierasz męża. Dlatego powinnaś sobie z nim ułożyć życie i powinno ci zależeć na tym, żeby wszystko poszło dobrze. ”

I mimo wszystko, mimo wszystkich trudności, wszystkich wyszczekanych słów, mimo bólu jaki sprawił.
Są chwile TE CHWILE.
kiedy padam ze śmiechu, bo zapomniał jaka nieobliczalna jestem pod prysznicem i potrafię strzelić strumieniem zimnej wody, kiedy niepostrzeżenie da się przytulic tak, że mam dostęp do jego szyi i chybcikiem gryzę go robiąc brutalnie, fioletową malinkę.
Pojedyncze dni kiedy śmiejemy się byle  z czego albo leniwe leżymy na kanapie wcinając zimną pizzę. Chwile kiedy przynosi mi róże, tak jak kiedyś na każdej z randek.
Są to teraz urywki rzeczywistości, krótkie acz piękne.
I dzięki nim wiem, że dokonałam właściwego wyboru, w goryczy i szarości codzienności, lśnią jak neonówka i mówią mi : Jedenaście lat to kawał czasu, nie zmarnowałaś go na byle kogo, dobrze wybrałaś Misako

 

Reklamy

2 thoughts on “Bo nadal pod prysznicem zaskakuje

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s