Vacuum, czyli jak to jest mieć poród zabiegowy

Zanim sama tego nie doświadczyłam, nie zdawałam sobie sprawy, że są trzy formy porodów. Gdzieś tam w karcie ciąży widziałam trzy hasła, ale jakoś zakodowałam, że jak rodzić to siłami natury albo przez CC.
Zresztą nie potrzebna (tak myślałam) była mi ta wiedza. Mój gin odkąd zaczęłam jęczeć o porodzie, zawsze mnie uciszał mówiąc :
„Przyjąłem tysiące dzieci, proszę mi wierzyć, masz biodra stworzone do rodzenia dzieci!”.
No skoro stworzone to przecie kichnę i będzie po sprawie…

No ale jednak tak się stało, gdzieś coś zawiodło. A konsekwencje tego mogłyby być poważne.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Ale zacznijmy od teorii, co to jest poród zabiegowy?
ano taki poród, który wymaga interwencji z zewnątrz. I nie mówię tu o Bogu, ani egzorcyzmach … choć pewnie nie raz na sali porodowej wskazany jest wzywany, a rodząca przypomina Emily Rose, nie tu chodzi o pomoc medyczną. Poród zabiegowy to taki w który należy zainterweniować jak sama nazwa wskazuje, zabiegiem medycznym. Wyróżniamy 3 formy interwencji:
-próżnociąg (vacuum)
-kleszcze
-cesarskie cięcie.

w artykułach jakie przyszło mi przeczytać po porodzie dowiedziałam się, że próżnociąg stosuje się w sytuacji, kiedy poród nie postępuje, matka jest zbyt wykończona, aby przeć, czy występuje ryzyko niedotleniania dziecka. Zazwyczaj decyzja o porodzie zabiegowym zapada nagle podczas porodu naturalnego w obliczu występujących komplikacji. Próżnociąg położniczy składa się z urządzenia wytwarzającego podciśnienie (pompka) oraz połączonej z nim gumowym przewodem przyssawki, tzw. peloty
Ogólna idea vacuum polega na tym, iż ma utworzyć podciśnienie, które wyssie dziecko z matki, a przynajmniej pomoże je wyciągnąć.

Po porodzie bardzo dużo o tym myślałam. Czułam wstyd, że jak to nie byłam wstanie urodzić? Nie byłam wstanie sprostać zadaniu, które natura stworzyła dla mnie?
Była to oliwa do rodzącej się we mnie depresji poporodowej, którą zaogniał fakt, że z początku porodu pamiętałam słowa położnej „Jak ona się pięknie w kanał wstawia, tylko to rozwarcie…”
Już wtedy byłam zła na siebie, że moje dziecko robi wszystko, aby było dobrze, a ja nawalam.

Potrzebowałam czasu, aby zrozumieć, że winna nie leżała tylko we mnie, ale i w opiece, którą mnie otoczono.
Nie byłam może posłuszną i łatwą położnicą. Jednak polecenia wykonywałam i wiem, że jakby położna kazała mi się ruszać, oddychać to byłoby lepiej, łatwiej. Usadowienie mnie tylko w wannie, przy beznadziejnym postępie porodu, a potem 3 krotne dawki znieczulenia doprowadziły nie mal do tragedii. Szczególnie dawka podana przy 8cm, która sparaliżowała mnie od pasa w dół.

Tak więc nadeszła ta chwila…a ja nic nie czułam. Moje „paracie” dusiło dziecko, aż w końcu zanikło jej tętno. Sama nie pamiętam zabiegu, gdzieś w odmętach pamięci kojarzę alarm, bieganinę i mnóstwo lekarzy.
Podniosłam głowę i zobaczyłam rurę do czyszczenia kibla, bo mniej więcej vacuum tak wygląda.

Dla matki niestety jest nie miła konsekwencja w postaci bardzo dużego nacięcia, a co za tym idzie dłuższej rekonwalescencji po porodzie. U mnie do bezbolesnego zgojenia umożliwiającego siadanie potrzeba było aż 11 tygodni.
Dla dziecka istnieje ryzyko obrażeń na główce, takich jak otarcia naskórka, zadrapania, siniaki, lekkie obrzmienia. Może to również skutkować krwotokami wewnętrznymi.

Teoretycznie lekarz powinien (a rzekłabym nawet, że ma taki prawny obowiązek) uzyskać zgodę rodzącej, w każdej sytuacji, na użycie vacuum. Mnie nikt o zdanie nie zapytał.

Tak oczywiście wiem, że podjęto te działa, aby ratować moje dziecko. Jednak zaniedbania, które doprowadziły do mojego skrajnego wyczerpania oraz podanie ZZO w tak później fazie porodu, w znacznym stopniu spowodowały, iż poród naturalny stał się porodem zabiegowy.

Na szczęście poza trudną rekonwalescencją matki, dziecku ono nie zaszkodziło. I aby tak było w większości wypadków, kiedy stosują ten ssak.

Reklamy

24 thoughts on “Vacuum, czyli jak to jest mieć poród zabiegowy

  1. Zuzoon pisze:

    U mnie też był pomysł próżnociągu (nie zostałam zapytana czy się zgadzam, zostało mi oznajmione słowami „pomożemy Pani”, ale na szczęście przyszedł przytomny lekarz i powiedział, że natychmiast cięcie i zapytał czy się zgadzam Myślę, że jakby skończyło się próźnociągiem to nie odratowali by małej. Tak samo miałam złość na siebie, że urodzić nie potrafię, że zawiodłam i nie dałam rady. bo gdybym dała to może by było inaczej. ale to nic, było minęło i już wiem, że na drugi poród się nie piszę, chyba że przez cc.

  2. Zuzanna Marczyńska-Maliszewska pisze:

    I dlatego wlasnie mnie polozna powiedziała, że dobrze się stało, że szło to u mnie za szybko i nie zdążyli podac znieczulenia, chociaż chciałam. Bo mogłam im jakoś „pomoc” wyprzeć dziecko i wspolpracowac, co pomoglo choc i tak trzeba bylo uzyc proznociagu.Ale gdybym nie parla to mogloby byc jeszcze gorzej zwazywszy, ze proznociag nie chcial chyba 12 razy zassac… I wlasnie przy 8 cm polozna nie chciala mi podac znieczulenia. KIj z tym, ze mi musieli wlozyc na zywca vacuum do macicy 😉 …. No, to akurat byla u mnie najgorsza czesc calego porodu. I tez to dluuugo przezywalam – dobrze, ze byla to taka trauma, ze juz nie pamietam jak bolalo… mam tylko swiadomosc, ze niesamowicie bardzo.

  3. alikcha pisze:

    U mnie były kleszcze, mały złe się ustawił- twarzą nie do mojej pupy 😉 już zapomniałam jaka fachowa nazwa na to jest. No i duży był dość, ponad 4kg. Miałam znieczulenie, podane coś ok 6cm. Traumy nie było, nie czułam bólu, pchnelam mocno 2 razy i go wyciągnęli. Zdrowy, 9pkt. Pięknie mnie pozszywali zagoilo się też dosyć szybko. Do domu wyszliśmy po 8h od porodu (anglia) Córkę urodziłam 2,5 roku później, też miałam znieczulenie, tym razem wszystko naturalnie, szybko- jakieś 20 min parcia.Też kluseczka 4,5kg. Kolejnego dziecka nie planujemy, byłoby pewnie ponad 5 kilowe 😉

    • Misako pisze:

      Hehe no widać tendencje wzrostową!!! Dobrze, że mimo porodu zabiegowego dobrze się goiłaś. Oby tak wszystkie miały, nie aby wszystkim udawało się rodzić SN i bezproblemowo!

  4. lahana pisze:

    Bardzo przyjemnie czyta się Twojego bloga 🙂 u mnie też użyto vacuum i zle to wspominam. Rodzilam w Turcji, gdzie standardem są cesarki na zamówienie, a ja uparłam się na poród sn
    . Opieka spanikowala, gdy nie mogłam wyprzeć córki, a też wydawałoby że powinna to byc kaszka z mleczkiem – dziecko ułożone prawidłowo, 3400g, pełne rozwarcie, szybko postepujacy poród, ja zdrowa i silna. I co? I dupa. Przykuli mnie do łóżka i kazali przec, a ja podobnie jak Ty, przestałam odczuwać skurcze i parlam na czuja. Zamiast mówić mi kiedy przec,nnaciskali mi na brzuch, po prostu koszmar. Ostatecznie córka została zassana, co skutkowało sporym obrzekiem na główce Małej (główka kosmity, przez którą miałam potworne wyrzuty sumienia) i wielkim ciachnieciem mnie. Poza tym do teraz mam problem z bólem spojenia lonowego, czyli miednice pewnie też mi poharatali… Wciąż zastanawiam się czy poród potoczylby się podobnie gdybym rodziła w Polsce. Gdy opowiadam o swoim doświadczeniu, Polacy kwituja to zdziwiona miną i stwierdzeniem, że „u nas” tak przestarzałych metod od dawna się nie używa. Dopiero tutaj u Ciebie widzę, że spotyka to wiele dziewczyn.

  5. Daria pisze:

    Ja rowniez rodzilam w ten sposob.. Niestety. O zgode tez mnie nie pytano, a wrecz kiedy zapytalam oszolomiona i oslabiona do czego to cos jest, lekarz zaczal krzyczec na mnie, ze to nie miejsce i pora na pytania. Jak sie pozniej dowiedzialam byl to porod zabiegowy vacuum. Synkowi zanikalo tetno, a ja bylam strasznie wyczrpana. Krocze mialam ciete „na zywca”, krzyk byl na cala porodowke. Nie jestem z siebie dumna, ze nie moglam urodzic syna normalnie, ale teraz tez rozumiem, ze gdyby nie to, byc moze nie byloby malego. Aczkolwiek porod byl okropny. Dostalam krwotoku macicznego, lekarze mysleli ze lozysko do konca nie wyszlo, mialam oczyszczanie tez bolalo przy tym kroczu zszytym. Okazalo sie ze wlasciwie lozysko wylecialo cale, a to z macica jest cos nie tak. Koniec koncow synek jest zdrowy, 2880 waga, 9,9,10pkt. Po tym bolu calym nie zdecydujemy sie z narzeczonym na nastepne dziecko.

  6. Emilia pisze:

    Ja również rodziłam córkę z pomocą proznociagu. Poród wywoływany w 42 tyg. Dostałam oksytocyne , nic się nie działo. Położna ustawiła kroplowke na szybsze tempo. Miałam takie skurcze krzyżowe, ze myślałam , ze Będę po ścianach chodzić. Odeszly mi zielone wody, Córce zaczęło spadać tętno. Ekipa zaczęła panikowac, przybieglo 2 lekarzy. Kazali mi przec bez jakichkolwiek skurczy macicy, pozniej skurcze sie pojawily ale corce coraz bardziej spadalo tetno. W końcu użyli proznociagu a mojego chłopa wyprosili . Naciecie mialam przeokropne… na zewnatrz 10 szwow, wewnątrz nawet nie wiem. Córcia urodZiła się FIOLETOWA, 9 PKT za kolor skóry, ale zdrowa. 3380 i 54 cm. I byłam wtedy najszczesliwsza osoba na świecie. .. staraliśmy się o nią przez ponad 5 lat. Zawolali mojego, obciął pepowine. Zabrali Core a mnie czekało lyzeczkowanie macicy. Niby ze znieczuleniem ale i tak wszystko czułam, to było straszne, te uciskanie brzucha, uczucie skrobania … cale szczescie przyszla swietna polozna…bez jej wsparcia chyba nie dałabym rady. Tak ja sciskalam za rękę , ze zapewne miała pełno siniakow… juz po wszystkim spędziłam 3 godziny z moim A na sali poporodowej. Bez córki… nie wiem ile czasu minęło zanim mogłam usiąść, w miare bezbolesnie chodzic…nie dość ze ogromne nacięcie to jeszcze hemoroidy. Myślę , ze 2-3 miesiące. Hemoroidy są do dzisiaj… o zgodę na proznociag mnie nie pytano ale podpisywalam zgodę przy przyjęciu do szpitala, ze zgadzam się na wszystko gdy życie dziecka będzie zagrożone. Nigdy nie mialam takiego.poczucia jak piszecie Dziewczyny… że nie dałam rady urodzić sn. Wiem, ze inaczej się nie dało. To była siłą wyzsza. Ale dzięki temu zapewne mam teraz w domu wspaniała, mądra, rozgadana 2 latke 🙂 mimo tak wielkiego cierpienia zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. I mamy już w domu półrocznego syna. Poród syna był całkiem inny. Wszystko naturalnie, 2 faza porodu trwała „az” 8 min. Kilka skurczy partych i mój spiderman był na świecie. (Pierwsza „wyszla” reka).
    Twierdzę , ze oba porody były pięknym.przeżyciem… to ze tak poród córki się potoczyl to nie moja wina. .. Tak się czasem zdarza, po to są kleszcze , proznociag żeby ratować życie dziecka. My , Matki prędzej czy później dojdziemy do siebie 😉 i wiecie co? Mimo tego bólu wcale nie wspominam porodu źle… Wszystko da się przeżyć 😉

    • Misako pisze:

      powiem ci, że zazdroszczę ci zatarcia złych wspomnień 2 porodem. Czuje ukłucie zazdrości nieraz jak koleżanki opowiadają o swoich ciążach o porodach, ja też chciałabym mówić o błogich 9 miesiącach, bez permanentnego strachu i lęku, że się nie uda. Chciałbym móc powiedzieć, że mój poród był piękny i był wyjątkowym przeżyciem. Na chwilę obecną uważam, że poród dość mocno wpłynął na moją początkową relacje z córką, szczerze był moment w trakcie, że byłam pewna, że umieram, chciałam tylko, aby się skończyło. To był koszmar. Jednak teraz po 2latch nie myślę już o tym. Zakochałam się w tym moim szkrabie z czasem i już teraz wspominam tylko, że to była ciężka droga, ale karma dała mi wspaniałą córeczkę za to 🙂

  7. Malina pisze:

    Dobrze, że tu zajrzałam…4 miesiące temu w jednym z warszawskich szpitali na świat przyszedł mój syn właśnie za pomocą vacuum. Małemu spadało tętno, musiałam leżeć mimo, że ktg mieli bezprzewodowe. Wszystko poszło nie tak…nie miałam siły przeć, znieczulenia nie dostałam, nacięcie na żywca, potem to vacuum a na koniec łyżeczkowanie…Na tyłku nie mogłam usiąść przez 3 tygodnie. Na samą myśl o seksie mam ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie :-/ Mój syn raczej nie będzie miał rodzeństwa. Wiem, że porodu nie da się zaplanować, cieszę się że synek urodził się cały i zdrowy ale mam jakiś taki żal, że to się tak potoczyło. Dzień narodzin mojego synka był jednocześnie najgorszym i najpiękniejszym.

    • Misako pisze:

      Przez wiele miesięcy nie potrafiłam wypędzić ze swojej głowy tych myśli. Zasugiwałam, ja, na cud narodzin. Zdrowie dziecka oczywiście najważniejsze, ale i ja miałam prawo- powinnam ten dzień wspominać dobrze. Nie jest to sprawiedliwe, jakaś loteria losu, który uwielbia się śmiać z naszych planów i marzeń. Oby mimęło ci to szybciej niż mi (18mcy). Teraz już o porodzie nie myślę, przetrawiłam cały ból i gorycz. Czego i tobie życzę. Jednak nie zmieniło się jedno- nigdy moja noga nie stanie na progu porodówki. Który szpital?

      • Misako pisze:

        Leżałam tam na patalogii. Mimo powodu dobrze to wspominam i jestem szczerze zaskoczona, bo jesteś 1 rodzącą na Inflanckiej, która źle to wspomina. W sumie ja rodziłam w Zośce, która tak jest wychwalana. Jesteśmy więc dziwnymi wyjątkami – lucky us :/

  8. Malina pisze:

    Sam pobyt na Inflanckiej wspominam dobrze. Mili ludzie, dobre warunki, dobrze się tam czułam. Po prostu źle wspominam poród, mimo mojego przygotowania, planu porodu, obecności partnera itd. Czuję się jakby trochę oszukana…bo nikt mi nie powiedział, że to tak może wyglądać. Wszędzie mówi się o cudzie narodzin…a mój poród bardziej mi przypominał zarzynanie świni 😉

  9. ola.m pisze:

    Czytając wasze komentarze tylko utwierdziłam się w przekonaniu jak bardzo źle dzieje się na porodówkach w Polsce. Sama urodziłam 4 miesiące temu w ten sam sposób i trafiłam na tą witrynę prawdopodobnie tylko dlatego, że wciąż odczuwam traumę po porodzie z użyciem vaccuum i chciałam sobie coś na ten temat przeczytać. Też miałam pretensje do siebie, za to że nie dałam rady wyprzeć dziecka ale po przeczytaniu waszych komentarzy zrozumiałam, że większą odpowiedzialność za taki efekt końcowy ponosi personel i słabe prowadzenie porodu. Nikt nie pytał mnie o zdanie. Nie mogłam przeć, ba, nie mogłam nawet nabrać powietrza (co jest przecież warunkiem prawidłowego parcia) tylko dlatego, że lekarz naciskał na mój brzuch i klatkę piersiową… W pewnym momencie poczułam tylko tak straszny ból, że bóle krzyżówe bóle porodowe były przy tym raczej znośne, mimo, że tak strasznie bolesne – jak się potem okazało przy użyciu próżnociągu warga sromowa zaczepiła się o jakąś jego część i lekarz oderwał mi ją razem z wyciągnieciem vaccum. Do dzisiaj pozostała rozszczepiona. Nikt nawet słowem nie zajęknąl się na ten temat. Po porodzie przez kilka dni każdy oddech sprawiał mi trudność przez to uciskanie brzucha. O takich metodach słyszałam w opowieściach babci, która traumę porodową przechodziła 60 lat temu ale nie przyszło mi do głowy, że sama mogę doświadczyć tego samego w 2016 roku. Tak czy siak, chwała nam za to, co przeszłyśmy aby nasze pociechy znalazły się na tym świecie.

    • Misako pisze:

      Bardzo mi przykro, że przyszło ci przejść przez poród zabiegowy. Oczywiście zdrowie dzieci na pierwszym miejscu. Przyznam się jednak, że od czasu do czasu, jak słyszę historię o „cudzie narodzin” pojawia się złość – „czemu ona a nie ja, to niesprawiedliwe”.
      Jeśli kiedyś będziesz planować więcej dzieci, życzę ci abyś doświadczyła cudu narodzin, bo w pełni na niego zasługujemy.

  10. Natalia Toporek pisze:

    Ja również doświadczyłam porodu z użyciem vacum. Trafiłam na tą stronkę, bo od 5 miesięcy zmagam się z traumą poporodową. Mój poród był wywołany kilka dni po terminie porodu. Gdybym wiedziała, że tak się skończy nigdy nie zgodziłabym się na kroplówkę z oksytocyną. Hormon ten ma wywołać poród ale nasila ból. Mam żal do personelu, że podjęto taką decyzję. Sam przebieg 1 fazy porodu był rzekomo prawidłowy ale bardzo szybki nawet ZBYT szybki. Położna szybko podkręcała ilość spadających kropelek do moich żył, bo bóle ustawały. Odmówiono mi ZZO, bo to ponoć fanaberia :/ Do momentu gdy mogłam się poruszać i przeć instynktownie parcie było efektywne. W końcu dostałam instrukcję: „kładź się do łóżeczka…” i wówczas zaczeło się piekło. Ból nie do zniesienia, nie mogłam nabrać powietrza, ciśnienie czułam dosłownie w mózgu. Lekarz naciskał z ogromną siłą na mój brzuch i klatkę piersiową. Nie wiem co to za pomoc skoro utrudnia parcie …:/ nie sądziłam, że takie rzeczy stosuje się w XXI wieku :/. W końcu bóle ustały … Lekarz z nożyczkami w ręku stwierdził: „dawać próżnociąg…”. Byłam przerażona… Nie miałam skurczy więc nacięto mnie „na żywca”, a dalej to już koszmar. Do 4 miesięcy po porodzie miałam problem z siedzeniem, bo odczuwałam tak silny ból. W szpitalu nie dostałam leków przeciwbólowych, w kroczu i pośladkach zrobił się ogromny obrzęk. Nawet wówczas nie udzielono mi pomocy.

    Nie mogę sobie wybaczyć, że inne kobiety urodziły normalnie, a ja nie mogłam. Do tego jestem oszpecona w miejscach intymnych… SZOK… Dosłownie zarzynanie świni…. Moja córka zostanie jedynaczką. Ja już więcej rodzić nie będę, bo nawet nie jestem w stanie zmusić się do seksu.

    • Misako pisze:

      Bardzo ci współczuje i doskonale wiem co czujesz. Ja też przez bardzo długo nie potrafiłam nawet myśleć o współżyciu aby nie mieć uczucia odrazy i mdłości na samą myśl. Mój mąż sukcesywnie mi pomagał i zdarzało mu się kilka razy zbyt „naciskać” na temat co spowodowało tylko kłótnie i zgrzyt. Ale go kocham i wiem, że seks to element związku. Przemogłam się raz, dwa a potem jak z tą nauką jazdy na rowerze…jednak wszystko powoli, delikatnie i z wyrozumiałością. Bardzo ważne jest jego wsparcie i zrozumienie w tym temacie, ale warto też mówić „dlaczego” nie chcemy i rozmawiać.
      Choć poród stanowi już dla mnie wspomnienie „jak przez” mgłę to zawsze zamiera moje serce jak spóźnia mi się miesiączka, boję się powtórki…
      Tak nie powinno dziać się w XXI wieku…

  11. Karolina pisze:

    pierwszy poród miałam w 2014 r w szpitalu na Solcu, trafilam tam przez przypadek, prowadziłam ciążę na Karowej, ale tam nie było miejsca na patologii (14 dni przenoszona ciąża), na Inflanckiej lub Zelaznej, tez nie bylo miejsca wiec zaproponowano mi Solec, nie miałam za bardzo wyjścia, musiałam się zgodzić. Również miałam vacum, to był największy koszmar jaki w życiu przezyłam, myślałam, że nigdy już nie zdecyduję się na dziecko, ale zawsze chciałam mieć dwójkę i w końcu jednak po 2 latach…ale to nie tak że mi trauma minela, caly czas mam to w głowie, a teraz jak zbliża się termin drugiego porodu co raz częsciej przypomina mi sie to, nie moge spac po nocach, boję sie porodu panicznie. Teraz prowadze ciaze na żelaznej, bo wszyscy chwala, ale widze, ze jednak tam tez takie rzeczy sie zdarzaja i boję się jeszcze bardziej. Dlaczego tacy lekarze pozostają bezkarni, jak im udowodnic błąd? Ja podpisalam zgodę, ale co miałam zrobic, jak zycie dziecka bylo zagrozone, a ja nie myslalam racjonalnie, bylam tak spanikowana, podpisalabym wszystko co by mi podsuneli.

    • Misako pisze:

      Żelazna jest chwalono i praktycznie jestem jedyną wśród koleżanek osobą, która miała tam złe doświadczenia. Życzę Tobie, abyś znalazła się w tej większości. Życzę, abyś miała cud narodzin. Powodzenia.

  12. Paula.D pisze:

    Mialam podobnie córcię urodziłam po 11 h waga 3240 poród zabiegowy (vacuum) u mnie niestety było już za późno na cesarke córcia utknęła mi w kanale rodnym po porodzie krwotok byłam wykończona słaba nie do życia aż w końcu po 2 dniach przetoczyli mi krew i wróciły siły do życia wypisane zostaliśmy w 5 dobie myślałam że nigdy z tego szpitala nie wyjdziemy gdyż mala miała wysokie wykładniki zapalne. Co do karmienia piersią miałam pokarmu aż zanadto i córcia się krztusiła a kiedy mąż przywiózł laktator było wielkie oburzenie że strony personelu swój porod zaliczam do horroru i przez takie doświadczenie boję się następnego porodu a chciałabym mieć jeszcze kolejna taka mała pociechę. Co do współżycia jest dobrze choć dość długo z tym zwlekałam męża wsparcie i rozmowa z Nim o moich lękach bardzo pomogła. Dużo czytałam o porodach przy pomocy vacuum również tu i wiem że nie jestem pierwszą, która przez te piekło przeszła ten ból i strach o swoją pociechę wrażenie że schodzi się z tego świata. Życzę Nam wszystkim aby ta trauma odeszła i nigdy nie wróciła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s