Kiedy rodzi się dziecko…rodzi się Matka

Czułam cię.
Byłaś ziarnkiem ryżu, cytryną a potem arbuzem.
Przeczytałam 4 książki. Obejrzałam tuziny filmów.
Zrezygnowałam z sushi i coli.
Mówiłam do ciebie. Czasami odważyłam  się śpiewać.

Czy byłaś w stanie powiedzieć, jak bardzo byłam przerażona?
Czy słyszałaś mój płacz?
Czy czułaś moją samotność?

Nie byłam gotowa.
baby-mother-hand_931766cl-81

Zamknęłam oczy, nie  miałam siły. Nagle moja dłoń wylądowała na czymś mokrym, ciepłym , miękkim, jak aksamit-pomyślałam.
I nagle byłaś na moim brzuchu.

Nie płakałaś.
W milczeniu, narodziłyśmy się obie.
Ty stałaś się częścią tego świata, ja stałam się Matką.

UCZUCIA
Miała być lawina, tsunami. Miłość miała mnie zalać. Miałaś być słońcem mojego wszechświata. Stałam w milczeniu, z oczami zalanymi łzami i patrzyłam, czekałam. Każdego dnia czekałam. Czułam cię, karmiłam cię, nosiłam cię, dotykałam cię, przebierałam, usypiałam. Miłość. Czekałam. Patrzyłam. I nie dostrzegłam chwili kiedy w końcu się narodziła.

PSYCHIKA
Nie byłam gotowa. Przez 9 miesięcy spadałam w dół, na oślep łapiąc się wszystkiego raniąc i tak już kruche ciało. Byłam w świecie mi nie znanym. Mrocznym, samotnym świecie, gdzie mym jedynym kompanem byłaś ty. I potem nagle nie byłyśmy już jednością. Nie było cię ze mną. Stałam i patrzyłam na ciebie znów czując się samotną. Nie rozumiałam, nie byłam gotowa.
Nie byłam gotowa na to przez co miałam dla ciebie przejść. Nie byłam dość silna. Nie wiedziałam, że nie jestem dość silna. Zamknęłam się w sobie, odcięłam świat i nie mogłam zapomnieć. Ciągle nie mogłam zapomnieć i zaakceptować tego, że musiałam przez to przejść. Wygrałam, udało się, a ja ciągle czułam się jak przegrana. Wiedziałam, że coś jest nie tak ,wiedziałam, że muszę coś z sobą zrobić.

Mówią, że za cuda się płaci.
Dostałam cud, zapłaciłam za niego wysoką cenę. Jestem, była jałowa. Nie czułam.  Radości, smutku, złości, bólu, zawodu, szczęścia. Wszystko stało się obojętne. Ty byłaś mi obojętna. Stałam i patrzyłam, na ciebie, na nas, na życie.
Twój uśmiech, twoja potrzeba, twoje małe , ciepłe ciało wtulone we mnie. Walczę każdego dnia walczę, tłumaczę i staram się zaakceptować. Dla ciebie, dla nas.
Bo wygrałyśmy.

FIZYCZNIE
Byłyśmy piękne. Każdy kilogram, każdy dodatkowy centymetr.
Zostały ślady. Jednak nigdy nie byłam tak piękną, jak piękna uczyniłaś mnie ty. Mam luźną skórę na brzuchu, szersze biodra, rozstępy i notorycznie podkrążone oczy. Moja twarz stała się jakby była poparzona, bujne włosy są historią. A ja mimo wszystko czuje się piękna. Każda wada, każda niedoskonałość przypomina mi, że jestem silna, że my jesteśmy. Przypomina mi o naszej historii. To ciało walczyło dla nas obu.

ŚWIAT
Jest nowy. Każde drzewo. Każdy dźwięk. Każda czynność. Zdjęcia na lodówce. Wszystko jest nowe, widzę to w twoich oczach. I na nowo odkrywam to, co znam. Czy wiesz, że słońce tak mocno odbija się od bloku na przeciwko? Ja nie wiedziałam, nigdy nie widziałam wstającego słońca.

AKCEPTACJA
Miałaś mieć czarne włosy. Miałaś raczkować w wieku 8 miesięcy, a w pierwsze urodziny zrobić pierwszy krok. Ciemieniucha miała ci zniknąć w 4 miesiącu. Miałaś przesypiać noce. Miało być książkowo.
Miałaś być ideałem, a ja miałam być idealną matką.
Krzyczysz, rzucasz, wymuszasz, robisz wszystko po swojemu.
Nie wstaję do ciebie od razu. Czekam, aż się naprawdę rozpłaczesz. Nie noszę cię ciągle na rękach. Nie jestem gotowa poświęć się wyłącznie wychowaniu. Nie potrafię zrezygnować z siebie.
Myślałam, że jestem wyrodna matką, nazywali mnie „nie czułą”.
Teraz jednak  rozumiem.
Jesteś moim dzieckiem, ja jestem twoją matką.
Ale tylko przez 289 dni byłyśmy jednością.
Jesteś Ty i jestem Ja.
Taka wolność i akceptacja.
Nie musisz mieć czarnych włosów, nie musisz raczkować, nie musisz chodzić w pierwsze urodziny. A ja nie muszę zatracić się w tobie kosztem siebie.
Będziemy iść krok w krok, obok siebie.

JA, MATKA, TY CÓRKA
Patrzę i słucham. Kobiet tak jak ja, mam, ale nie takich jak ja. Czułam się gorsza, zła. Czułam, że nie zasługuje na ciebie. Czułam się potworem. Stałam się matką i nie stało się to sensem mojego istnienia. Nie odkryłam podczas nocnego karmienia sensu swojego życia. Nie zakochałam się w drewnianych klockach, nie mogę godzinami gugać, muczeć i  śpiewać piosenek.
Nie potrafię odrzuć dotychczasowego życia, marzeń, planów i aspiracji.
Patrzę i widzę swoją doskonałość w tym co kiedyś postrzegałam jako nie doskonałość.

Myślałam, że muszę dla ciebie porzucić siebie.
Ale teraz już wiem.
Jestem twoją matką.
Ale jestem też sobą.
Pokaże ci w moich marzeniach moc i siłę woli. Pokaże ci, że trzeba ciężko pracować, aby w życiu coś osiągnąć. Pokażę ci, że nic ani nikt nie może stanąć na drodze do twoich marzeń.
Nie umiem gotować. Nie umiem zajmować się domem. Kiepski ze mnie animator.
Nie będę udawać, że jestem kimś tylko dlatego, że tego się od mnie oczekuje.
I nauczę cię tego, szczerości i odwagi do bycia sobą.

Za 16 dni będziemy celebrować nasze święto. Rok minął szybko, rok zmienił tak wiele, rok odkrył tajemnice.
Ale wiesz co? Rok to dopiero początek…

Advertisements

8 thoughts on “Kiedy rodzi się dziecko…rodzi się Matka

  1. gosiaczek pisze:

    Jakie to cudowne, sama mam dopiero 21 lat, nie za bardzo przepadam za dziećmi, wiem, że kiedyś będę mieć ale nie czuję tego tak jak inne dziewczyny, które nad każdym dzieckiem tracą głowę. Moja babcia przez całe życie powtarzała, że lubi tylko swoje dzieci i ja czuję, że będę miała to samo. Od kiedy trafiłam na twojego bloga śledzę go z każdym wpisem i cieszę się, że są jeszcze normalne kobiety, które nie wstydzą się pokazać, że dziecko je wkurza, że nie kochały go od dwóch kresek i że są przede wszystkim sobą a nie matkami. Moja mama często kiedy mówię jej jaki mam do tego stosunek obraża się na mnie i marudzi, że nie tak mnie wychowała, no ale ona poświęciła dla mnie pracę i całe życie. Może kiedyś jak doczeka się wnucząt zobaczy, że też będę dobrą matką mimo, że dziecko nie będzie dla mnie wszystkim i całym światem 🙂

    • Misako pisze:

      Moja mama jest też z tych „mam pełną gębą i sensem istnienia” i nie raz nie rozumie o czym jej mówię, jednak mam to szczęście, że szanuje moje uczucia i moje podejście do macierzyństwa.

  2. agacia336 pisze:

    Ojej, to juz, lada dzien! 🙂

    Misako, napisalas tak pieknie, ze az lzy stanely mi w oczach!

    Masz absolutna racje! Kazda z nas jest matka inna, ale nie znaczy, ze gorsza… Ja wrocilam do pracy jak moje dzieci mialy po 3 miesiace (w sumie to nie mialam wyjscia…) i dziekuje Bogu za ta odskocznie. Nudzi mnie tanczenie poraz fafnasty ciuchci i kolka graniastego, ale za to moge godzinami rysowac, kolorowac oraz robic odbijanki z lisci. I piec ciasteczka. Nie uszyje dzieciom misia, bo do szycia mam dwie lewe rece, ale naucze je plywac oraz jazdy na lyzwach.

    A moje cialo? No coz, czasem wzdycham nad „oponka” po dwoch ciazach, nad oklapnietym biustem… Ale po chwili, tak jak i Ty, uswiadamiam sobie, ze moje cialo spelnilo swoje zadanie, a ten niedoskonaly wyglad to cena za dwie doskonale istoty. Ktore w swej doskonalosci teraz biegaja, piszcza do zatkania uszu i demoluja dom. 😉

    Moj syn za niecaly miesiac konczy 2 latka i tez jestem w jakims takim lzawym nastroju… To chyba bedzie juz norma przed kazdymi urodzinami dzieci… 🙂

    • Misako pisze:

      Ktoś kiedyś powiedział mi, że rodzicielstwo to taka masakra, że wiesz że nie dasz już rady, zaraz padniesz i potem nagle dziecko coś robi, coś z pozoru małego, nieistotnego, a dla ciebie jest to najpiękniejsza, najważniejsza i najcudowniejsza rzecz na świecie i dzięki temu WIESZ, że dasz radę. I dla mnie to jest kwintesencja. Padam na twarz, mam dość wrzasku i ona raczkuje do mnie i się we mnie „wszczepia” i bełkocze:’mama,mama’…i wiem że dam radę.

      Ja też widzę te wady, też unikam patrzenia na to co „zostało i się zrobiło” po ciąży. Ćwiczę i oczywiście jest mi ciężko, że tak mało widać efekty, a zaraz potem patrzę na naszą kanapę i przypominam sobie te koszmarne 8 miesięcy.’Dałaś radę Misako, to jest pikuś!’ i od razu mi lepiej !!! JESTEŚMY PIĘKNE ❤ w tej naszej niedoskonałości ❤

  3. Kamil pisze:

    Doskonały post, który czytałem z uśmiechem na buzi. Mówi się, że do bycia matką trzeba dorosnąć, ale jak tłumaczyć te 16-latki które rodzą dzieci i mimo wszystko dają radę, opiekują się i starają aby wszystko było jak najlepiej? Dla takich dziewczyn też mam ogromny szacunek! Niestety, ale nie wszystkie młode matki dają radę 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s