Matka Krowa na Zielonej Łące, rok później

Jeśli dwa lata temu ktoś powiedziałby mi, że powiem, to co teraz powiem, wyśmiałabym go w twarz i opluła przy tym, celowo. Jednego posiadaniu potomstwa nie można odmówić. Zmieniają te małe gnomy spojrzenie na wiele spraw.
Może nie jestem typową Matką Polką ( z pozytywnym pod teksem), kurczę nie czuję się typową Matką nie(Polką).
Nie wiem w sumie jak nazwać to moje macierzyństwo.
Nie piszę od do idealności mojego dziecka. Nie uważam, że jest bez wad. I składam deklaracji o ogniu i życiu, czy ewentualnych zapędach morderczych. Ogólnie twarda i chłodna ze mnie jednostka i nie daje tym 77cm w kaszę sobie dmuchać. Żaden lukier, puder i posypka, no chyba że ta do zada.
Ale ja nie o tym.
Na przestrzeni roku czuje, widzę, że zmieniłam się w moim własnym i osobistym postrzeganiu mojego macierzyństwa, stałam się też bardziej liberalna w ocenie innych matek.
idealna matka

Pierwsze i najbardziej zaskakujące jest dla mnie postrzeganie, dawniej zwanych przez mnie, KUR DOMOWYCH. Czyli kobiet, które podjęły decyzję, iż zostają w domu i zajmują się wychowaniem potomstwa. Kiedyś nie miałam kapki szacunku do takich jednostek. Postrzegałam je jako małe ambitne i głupie, szczerze mówiąc. Zajmowanie się domem, dzieckiem? Przecież to nawet małpa potrafi.
Po roku, żadne w powyższych nie jest aktualne.
Szczerze, sama się zaskoczyłam kiedy  na blogu Lady Of the House:przeczytałam…
Miałam 23 lata kiedy pewnego mroźnego dnia, oglądałam zdjęcia z przepięknej Florydy jednej z Nich. Trzymałam na rękach Wiktorka, który miał wówczas 2 miesiące i czułam, że to TUTAJ w zimowej warmińskiej scenerii dzieje się coś naprawdę ważnego i pięknego zarazem. Nagle ten cały wielki świat stał się zbyt hałaśliwy bo odtąd to bezpieczeństwo i spokój Dziecka stały się kluczowym wyznacznikiem naszej doby.

…i  nie pomyślałam „porąbana, czy co? Kolejna świrnięta mamuśka”.
Spojrzałam na zdjęcia, na ciepło płynące z jej słów i jedyne co mi przyszło do głowy „Ona jest kontent z swoim macierzyństwem”. I tak już mi zostało.
Przestałam patrzeć na kobiety z pogardą a szacunkiem. Teraz kiedy wiem, z czym wiążę się całodziennym przebywaniem z dzieckiem, co to za „praca” jest, podziwiam je, was, szczerze. Ja bym tak nie mogła. Jest to nie przerwane koło zabawy, sprzątania, gotowania, sprzątania, kreatywności, pilnowania,zabawiania, zmieniania, usypiania,sprzątania itd…. Kurde czasem nawet szansy nie ma ciepłej herbaty wypić. A im więcej pociech, tym mój szacunek większy.
Przez ten rok, odkryłam jakie są „kury domowe”. Niewiele z nich to zapuszczone, otyłe laski w bluzkach z kreskówkami i resztkami dziecięcych posiłków. Poznałam wiele pięknych, ambitnych i kreatywnych dziewczyn, które z „siedzenia w domu” wyciskają wszystkie soki. Dla siebie i dla dzieci.
Choć nie ukrywam, że jest grupka kobiet, które nadal postrzegam jako „świrnięte mamuśki”, ale o tym kiedy indziej.

Przez rok ewoluowałam, ja sama, w postrzeganiu mojego miejsca jako matki w społeczeństwie. Jeszcze kilka miesięcy temu, uważam, że świat powinien mi sypać złoty pyłek pod nogi, bo urodziłam dziecko. NO HELOŁ!!! ( o tym TU ).
Po roku spotulniałam. Jakoś w końcu doszło do mnie, że okey moje życie przeszło małą rewolucję, ale jakoś chyba ona szczególnie świata nie dotknęła. Oczywiście są czasem sytuację, kiedy nie oceniona jest „kasa pierwszeństwa” czy zniżki. Jednak przestałam oczekiwać od świata, aby mi ustępował, bo jestem matką z dzieckiem.
Rozumiem, że ktoś nie ma ochoty słuchać, jak się moje dziecko drze w restauracji.
Rozumiem, że kogoś może irytować to, że mój wózek zajmuje pół sklepu. Oczywiście nie jest to tak, że zaszywam się w domu, aby świata nie wnerwiać. Teraz jednak czyjaś irytacja jest dla mnie zrozumiała, a nie tylko mnie wkurwia.

Nie spodziewałam się też, że rok plus ciąża przekreślą moje plany na patologię. Zawsze marzyłam o trójce dzieci. Wiecie, znacie ten obrazek. Ja szczęśliwa, wyspana, z dziewczynką i chłopcem idących obok wózka, w którym leży (i smacznie śpi) trzecia, najmłodsza pociecha. Oczywiście wszyscy uśmiechnięci, radośni, pięknie ubrani, czyści…Rozumiecie, widzicie?
A niech mnie ktoś encyklopedią przez łeb zdzieli, jeśli ten obrazek znów mi do głowy wskoczy! NFW. NEVER.EVER.
Jasne ciążą i poród były kijowe. Dobra one same w sobie w 90% przekreśliły Nowego Człowieka #2 i #3.
Ale to teraz? Serio? Ktoś świadomie się decyduje na TO? Ja rozumiem, pierwsza ciąża mnoga, nie wiesz na co się piszesz, człowiek głupi, naiwny. Ale teraz? Kiedy wiem z czymś się to wszystko je, kurde a raczej się nie je bo czasu nie ma.
Ja sobie tego nie wyobrażam.
Teraz mi się tylko marzy, aby ona zrobiła się w miarę samodzielna.
Już się przyzwyczaiłam do „nie bądź egoistką” „nie krzywdź tak dziecka” „chcesz, aby była samotna, jak odejdziecie.”
Nie, no serialnie? W sumie zapomniałam jakie TY miałeś ciężkie ostatnie miesiące, to leżenie, poród, te pobudki…nie no kurczę skoro ty tak mówisz, no to jakbym ja mogła odmówić. To co mam iść teraz, już, w tej chwili, iść i robić kolejne. Rozumiem, że jakby co cały syf i komplikację bierzesz na siebie???
Nie? to ku….wa siedź cicho.
Będę egoistką, to ja leżałam 8 miesięcy, ja byłam kłuta, ja byłam rozcięta na pół, ja nie mogłam na tyłku siadać, ja wstaje w nocy, ja zajmuję się nią całe dnie. A jakby nie patrzeć mój udział w tym przedsięwzięciu nie może zostać wykluczony, więc sorry gregory. Zapomnij. I tak jestem wyrodna, trudno najwyżej będzie mi wypominać do końca życia. Jakoś, JA, to przeżyje.

Jestem szczerze zaskoczona tym jak podchodzę do rodzicielstwa, ale jestem też z tym szczęśliwa. Nie doszłam może jeszcze do stanu takiej błogości jak LoftH, jednak moje życie nadal mi się podoba. Podoba mi się w nim to, że nadal jestem sobą i sobą chcę być.

A ty jesteś kontent ze sobą i swoim życiem? Czy może wciąż zadajesz sobie pytanie: „A ciekawe, co by było…?”

Advertisements

4 thoughts on “Matka Krowa na Zielonej Łące, rok później

  1. mama tosi pisze:

    Pochłonęłam Twój tekst na jednym wdechu. Jest świetny. Kiedyś też patrzyłam na kobiety siedzące w domu jako na leniwe i mało ambitne istoty. Mi co prawda jak wiesz ciąża i narodziny Tośki kompletnie przewartosciowaly życie, zmieniły priorytety i ogólnie w zasadzie zmieniły wszystko, ale jestem mega szczęśliwa i pomimo nie nahlepszej ciąży, kiepskich wspomnień z porodu nadal chcę mieć 3 albo nawet i 4… Powiem więcej, drugie chciałabym mieć jak najszybciej jak będzie to możliwe, no ale tutaj już decyzja nie należy wyłącznie do mnie, pan mąż jest potrzebny 😉

    • Misako pisze:

      Bo życie to taka śmieszna przygoda, która lubi nam płatać figle.
      Mi też marzyło się tak jedno po drugim, a to trzecie za kilka lat 🙂 ale to już pieśń przeszłości. Jeśli odnalazłaś się w roli mamy, jeśli czujesz, że będziesz szczęśliwa kiedy najbliższe lata poświęcisz na wychowanie dzieci, to czemu nie. Ponoć tak jest lepiej 🙂 Ale fakt jak tata się buntuje, to może być problem ;P

  2. Matka Debiutująca pisze:

    Ja się przyznaję, że nie do końca jednak jestem kontenta. Pewnych rzeczy mi brakuje, inne sprawy okołomacierzyńskie zwyczajnie wkurzają i nie wstydzę się o tym mówić. Szczerze? Zazdroszczę tym matkom, które potrafią tak cudnie i ze spokojem oddać się macierzyństwu. I jak widać kij ze wszystkim, skoro już drugie prawie na wylocie. Zepnę poślady, pozrzędzę, pomarudzę, ale na pewno dam radę. Innego wyjścia nie ma.

    • Misako pisze:

      Ja też im czasem zazdroszczę, właśnie tego stabilnego poczucia szczęścia. Jednak jesteśmy jakie jesteśmy, staramy się jak umiemy i uważam, że jesteśmy dobrymi mami 🙂 Na pewno dasz radę 🙂 najwyżej ponarzekasz, pomarudzisz i masz do tego prawo. Czy są jakieś matki nie narzekające ? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s