Kinderland dla rodziców?

Ostatnio mało nas.
Czy jak powiem życie, to będzie to usprawiedliwienie? Czy może jak stwierdzę, że nie chce pisać dla pisania, dla statystyk i norm czy pod publiczkę, to zabrzmi lepiej? O parenting-u, rodzicielstwie można powiedzieć wiele i wiele z Was o tym mówi, lepiej i mądrzej niż ja. Wiele jest….no może nie lepszymi, ale bardziej spełnionymi w roli mamy niż ja. To Wy piękniej piszecie o miłości, radości i spełnieniu.
Ja tu tylko jęczę i smęcę.
No więc do dzieła! Ale uwaga, dziś smęcę na siebie samą!
Czytaj dalej

Osesek i święta

 

Zeszłoroczne Święta były dla mnie, delikatnie mówiąc SZOK-iem. Byłam wtedy jeszcze jedną z tych głupich i naiwnych, co wierzyła, że macierzyństwo jest to coś takiego, co pokazują gazetki i filmy. Kiedy nagle moje 3 tygodniowe dziecko zaczęło się drzeć jak opętane, moja świąteczna bańka prysła uderzają mnie z siłą bomby jądrowej.
christmas_family460
Czytaj dalej

„Ka-sss-KA”, też się kocha wyrodne matki

Ktoś powiedział, że rodzimy się białą kartką.
Nie zgodzę się z tym.
Od początku widzę w tobie cechy, które za pewne za kilka lat dadzą nam nieźle w kość. Już widzę, że jesteś uparta, jak ja. Już widzę, że lubisz robić po swojemu, jak ja. I coś czuje, że to coś więcej niż dziecięcy bunt. Chodzimy pod prąd, od zawsze. Już w brzuchu pokazałaś, że potrafisz zamieszać i pokładać świat wedle swojego widzi misie.
Coś czuje, że to dopiero początek.
Czytaj dalej

5-cio dniowy weekend czas zacząć

Kiedy słyszałam od koleżanek w biurze, że przychodzą do pracy się „relaksować”, pukałam się w głowę i byłam pewna, że ciążowe hormony jeszcze nie zeszły im z przyłbicy i na pewno nie mają na myśli, tego co miały na myśli, bo ja z pracy wychodzę wykończona.
Czas minął, pora roku się zmieniła, me łono powiło i moje mózgowie owładnęły ciążowe hormony i wtedy ZROZUMIAŁAM.
No może nie zaraz „wtedy”, ale kiedy moje powicie zaczęło raczkować, krzyczeć, piszczeć (nadal twierdzę, że sterydy na płuca odwaliły kawał GŁOŚNEJ roboty) i ogólnie wymagać naszej atencji,  no 24h/7.
IMG_8717.JPG

Czytaj dalej

Powrót do pracy z happy endem

Powrót do pracy przepełniony był moimi licznymi obawami, wertowałam wasze blogi w poszukiwaniu pociechy, rady i porady. Nie wiedziałam jak to będzie. Część z was mówiła otwarcie „będzie dobrze, ale czy nie możesz zmniejszyć etatu?” inne całkowicie nie potrafiły sobie tego wyobrazić „zostawiać dziecko na 12h, nie potrafiłabym, nigdy w życiu”. Zaledwie garstka potrafiła zrozumieć i powiedzieć „kocham moją pracę i nie zrezygnuję z niej, a to wcale nie oznacza, że nie kocham mojego dziecka”
Tak więc w poniedziałkowy świt wstałam, zbudzona płaczem mojego dziecka, które na nieszczęście musiało akurat złapać zatrucie pokarmowe. Po 30 minutach uwinęłam się wsiadłam w auto i ruszyłam w stronę Metra.

Czytaj dalej