Łapię karpia za wszarz…czyli Misako bardzo osobiście

Moja Mama (mądra cholera kobieta) od zawsze mi powtarzała, iż
Wszystko, co masz teraz w życiu, jest wszystkim, czego potrzebujesz. Oczywiście zawsze trzeba marzyć, nie zapominając jednak o tym tu teraz. I być wdzięcznym za każdą minutę naszego życia.
u mamy na brzuchu

Ostatnio zarzucono mi brak wdzięczności do tego co dostałam od losu. Oczywiście moją pierwszą reakcją, jako jednostki w gorącej wodzie kąpanej, była irytacja ( tak przyznaje się TO była irytacja). Z czasem kiedy emocje opadły, a moja energia skupiła się na innych sprawach przypomniała mi się (jak zwykle) druga z mądrości mojej Mamy
Nie można mieć w życiu pretensji do ludzi, jeśli ludzie nie wiedzą o co nam chodzi. Jeśli więc nie spotkasz kogoś kto czyta w myślach powiedz, wysłuchaj i postaraj się zrozumieć.

No więc leżąc w łóżku zaczęłam rozmyślać, czemu ktoś mógł pomyśleć, że nie cenię życia mojego dziecka?
Większość zna mnie tylko z bloga. Jestem animowaną Misako o czarnych włosach i zielonych oczach. To jaka jestem, ludzie odczytują między wersami wpisów.
Fakt nie da się ukryć, że blog przedstawia rodzicielstwo z perspektywy „szklanki do połowy pustej”. Można czasem odnieść wrażenie, że macierzyństwo postrzegam jako drogę cierniową i to jeszcze przez męki. Wszak chciałabym wyjaśnić, że zabieg jest nie jako celowy. Nie wiem czy wynika to z osobowości, podejścia do życia czy może po prostu przeznaczenia. Jednak było mi dane doświadczyć rzeczy, uczuć, które nie wiedziałam, że związane są z rodzicielstwem. Kiedy ja szukałam odpowiedzi czy powinnam dzwonić do panów z białym kaftanem czy to jest normalne, nie udało mi się. Postanowiłam więc mówić otwarcie i nie wstydzić się swoich uczuć.
Moja ciąża była emocjonalnym i psychicznym koszmarem, pisałam o tym nie raz ( TU-ciąża to nie choroba i TU-225/280 i brak nadziei ). Ale nie zaprzeczę, że była magiczna. Byłam zakochana w każdej nano-sekundzie ruchów Chibi. Szalałam z radości z każdym dodatkowym cm, a brzuch (płaski) wypychałam już w 12 tygodniu. Jednak to, te pozytywy, to są normalne. Są inni, bardziej elokwentni i doświadczeni, którzy potrafią opisać wyjątkowość tego stanu.
Nie ma wielu, którzy leżeli na tyłku 32 tygodnie. Nie ma wielu, którzy to zrozumieją i oby było ich jak najmniej. Ale dla tej garstki i przede wszystkim dla siebie muszę powiedzieć to na głos. Muszę wykrzyczeć tą niesprawiedliwość.

Poród był kolejnym ciosem. Miałam prawo marzyć, prosić chociaż o to, aby to doświadczenie pozostawiło po sobie tylko dobre ślady. Następujący po nim baby blues i „wyjałowienie” tylko mnie dobiły.

Ja rozumiem, że kobieta, która od lat stara się o ciążę, przyjęłaby moją z otwartymi ramionami.
Droga czytelniczko, ja cię rozumiem. Naprawdę.
Jednak ja nie jestem w twoich butach, a ty w moich.
Miałam prawo być zła, mam prawo być rozżalona, podirytowana tym jak się to wszystko poukładało.

Ale nie wiem kiedy, w którym momencie odczytać można było, że nie cieszę się życiem mojego dziecka.

Dziecka, dla którego literalnie poświęciłam 8 miesięcy mojego życia. Z dnia na dzień, odcinają wszystko, szybko zrywając plaster, bez żadnego ostrzeżenia. Moje życie wywróciło się do góry nogami. Każdą przyjemność, radość, które znałam dotychczas zostały mi odebrane. Mogłam TYLKO leżeć. To jest naprawdę kara. Ja rozumiem, że brzmi fajnie. Tydzień, dwa no dobra 3. Jednak ja leżałam 32 tygodnie. Zaznacz sobie w kalendarzu i licz następne tygodnie. Zobacz co robiłaś w tych dniach. Bo ja nic. Tylko leżałam.

Poród. Wyobrażałam sobie go tysiące razy, oglądałam nie jeden na TLC. Nie mogłam doczekać się chwili kiedy położą mi mała na brzuchu. Przez myśl nie przeszło mi nawet, że będę wtedy sparaliżowana od pasa w dół, rozcięta jak indyk na święto dziękczynienia, będę mdleć, a poza tym będzie mi i tak wszystko jedno, bo będę wykończona. W życiu nie sądziłam, że tak wyjątkowy dzień w życiu kobiety, jakim jest dla niej dzień narodzin jej dziecka, będzie dla mnie traumą i będę się przez wiele miesięcy budzić zapłakana w nocy przez te 19h.

I będę o tym pewnie nie raz pisać. Jestem zła, rozgoryczona, czuję że nie zasługiwałam, na to aby przejść przez takie piekło, bo jestem dobrym człowiekiem. Te 10 miesięcy odbiło piętno na mnie, na tym jakim człowiekiem byłam i jakim się stałam. Są rzeczy, nowe, których w sobie nie lubię, z którym się nie mogę pogodzić i, które przede wszystkim trudno mi zaakceptować.

Macierzyństwo jest dla mnie trudne, nie będę tego ukrywać. Okazało się, że nie jestem z „tej gliny”.
Ale jestem, nie odeszłam i na pewno nie mam zamiaru się poddać.
Wiele rzeczy nie przychodzi mi naturalnie, ale się staram. Staram się dla niej. Tej małej, dziwnej istotki, co przewróciła moje życie do górny nogami. I może według ciebie, moje macierzyństwo, moja miłość nie są nic warte, nie istnieją, nie doceniam ich, ale to twoje odczucia.
Ale nie wiesz wielu rzeczy, nie znasz każdej minuty naszego życia. Nie widzisz jak bawimy się klockami i uczymy się trafiać w odpowiednie dziury. Nie wiesz, że codziennie kąpie małą, uczę myć zęby i bawię się w peek-a-boo w lustrze. Nie widzisz, jak uczymy się zakładać pidżamkę pokazując całusami części ciała. Nie słyszysz jak śpiewamy „oczy widzą…” i puszczamy buziaki. Nie widzisz jak siedzimy wieczorami wtulone w siebie. Nie ma cię w nocy, kiedy wstaje, aby ukoić jej łzy.
Nie wiesz więc wielu rzeczy o nas…

W mojej ocenie jest tu dużo miłości. Miłości do dziecka. Wdzięczności za cud jakim jest. Za jej życie.

Bo, może moja miłość jest inna od twojej, ale na pewno nie jest gorsza.

Reklamy

9 thoughts on “Łapię karpia za wszarz…czyli Misako bardzo osobiście

  1. Patrycja pisze:

    Wzruszyłam się jak czytałam co robicie, czego nie widzimy 🙂 Nie widzę tu braku miłości, albo nie wystarczającej jej ilości. Mimo, że ciąże znosiłam rewelacyjnie dobrze (poza przyziemnymi dolegliwościami), a poród mimo, że długi i wycieńczający nie przyniósł żadnych nieoczekiwanych komplikacji, to jakoś tak po prostu… po ludzku Cię rozumiem. Rozumiem i współczuję. I chyba każdy na Twoim miejscu miałby prawo do wielu uczuć, które wydawać, by się mogło nie przystoją… bo matka, bo dziecko, bo trzeba być wdzięcznym. Życzę Wam jak najwięcej tych pięknych chwil, kiedy nie widzimy… 🙂 Pozdrawiam ciepło 🙂

  2. keepmymoments pisze:

    dobrze napisane.
    łeb do góry. mnie też o to posądzają a o toto piszą „biedne dziecko”.
    czekam aż social service poinformują hahaha

    no a ja co?
    toto mój świat jak chibi twoj.
    sama najlepiej wiesz.
    koniec.

    ide pod prysznic bo padam wykończona macierzynstwem:)

  3. Taka jedna z fb ;-) pisze:

    Leżałam 6ost tygodni przy pierwszwj ciąży (szyjka po weselnych wygibasach skrócona do 20%), więc „SZAPOBA”!!!
    Wszystko mnie bolało… byłam niewyspana i skatowana wprost :-/ obraz nędzy i rozpaczy :-/ wizualnie i psychicznie 😦
    A potem przenosiłam o.O i w drugą strone – „ruszaj sie dziewczyno…cos taka rozlazla”.
    I porod ttle ciezszy, bo cialo wysportowane (tzn ruszajace sie chocby) znosi porod zupelnie inaczej… I wiem to po drugim porodzie, gdzie 3dni przed porodem kladlam z mezem panele, a w dzien porodu nadzorowalam panow montujacych nam meble kuchenne (uwineli sie ze strachu w 3h, bo nie chcialam jechac do szpitala, poki nie zobacze calosci :-D) i nawet krzyzowych nie mialam! Baaa! Potrafilam zapanowac nad swoim cialem i ten porod byl wspanialy!
    Jesli kiedys Ci starczy odwagi – to takiego Ci zycze 😉 z calego serca!

  4. Zuzoon pisze:

    Ja Cię nie znam osobiście a nie odniosłam wrażenia „że nie kochasz” czy coś z tych rzeczy.
    Wręcz przeciwnie, że mimo tego co było, starasz się całą sobą a mała jest oczkiem w głowie. Ale może ja mam inne podejście. Jestem też zdania, że ten kto nie doświadczył, nie jest w stanie się wczuć w to co możesz przezywać. Może jesli jest empatyczny to sobie yobrazi i podziękuje, że miał lepiej ale nie zrozumie.

    Ja miałam ciążę wspaniałą i nie wyobrażam sobie leżec tyle co ty, martwić się każdym dniem, tym czy donoszę. Wyobrażam sobie jak moze być cholernie ciężko, ale pewnie nie jest w stanie zrozumieć do końca z czym to się wiąże. Tak jak i Ty pewnie nie wiesz co przechodzimy my, mimo całego współczucia i trzymania kciuków.

    a tym co hejtują to wiesz… kij w oko 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s