Powrót do pracy z happy endem

Powrót do pracy przepełniony był moimi licznymi obawami, wertowałam wasze blogi w poszukiwaniu pociechy, rady i porady. Nie wiedziałam jak to będzie. Część z was mówiła otwarcie „będzie dobrze, ale czy nie możesz zmniejszyć etatu?” inne całkowicie nie potrafiły sobie tego wyobrazić „zostawiać dziecko na 12h, nie potrafiłabym, nigdy w życiu”. Zaledwie garstka potrafiła zrozumieć i powiedzieć „kocham moją pracę i nie zrezygnuję z niej, a to wcale nie oznacza, że nie kocham mojego dziecka”
Tak więc w poniedziałkowy świt wstałam, zbudzona płaczem mojego dziecka, które na nieszczęście musiało akurat złapać zatrucie pokarmowe. Po 30 minutach uwinęłam się wsiadłam w auto i ruszyłam w stronę Metra.

Początkowo mocno onieśmielona, z każdą stacją zyskiwałam co raz to większą energię. Kiedy wkroczyłam do biura wpadłam w ramiona moich dawnych koleżanek, które od razu zabrały mnie na plotki i śniadanie do kuchni. Nowy team szybko okazał się być bandą pozytywnych, choć strasznie klnących, ludzi. Ludzi takich jak ja z dziećmi w wieku 2-11 lat, tak więc doskonale rozumiejących moją sytuację.
Wszystkie obawy odeszły, a ja powiem szczerze, że w ciągu dnia nie odczuwałam usychającej tęsknoty do Chibi. Gdyby nie fakt, że rozchorowała nam się, pewnie nie zawracałabym głowy i nie dzwoniła do domu.
Wracając wieczorem  śpiewałam ulubione piosenki i nawet korek na moście szczególnie mi nie przeszkadzał.
Kiedy przekroczyłam próg domu, moje czteronożne maleństwo wystartowało do mnie z prędkością, której nawet Kubica by się nie powstydził. Wkleiła się we mnie na 15 minut, po czym stwierdziła, że jeżdżąca ciuchcia jest o wiele bardziej interesująca niż matka. Po 19:30 jak zwykle poszyłyśmy się kąpać, a mała nie wiedziała na co patrzeć, gdyż wanna była wypełniona jej urodzinowymi prezentami. Jak zwykle odbyłyśmy nasz rytuał masażu, mycia zębów i ubierania. I bez najmniejszego problemu położyłyśmy się spać. (niestety zatrucie w nocy znów dało o sobie znać i zaliczyliśmy pobudki od 3-5).
I tak jest od poniedziałku.

I jak mi jest?
Jestem SZCZĘŚLIWA.
Praca, naprawdę mi jej brakowało. Tego kontaktu z ludźmi, mobilizacji do myślenia. I tej potrzeby dbania o siebie. Nie pamiętam już kiedy stałam w mojej garderobie i składałam zestawy ubraniowe, dobierałam ozdoby i kozaki. Nie pamiętam kiedy musiałam codziennie się malować, na Luxy Hair wyszukać kolejną wariację na głowę.
Czuję, że znów jestem sobą. I czuję, że dzięki temu jestem lepszą mamą. Mam w sobie więcej zapału do zabawy, jestem bardziej kreatywna i cierpliwa. Bardziej cenię chwile, które spędzamy wieczorami razem.

Życie wkroczyło na właściwy tor…

Więc jeśli i was czeka powrót. NIE BÓJCIE SIĘ. Życie jest pełne niespodzianek, ale ma też w sobie to dziwne coś, że zawsze jakoś to się układa.

Advertisements

10 thoughts on “Powrót do pracy z happy endem

  1. debiutanka pisze:

    Bardzo dziękuję Ci za ten wpis Mnie też „za chwilę” czeka powrót do pracy i bardzo się boję jak zniesie to synek, a jeszcze bardziej ja Nigdzie nie mogłam znaleźć pozytywnych opinii w tym temacie, aż do teraz 🙂

  2. Tomasz pisze:

    Oj ja pamiętam jak moja żona wracała do pracy po macierzyńskim… Wychodząc z domu płakała, że musi dziecko zostawić. Ale starałem się jej tłumaczyć, że jest w dobrych rękach (taty i babci) i krzywda się jemu przecież nie stanie 🙂 Po dwóch tygodniach była spokojniejsza i bardziej zrelaksowana wychodząc do pracy. W takich chwilach chyba nadal trzyma dziecko i kobietę taka niewidzialna pępowina 😉

  3. Paweł pisze:

    Witam ja w tym samym czasie zrobiłem sobie wolne i muszę powiedzieć, że po kilku dniach błogiego lenistwa ciężko jest wróćić, na równych obrotach do swoich obowiązków. No chyba, że czyjaś praca jest pasją bez, której nie można się na dłuższą metę obejść. To wtedy taką osobę zrozumiem, że chce się jej wraqcać jak najszybciej.

  4. madame b pisze:

    Ja nie kocham swojej pracy, przed zajściem w ciąże i tak miałam zmieniać. Więc dla mnie powrót do pracy to masakra + dojazdy do pracy ponad dwie godziny…. MASAKRA. Dlatego mam nadzieję, że uda mi się rozkręcić własny biznes i zostać w domu.

    • Misako pisze:

      Życzę więc powodzenia. Moim motto jest DO WHAT YOU LOVE.LOVE WHAT YOU DO. Mam szczęście, że moja praca to moja pasje i życzę Ci, abyś też tak powiedzieć mogła 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s