Dwunasty…

w sumie to prawie trzynasty, ale tyle się działo, że jakoś ten miesiąc popłynął tak szybko, że zlał się w jedno. Chibi to już nie niemowlę, a dziecko pełną gębą, choć ku mojej rozpaczy opuszcza nas ostatni przejaw niemowlęctwa, ale cofnijmy się w czasie…

Dzień pierwszych urodzin Chibi, ja zwana, Matką, przyjęłam z większym męstwem niż zakładałam. Beksę odwalałam za to 28.11. co chwilę zerkają na zegarek i przywołując jaki etap koszmaru aka porodu się dział rok temu. Panna była lekko zdegustowana swoją chlipającą Matką, ale jako, że przyjechała jej Bunia, chyba wybaczyła. Ogólnie rzecz ujmując, jest tak, że jak jest Bunia (moja mama), to Chibi Matce ignora przez 90% czasu zapuszcza, no chyba że jeść chce, od Matki znaczy konkretnie .

Ona sama niewzruszona była dniem swych narodzin. A matka ze skóry wyszła i stanęła obok, aby zorganizować imprezę, którą będą pamiętać przez następne pokolenia. Początkowo ewidentnie nie kumała, czemu w domu jest tyle ludzi, ale kiedy zorientowała się, że to ona jest w centrum, popłynęła. Uśmiechów, popisów nie było końca. Od cioci do cioci, do wujka, do Buni, od Buni do cioci, od cioci do „patalogicznej koleżanki” i tak w kółko. Jest ewidentnie towarzyską duszą, po Matce oczywiście. Zresztą Matka, też latała jak głupia sprawdzając, czy każdy ma to co potrzebuje. Kiedy przyszło do dmuchania tortu patrzyła się na nas jak na idiotów O.o
Kiedy to Matka zdmuchnęła świeczkę i rozległo się sto lat, znów popis dała i zaczęła tańczyć. Celebrytka mi chyba rośnie.

Ale aby tego było mało, kiedy Matka opadła w końcu na fotel i odłożyła aparat, co ona zrobiła? NO CO??!?
PIERWSZE KROKI!!!!!!!!!!!!
No ku…z fotela zrąbałam się z prędkością światła, aby to uwiecznić. A tu ch…karta pełna. NO FUCKING WAY!!!!! Rzuciłam więc lustrzankę i zaczęłam piszczeć do małej jak nie normalna, aby poczekała aż telefon znajdę. Oczywiście usiadła i zaczęła znów raczkować, czyli klasyk.
Normalnie taka duma rozpierała matczyne serce. (teraz matczyne plecy przeklinają to, bo trzeba za nią łazić-ale to odkryła Matka naiwna dopiero po 3-ech tyg).

Ogólnie muszę stwierdzić, że zajebiste to dziecko zrobiłam. I to mój 6 argument za jedynactwem! Jest taka bombowa, że nie ma co poprawiać egzemplarza.
Ma najbardziej kosmiczny śmiech na świecie. Za każdym razem leje jak się śmieje i pokazuje te dwa zębiska. Nosa za Matką marszczy i normalnie patrzę na małą kopie siebie, no z 70% domieszką Ojca swego, ale widzę, TO, w końcu widzę!!!

Jest przerażająco kumata. Ja wiem, że każdy tak mówi, ale to i inni mówią o niej. Normalnie dzieciak raz zobaczy i od razu robi. Ostatnio wyczaiła jak można z domu wyjść i w mordę jeża sama próbuje! Co mnie rozwala na łopatki, mówi „Co to?” i pokazuje. „Co to?” powtarza z tysiąc razy na dobę. Obczaiła już dźwięk pralki i jak zostanie włączona, siada i mówi „praa-ka”. Kiedy wstajemy, pokazuje na szafkę i „kaaa-sss-KA”, jak chce pić podnosi rękę do góry i udaje, że pije. Rozwala mnie to za każdym razem i o podłogę ryję podbródkiem. Ma zabawkę, z IKEA, taki pałąk z krążkami, co układa się je jeden na drugim. Potrafi z 30 minut się tylko tym zająć dopóki, dopóty kółka nie będą ułożone rozmiarem. Nie wiem czy ona w ogóle wie co to wielkość, ale jeśli włoży jakiś nie tak, wyrzuca wszystko i tak od początku.
Z wózkiem, na szczęście, nadal się przyjaźnimy i co jest zaskakujące ,musi jechać przodem do Matki swej rodzicielki. Ewenement to jakiś, bo wszystkie spacerówki są już poobracane, twarzą do kierunku jazdy, ale nie Chibi. Cycek chibiczasty mój musi Matke swą widzieć, bo ryk jest. Oczywiście o ile ogólnie na spacer pójdziemy.

Bo „Ogólnie ” od ponad 2 miesięcy z glutem chodzimy, chyba tygodnia nie było, aby mała była zdrowa. Masakra jest jednak dopiero od urodzin. Mała została zatruta, nie pytajcie przez kogo, bo zacznę przeklinać i to mocno. Noce są masakryczne, a zawartości….szkoda gadać. No strasznie jest. Do tego wyszła nam 2 i 3 po prawej, a po lewej coś tam się kluje.Apetytu brak. Czasem tylko butla z mlekiem wchodziła i mama. (KP).
Kiedy na wadze pokazało 8370, normalnie myślałam, że zemdleje. Od wakacji takiej wagi nie było. Na szczęście od tygodnia apetyt powraca i udało nam się nadrobić 300gram i było na kontroli 8640. Niestety mamy dietę papkową więc cofnęliśmy się w rozwoju. Mamy wykonać z miliard badań. Na samą myśl mi jest już niedobrze. Już czuje jak będę błotem jeździć po lekarzach.

No dobra wracam do podsumowań. Co jest zawsze na tapecie? Ano „tata” jest choć, skurczybyka teraz więcej nie ma niż jest. Matka sama z syfem jest głównie, bom u Ojca teraz gorący okres i ma sresy, dresy i inne szmatławce,wszędzie, ale nie w Warszawie. Ale w ustach dziecka, „tata” króluje, chyba nawet przed „co to?”.  Ojciec w weekend jeden (chyba on), nauczył ją indiańca robić i siedzi mi nie raz i „ołołoł” robi, szczególnie wtedy kiedy zęby myć mamy. Za to Matka, „mamą” obdarowana jeszcze nie została. Pewnie za swą wyrodność paskudną. Matka jest za to lekiem na zło całe, świata tego. Jak się w Matkę wczepi to nie ma zmiłuj się. Zedrzyj ją, to japę drze. Serialnie, krzyku takiego u niej nie znałam. Nie wiem co to się nagle stało. Owija się wokół jak boa, pazury wbija i czekać muszę, aż się znudzi (co czasem trawa do godziny), raz mi ją teściowa zdjęła siłą,bo do pracy iść musiałam. Uciekłam i w garażu jej ryk słyszałam, serce pękało…
Ze statystyk, długa jest ponoć jakoś. Nie wiem ile ma za 7-mką, ale Doktorka nam na 98centyl wyliczyła. Ojciec załamany i tylko liczy, że nie będzie jak moja mama( nogi długie do nieba) bo deklaruje, że ją w zakonie zamknie.

Ogólnie między Matką a Chibi się zajebiście robi. Matka ostatnio o piątej rano z łóżka wyrwana została, wściekła jak stado szerszeni. Po czym przez godzinę głaskała żuchwę dziecka swego i patrzyła jej w oczy, bo uświadomiła sobie, że wcześniej jej żuchwy nie głaskała, a ona ma taką ładną żuchwę. Zazwyczaj tak sobie w tygodniu (pracy Matki) od 6-6:30 pobudki urządza i siedzimy i patrzymy się w siebie. A o tak poranki dziwnie spędzamy, o dziwo, Matka nie ma już ochoty na balkon wystawić. I wcale to z mrozów nie wynika.

12 i 13 nam mija…Chibi się zmienia, Matka do bycia matką chyba porządnie dojrzewa. Rośniemy, jak widać razem.

Rok był to dziwny, rok nie pojęty, grunt jednak, że obronną ręką z niego wyszłyśmy. Robi się zajebiście (przeklnę to pewnie zaraz, bo mi nazajutrz mała popalić da nieźle). Ale co ukrywać będę, wyszyło nam dziecię to nasze genialnie.

IMG_8740.JPG

Reklamy

12 thoughts on “Dwunasty…

  1. radoSHE pisze:

    Cudny opis! Chibi, chodzisz już? Przecież dopiero się urodziłaś! 🙂 Pięknego dzieciństwa i zdrowia życzymy! U nas też na tapecie tylko ta-ta i ta-ta. We wszystkich radosnych intonacjach świata i nawet przez sen się zdarza. Ale z dwa tygodnie jest też ma-ma, tylko że brzmi to tak płaczliwie i żałośnie, jak u jakiegoś kociaka, że już wole chyba jak mnie nie woła. Nie ma sprawiedliwości. Pozdrawiamy!

    • Misako pisze:

      Heheh, mój Mężasty się śmieje, że najpierw nosiłam, potem rodziłam w bólu, a potem ona docenia tego kto się najbardziej w tym tak naprawdę natrudził- Ojca swego 😛
      Chyba też wolę to, że mówi na mnie „Ka-sssss-KA” niż miała by tak kwilić jak kotek !!!
      Moja ma rok, a twoja piękna księżniczka to co!!!!! Duże te nasze panny.

  2. Serena pisze:

    Bardzo się cieszę, że Chibi dobrze się chowa i zaczyna chodzić – to dopiero początek zabawy w ganianego…
    Wiem, że małe dziecko jest absorbujące, ale mimo wszystko chciałam się spytać czy kiedyś dokończysz swoje blogii o SM?

  3. Serena pisze:

    Bardzo się cieszę, że o tym myślisz. Cosmic Wars są fajne, ale szczególnie chciałabym znać zakończenie historii z misako mirage, bowiem akcja zbliżała się tam ku końcowi.
    Ogólnie bardzo lubię twoje blogi, bowiem historia Usy i Mamoru nie jest przedstawiana tam szablonowo. Nie ma tam czystego idealizmu, są oni „ludźmi z krwi i kości”.

  4. Agni pisze:

    Śliczną masz corkę, ale muszę powiedzieć że ma poważne rysy twarzy.. 🙂 Moja ma 8 miesięcy skończone i ciągle chce wstawać i za rączki trzymana tupta po pokoju. I mama jest na tapecie, a jak matka do łazienki pójdzie to bywa że ryk jest taki jakby mordowali dzieciaka. Ale jak ojciec wraca z pracy to mało z pieluchy nie wyskoczy z radości 🙂 pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s