Nieszyta na Matkę

Ostatnio prowadziłam dyskusje z mami, w tym mamą 2 wcześniaków, którzy byli, szczególnie ten drugi, niespodzianką. Ona 27letnia, zdrowa (teoretycznie) kobieta z jedną wadą, niewydolnością szyjki. Obie ciąże trudne, hospitalizacje, leki, stres. Czyli znana nam bajka.
Mama ta stwierdził, że być mamą nie powinna i zajście w ciąże było bardzo nieodpowiedzialne. Oczywiście zanegowałyśmy to chórem.
Ale potem zaczęłam myśleć i za jej namową weszłam na pewne forum mama z komplikacjami.


Historie wszelakiej maści, niemal każdy problem, ale clu jedno. Problem z donoszeniem ciąży. Historie kobiet, które ronią ciąża za ciąża, straszne to i dołujące, ale i takich, które góry przeniosą, morza przeleją łyżeczką do herbaty, aby mieć kolejne dzieci, mimo że jedno umarło w 25tyg a kolejne jest skrajnym wcześniakiem. Oczywiście dramat to straszny, ale za każdym razem wracały mi słowa wspomnianej mamy
„Nie wszystkie jesteśmy stworzone do rodzenia, natura nam to wyraźnie pokazuje, a mimo wszystko zachodzimy i krzywdzimy przy tym nie tylko siebie”.
I kurde , choć niechętnie, przyznam mam dylemat psychologiczny, bo w sumie sens i logika w tym jest. Z drugiej jednak strony, nie wyobrażam sobie nie mieć mojej Chibi i przecież dla niej tak walczyłam, mimo przeciwności jakie los stawiał na naszej drodze.
Pytanie jest jednak : Czy kolejna ciąża byłaby odpowiedzialna?
No nie wiem, statystyki pokazują, że druga ciąża raczej byłaby kalką komplikacji pierwszej, ale oczywiście nigdy nic nie wiadomo na pewno.
Wtedy mi się udało.
Ale czy rzeczywiście nie jest tak, że matka natura pokazuje, że nie to mi jest pisane, że musiała zadziałać medycyna, nauka, abym mogła donosić i urodzić zdrowe dziecko? Czy to, rzeczywiście nie była wiadomość od wszechświata, że nie tak to ma wyglądać? Czy kobieta z niewydolnością czy innym schorzeniem powinna się poddać, zrezygnować, bo ewentualne konsekwencje nie dotkną tylko jej?
Myślę o Was, o waszych historiach, o Jaśku Matki Prezesa i  jej niechęci do kolejnej ciąży (którą rozumiem), ale mam też przed oczami pięknego Olka i kolejne maleństwo Mommy Draws , o którym podjęła świadomą decyzję i o które ponownie walczy , bo znów  w granicach 32/33 tygodnia ciąży pojawiły się komplikacje i nie wiem…naprawdę nie wiem co o tym myśleć.
Czy siła pragnienia posiadania większej ilości dzieci, mimo dużej szansy komplikacji i problemów z donoszeniem ciąży powinno nas zatrzymywać?
Czy to nie ma znaczenia i zawsze trzeba liczyć, że w drugiej będzie lepiej?
….

Advertisements

8 thoughts on “Nieszyta na Matkę

  1. Zuzoon pisze:

    trudny temat.
    Ja powiem tak. Każda z nas jest inna i każda decyduje za siebie i swoje donoszone lub nie dziecko. To, ta kobieta będzie się zmagać z donoszeniem, problemami, śmiercią, radością, szczęśliwym, zdrowym lub chorym ii każdą inną rzeczą która ją spotka. Tak jak napisałaś nigdy nic nie wiadomo na 100 %, Czy jest odpowiedzialne? nie nam oceniać znając tylko ułamek całej historii

    • Misako pisze:

      Masz racje Zuzoon, w 100% a nawet 300% – nie nam oceniać, ale jaką mieć opinię ogólnie, a może się nie da? Zazwyczaj mam opinię, a tu, przyznam się że nie potrafię. Moja ciąża była głównie (na szczęście) dla mnie pełna konsekwencji, z mojej perspektywy byłoby (jest) to bardzo egoistyczne dumanie.

  2. marczynskaz pisze:

    tu nie ma dobrej odpowiedzi, bo krzywdą dla matki pragnącej rodzonego dziecka jest ogólnie niemożność urodzenia wymarzonego dziecka. A niezaleznie od tego czy zostanie ono poronione wkolejnej ciazy, czy nadal go nie będzie, bo matka się na nią nie zdecyduje – efekt jet ten sam. Brak dziecka. Więc matki decydują się na kolejne ciąze mimo ryzyka, bo wciąż wierzą, że im się uda i w końcu doczekają się na swoje szczęście. Historie kończą się różnie, jak wiadomo.

  3. Agata pisze:

    Ciekawy temat poruszylas… Trudny, to prawda, ale tez dajacy do myslenia…

    Kiedy przez ponad 3 lata nie udawalo mi sie zajsc w ciaze, tez nieraz przyszlo mi na mysl, ze moze natura tak chciala? Ludziom udalo sie wyeliminowac tyle chorob, ktore dziesiatkowaly nasza populacje. Moze plaga naszych czasow – nieplodnosc, to nowy sposob na naturalna selekcje?
    Kiedy w koncu zaszlam w ciaze raz, a potem drugi, mialam je zupelnie bezproblemowe. Ale juz porody tragiczne. Przy pierwszym ciag prozniowy, bo nie dalam rady sama wypchnac corki. Przy drugim – infekcja i cesarka. Tak naprawde, gdybym rodzila sto lat temu, pewnie umarlabym razem z corka przy pierwszym porodzie. Gdybym jakims cudem jednak ten przezyla, bez watpienia zmarlabym z synem przy drugim, bowiem z powodu infekcji akcja porodowa zupelnie zanikla. Tak naprawde zycie moje oraz moich dzieci zawdzieczam postepowi w medycynie i technologii.

    I tu dochodze do drugiej czesci moich rozwazan. Gdyby ludzkosc zostawila wszystko w rekach natury, do dzis umieralibysmy na ospe, odre, zapalenie pluc… Skoro medycyna jest teraz tak rozwinieta, naturalne jest, ze korzystamy z niej rowniez w sprawach plodnosci. Dlaczego nie, skoro jest taka mozliwosc? 🙂

    Co do decyzji o kolejnej ciazy, jesli pierwsza byla z komplikacjami… To juz kwestia sumienia matki… Z doswiadczenia wiem, ze kiedy wlaczy sie instynkt macierzynski, potrafi on zagluszyc kazdy glos rozsadku. Poza tym statystyki sa tylko statystykami. Znam pare, ktora pierwsze dziecko miala naturalnie i bezproblemowo. A z drugim walczyli kilka lat. Ona zachodzila w ciaze latwo, ale dochodzilo do poronienia za poronieniem. Nawet kiedy w koncu podeszli do in-vitro nie obylo sie bez komplikacji i jedna z ciaz byli zmuszeni usunac. W koncu jednak zaszla w ciaze, ktora ku wielkiemu zdumieniu byla bezproblemowa i teraz maja 2-letnia corke.

    Tak jak pisala wyzej Zuzoon. Taka decyzja nalezy do kazdej z nas. Szczerze? Mysle, ze ja sama bym sie zdecydowala. Nadzieja to taka moc, ktora uparcie pcha nas do przodu. I mysle, ze wiekszosc matek bedzie mialo nadzieje, ze TYM RAZEM bedzie wszystko dobrze…
    Ja tak bardzo pragnelam rodzenstwa dla corki, ze nawet wizja kolejnego porodu mnie nie powstrzymala… 😉
    Pozdrawiam!

    • Misako pisze:

      Muszę przyznać, że bardzo interesująca i mądra odpowiedź. Moja Chibi za pewne również, byłaby wcześniakiem albo nie udałaby mi się jej ogólnie donosić, gdyby nie medycyna. Z tej strony nie patrzyłam na to. Co do instynktu, to mi trudno powiedzieć, bo chyba nigdy tak nie miałam, bo mam wrażenie, że to co czułam kiedy dowiedziałam się, że dzieci mieć nie będziemy, to był czysto ludzki bunt, przeciw zakazowi. Wiadomo najbardziej pragniemy rzeczy, których nie możemy.
      Też słyszałam, że czasem to w drugą ciążę zajść jest trudno, jeśli się za pierwszym razem nie miało problemów.
      Może tak jak piszesz nadzieja i instynkt biorą nie raz górę, choć jeśli chodzi o mnie strach jest tak paraliżujący, iż zagłusza wszystkie inne uczucia.
      Dziękuje za Twoją opinię

  4. Matka Debiutująca pisze:

    Wiesz, ciężki temat. Myślę, że każda mama która się z tym zmaga musi sobie sama w duchu odpowiedzieć, czy da radę poradzić sobie i fizycznie i emocjonalnie z ewentualnym niepowodzeniem. Ale z drugiej strony sporo też dzieje się w naszych głowach. I czy rozpatrywać to w sensie odpowiedzialności? Wydaje mi się, też że duża rola spoczywa na lekarzach by rzetelnie ocenić i przedstawić szanse.

  5. Dominika pisze:

    Kiedy zdecydowaliśmy się, że to „już czas” na dziecko bałam się tylko jednego – walki o ciążę. Walki o zajście w nią właściwie. Znam siebie, jestem silna kiedy trzeba, ale walka o to by mnie przerosła. Czy to znaczy że nikt inny ma nie walczyć? Ależ nie! Każdy samodzielnie musi ocenić z czym sobie poradzi emocjonalnie i fizycznie. Zawsze trzymam kciuki za Rodziny starające się o wymarzonego dzidziusia, walczące o każdy dzień do terminowego porodu, o zdrowie urodzonego zbyt wcześnie dziecka. Ja nie dałabym sobie z tym rady.
    My mamy szczęście – zaszłam właściwie natychmiast, ciąża przebiega ogólnie spokojnie, mimo drobnych rewolucji na samym początku. Mi wydaje się że wiem zbyt wiele (wykształcenie medyczne) wszystkie te statystyki poronień i powikłań…

    • Misako pisze:

      Oj tak, ja też wiem teraz za dużo. Niestety statystyki są straszne. Już nigdy więcej nie chcę przez to przechodzic. Ale zgodze się każdy powinien indywidualnie ocenić, choć czasem … A w sumie nie dokończę, bo to ich życie i ich decyzje

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s