Matka Wyrodna konsekwentna

Wychodzę z założenia, że nie ma jednej, dobrej metody wychowawczej. Nie mam problemu z przyznaniem, że się myliłam, że robiłam coś źle albo nie, że można coś robić lepiej. Jedna rzecz, którą cenie w mojej metodzie wychowawczej, to konsekwencja. Nie raz wydaje się chłodna czy nie czuła. Jednak przyświeca mi cel. Cel, który w moim odczuciu jest słuszny.
SONY DSC

Uważam, że częstym błędem rodziców jest przekazywanie błędnych komunikatów. Śpisz raz z nami, raz śpisz sam. Tej szafki otwierać nie możesz, a tą tak.To pudełko możesz brać do buzi, a to nie.

Wedle mojej oceny dzieci nie potrafią jeszcze tak rozróżniać i pewna doza konsekwencji i jednolitości zachowań daje im poczucie bezpieczeństwa.

Przyznam się, że moja metoda wychowawcza wynika głównie z cech mojego charakteru. Lubię mieć układ. Lubię mieć rzeczy , choć ogólnie, zaplanowane, a w porządku (ale nie mieszkania) znajduje ukojenie i spokój. Nie jestem typem, który potrafiłby rzucić całego życia i wyjechać na rok do Stanów czy Wielkiej Brytanii. Za pewne brak mi żyłki do ryzyka. Mam ulubioną knajpę, a w niej ulubioną potrawę i tam najbardziej lubię chodzić, bo wiem co mnie czeka. Moja ostatnia spontaniczna decyzja, to postanowienie spróbowania wszystkich smaków lodów w Grycanie, jako że od zawsze jadłam tylko czekoladowe. Oczywiście popełniam czasem decyzje pod wpływem impulsu, jest fajnie, ale wolę sytuacje, w których wiem co zaraz nastąpi. Ucząc się na egzaminy zawsze dziele materiał w proporcje dni i możliwości godzin i zawsze konsekwentnie ten materiał przerobie, bez względu na okoliczności. Muszą wystąpić ekstremalne , abym zaniedbała moje obowiązki, np.przedwczesny poród.  😉
Jak mówiłam zazdroszczę ludziom żyjącym stylem „carpem diem”, jak np. Pola z O matko. Zazdroszczę przygód, ryzyka i nie pewności. Jednak wiem, że mimo zazdrości ,ja bym tak nie umiała.

Podsumowując jestem konsekwentna i umiem w tej konsekwencji pozostać.

I takie wychowanie stosuje. Ostatnio na blogu Pozytywne Macierzyństwo, przeczytałam wpis o śnie, w którym autorka nie potrafiła wyegzekwować samodzielnego spania dziecka. A próby spaliły na panewce, bo nie była w stanie znieść płaczu dziecka. Ja tak nie mam. Nie wiem czy wynika to z tego, że potrafię rozróżnić płacze Chibi, a może po prostu mam rzeczywiście w sobie pewną dozę nieczułości, choć przy mojej wrażliwości na cierpienie innych, nie potrafię tego jednoznacznie określić. Usypiając Chibi stosuję zasadę propagowaną przez Tracy Hogg, wyciszanie i dopiero usypianie. Rodzic nie może ulegać zawsze dziecku. Mam świadomość, że czasem, dla dobra dziecka, muszę być tym złym. Chibi nie może otwierać szafek, żadnych. Nie tylko wynika to z faktu, że notorycznie przycinała sobie palce, ale mamy większość dolnych szafek z niebezpiecznymi przedmiotami. Chibi pije tylko wodę. W wyjątkowych sytuacjach, rozcieńczam wodę z herbatką ziołową dla dzieci. Jednak konsekwentnie zabraniam jej picia soków. Tym chcę wyrobić w niej dobry nawyk picia wody, a nie powodujących próchnice soków. Choć wiem, że jest nieuniknione, że soki zacznie pić. Podobnie jest z telewizją vs książki. Rzeczywiście potrafię pozwolić na płacz Chibi, kiedy widzę, że próbuje wyłudzić określone rzeczy czy zachowanie. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, ale nie pozwalam sobie na to, aby dziecko trzymało mnie na krótkiej smyczy. Przykład, ostatnie dni spędzałam na podłodze. Każda próba przemieszczenia się kończyła się histerycznym płaczem. Jednak uważam, że trzeba zachować rozsądek, muszę zaspokajać potrzeby fizjologiczne, jeść czy pić i jej płacz w tej chwili nie robi na mnie wrażenia. Przyznam się macierzyństwo w swojej nieobliczalności nie raz wyprowadza mnie z równowagi i w wielu sytuacjach mam problem z odnalezieniem, tak mi dobrze znanego, balansu.
Stosowana przez mnie konsekwencja zachowań chyba najwyraźniej zaznacza się i jest łatwa do wyjaśnienia we wspominanym rytuale zasypiania. Zawsze jest tak samo. Idziemy do pokoju, zasłaniamy roletę, bierzemy pidżamkę i pampersa, idziemy do łazienki, myjemy wannę, wkładamy maty, napuszczamy wodę. Po wycieramy się, robimy masaż, myjemy zęby, zakładamy pampka, ubieramy pidżamkę, otwieramy drzwi, gasimy światło, robimy mleko, zamykamy drzwi pokoju, gasimy światło, karmimy się, mama wychodzi, Chibi śpi. W chwili obecnej Chibi już dokładnie wie co nastąpi,  pokazuje mi paluszkiem gąbkę, matę do kąpieli, sama sięga do klamki, sama gasi światło, wskazuje na butelkę, na szafkę z mlekiem. Jestem z tego bardzo dumna i uważam, że w tym tkwi źródło (m.in.) samodzielnego zasypiania Chibi. Jeśli zdarzy się jakieś odstępstwo, od razu w jej zachowaniu widzę, swoisty niepokój i wiem, że prawdopodobnie z usypianiem nie będzie tak łatwo jak zazwyczaj. Choć przy tym wszystkim Chibi wykazuje niezwykłą adaptację do zmieniających się warunków, jednak uważam, że w stabilizacji i konsekwencji rytuałów znajduje spokój i bezpieczeństwo.

Mam nadzieję, że moja konsekwencja i przewidywalność zachowania da Chibi to, co przyświeca memu zachowaniu. To moja metoda wychowawcza, czy dobra? To pewnie okaże się za kilka lat.

Reklamy

6 thoughts on “Matka Wyrodna konsekwentna

  1. marczynskaz pisze:

    Wszystko fajnie. Ogólnie jestem za rytuałami – my też mamy zbliżony i staramy się go trzymać. Niestety zmienia się to jesli dziecko budzi się nam w nocy – wówczas mnie się już nie chce go karmić w jego pokoju. Bierzemy go do łóżka. Musielismy to zweryfikować kiedy już nie dawałam rady z jego czestszym budzeniem się. Mam tylko pytanko co z myciem ząbków? Mleko jest dobre do usypiania to fakt. my jeszcze usypiamy cycem ale juz sie zastanawiam jak bede usypiac gdy skoncze karmić. Niestety mm powoduje próchnicę – i co z tym fantem zrobić? 😐

    • Misako pisze:

      To sprawa, której jeszcze nie rozkminiłam, myjemy ząbki po kąpieli i rano. Póki co jeszcze nie wprowadziliśmy finalnego posiłku przed kąpielą. Sądze, że za jakiś czas trzeba będzie to zrobić, bo chciałabym odzwycxaić ją od butli przed 2 urodzinami

  2. Gosia pisze:

    To widzę, że jesteśmy bardzo podobne. Zarówno pod względem całkowitego braku spontaniczności, jak i traktowania konsekwencji jako najważniejszej zasady wychowywania. Choć tej konsekwencji niestety brakuje mi w kwestii spania… Jak Lenka piąty raz z rzędu się budzi, dla własnego świętego spokoju biorę ją do łóżka.

  3. Asia pisze:

    Podziwiam taką konsekwencję. Sama staram się trzymać planu dnia i rytuałów, ale im wiecej opiekunów tym trudniej tego dopilnować. Mam pytanie, w jaki sposób usypiasz Chibi jeśli nie chce zasnąć wieczorem albo w czasie drzemki (zakładam, że tak się czasem zdarza 🙂 Wykorzystujesz może metodę Tracy Hogg czy coś innego?

    • Misako pisze:

      Co do usypiania nocnego to ostatnio się raczej nie zdarza. Jak ją uczyliśmy było mnóstwo błędów po naszej stronie, np.zachęcona przez mamę i teściową, stałam i ją głaskałam, co czasem trwało po 1,5-2h!!! Potem jsk zostaliśmy sami poprostu zaczęliśmy wychodzic po karmieniu. Mała czasem płakała, ale naprawdę po kilku dniach zrozumiała przekaz. Co do drzemek jest trudniej. Staramy się ją obserwować (mówie o dniach gdy my jesteśmy z nią) zazwyczaj widać, że zaczyna marudzić, ziewać czy trzeć oczki. To ją biorę na ręce i jak da mi się położyć na płasko na rękach jestem pewna, że nie będzie problemu. Mi jest czasem o tyle trudno, że oba się we mnie wczepia, bo tylko w weekendy z nią jestem w ciągu dnia. Idę do pokoju (staram się trochę wyciszyć dźwięki, aby jej nie rozpraszać, ale nie to że jest jak w grobowcu). Zamykam się z nią i zasłaniam okno, ale to dlatego, że na przeciwko mamy bardzo jasny budynek i przez niego mocne światlo jest w pokoju (zasłonki troszke to tłumią). Trzymam ją na rękach chwilke i ją kołysze i szuszam tak jak była noworodkiem, to jest może max 10min. Czekam aż widzę, że wtula się w tetrę (atrybut snu u nas) jak się wyciszy i jeszcze nie śpi odkładam do łożeczka i mówię „odpocznij córeczko” i wychodze i zamykam drzwi. Czasem sobie jeszcze z miskami w łóżku pogada. Jeśli wybuchnie płaczem i on jest taki inny niż marudzenia to tylkp wchodzę. Oczywiście zdarza się, że źle odczytamy i ona nie chce spać, ale to zazwyczaj wychodzi w trakcie jak jest zbyt pobudzona i co chwile mówi „co to” , w praktyce już wtedy wiemy, że ze snu nici, a i czAsem pokazuje na łożko i pokazuje głową nie albo wyrzuca pieluchę na podłogę i pokazuje drzwi „nie chce spać” tak nam komunikuje więc jej nie kładziemy. Niestety jak nie zauważymy jej zmęczenia i przeciągniemu strunè, to ten rytuał jest dłuższy i trudniejszy,

  4. Kamil pisze:

    No jasne, że nie ma żadnej uniwersalnej ani najlepszej ani jedynej i poprawnej metody wychowawczej. Bo każda osoba jest inna, każda sytuacja jestm inna. Nie można tak samo wychować dziecka w mniejszym i większym mieście. Dziecka zdrowego i chorego. Bliżniaków i jedynaka. No nie ma optymalnego sposobu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s