Z perspektywy matki pracującej…ale czy Wyrodnej?

Ostatnio u Mamala przeczytałam wpis o dziecku vs kariera. Jedna z mam w komentarzu napisała coś co mnie bardzo poruszyło: 
„Każdego dnia widzę, ile mi ucieka. Uciekają mi chwile, których już nigdy nie odzyskam, bo ona nigdy już nie będzie taka mała. Zamiast ćwiczyć z nią np. jakie odgłosy wydają zwierzątka, siedzę w pracy. Nie czuję się równie dobrą mamą, jak wtedy, kiedy byłam z nią w domu. „

I uświadomiłam sobie jaką szczęściarą jestem, że jestem taką matką jaką jestem.
SONY DSC

Moje całe życie byłam przekonana, że będę matka taką jak moja mama. Trochę mnie to przerażało, ale zakładałam, że jak przyjdzie co do czego to moje uczucia pokierują tak moje działania, że nie będę czuć żalu.
Kariera, praca, bycie dobrą matką? Czy się da czy można? Ja uważam, że tak, ALE ważna jest ta szklanka…
Wracając do mojej mamy- jaka jest moja mama? To taki typ, który jak wrócił po narodzinach pierwszego dziecka to pracy, nie potrafił się skupić na niczym innym, jak na tym „co on teraz robi?” „co u niego?” „czy nie płacze?” etc. Kiedy w maju 1980 roku prowadzili urlop wychowawczy, moja mama za pewne była jedną z pierwszych, która z niego skorzystała. I tak zrezygnowała z kariery, dopóki jej najmłodsze (czyt.Misako) nie ukończyło lat 5, czyli przeszło ponad 10 lat była nieaktywna zawodowo. Jednak, jak twierdzi, tylko to było zgodne z jej sumieniem i nigdy tego nie żałowała.
Tak być miało ze mną.

A jak wiadomo nie jest.

Zastanawiałam się czy to kwestia charakteru czy może okoliczności. Nie jest dla mnie tajemnicą, że będąc najmłodszym dzieckiem w rodzinie jestem egoistką. Nie wstydzę się o tym mówić, choć czasem wstyd mi z tego powodu. Czy to zdefiniowało moją postawę?
Czy może okoliczności, które prowadziły mnie do roli mamy tak bardzo wpłynęły na to, jaka mamą jestem. Do tego jest mi trudno się przyznać i kuje mnie w sercu jak o tym mówię, ale winiłam moje dziecko, że odebrało mi moje życie. Kiedy nagle musiałam wszystko rzucić, z dnia na dzień zrezygnować z pracy, spotkań z ludźmi. Ciąża była dla mnie najgorszym psychicznym i emocjonalnym doświadczeniem życia, czknęło to się na porodzie i w tym obrzydliwym baby bluesie. Kiedy nie powstała ta więź między mną a Chibi. Kiedy nie przyszło to naturalnie, a musiało być wypracowane, potrzebowało czasu, splotu okoliczności, abym mogła tak szczerze powiedzieć „Kocham cię, tak bardzo cię kocham”.
Jestem matką schematową. Pewnie dlatego czytanie Tracy Hogg jest dla mnie zrozumiałe. Lubię mieć uporządkowany dzień, wiedzieć co muszę zrobić, co mnie czeka.
Oczywiście nie zawsze byłam, taka mądra. Jak pamiętacie, kiedy w wieku 6 miesięcy Chibi miałam wrócić do pracy panikowałam.
Ale teraz dorosłam i zrozumiałam wiele rzeczy.

Zastanawiacie się pewnie, po co Wam o tym mówię, skoro miałam pisać o karierze vs. macierzyństwo. A no po to, aby Wam pokazać, że praca jest elementem schematu, a także podejścia. Co do zasady większość z nas wraca do pracy. Ja poczułam radość z powrotu. Dostałam dodatkowego kopa, energii i motywacji. Odkąd pracuje regularnie ćwiczę, dbam o siebie, codziennie jestem uczesana, umalowana i ładnie ubrana. Mam to szczęście, że moja praca pozwala mi się realizować, krótko mówią, lubię to co robię. No i nie mam bicza finansowego nad sobą. Ale nawet jeśli ty masz, to nie patrz na pracę jak na karę.
W mojej ocenie, w społeczeństwie panuje idiotyczne przekonanie, że dobra matka, to ta która się poświęca w jakiś sposób dla dziecka. Dobra mama to ta, co zostaje z dzieckiem w domu, bawi się, układa włosy, czyta książki, spędza z dzieckiem cały dzień.

Ja się z tym nie zgodzę.

Wychodzę z domu o 7:40 wracam +/- 18:30, spędzam z dzieckiem 1h-2h, oczywiście całe weekendy i uważam, że jestem DOBRĄ mamą. Jestem mamą pracującą i chcąc zapewnić mojemu dziecku stabilne życie, zarabiam pieniądze. To też jest atrybut dobrej mamy. Nie trzeba spędzać z dzieckiem 24h na dobę, aby okazywać mu miłość. Nie trzeba dziecka tulić całą noc, aby ono wiedziało, że mama je kocha.

Jasne dla wielu idealnym rozwiązaniem jest pozostanie w domu i rozkręcenie biznesu, np. jak Makóweczka czy Monika Kaszka z mlekiem. No ale wiadomo, nie jest ono możliwe dla wszystkich.

To jest właśnie ta szklanka. Szklanka do połowy pełna.
To jest nasza psychika, nasze postrzeganie rzeczywiści.
I to jest ta kapka egoizmu, który mi ułatwia takie podejście. Mówi się, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Jeśli masz to szczęście, że praca, którą robisz sprawia ci przyjemność, a mimo wszystko masz wyrzutu sumienia, wyzbądź się ich. Pracujesz dla siebie i dla dziecka. Naprawdę.
Jeśli pracujesz, bo musisz, a nie lubisz tego co robisz i nie masz opcji zmiany. Przestań katować się tym, że coś tracisz. Nie tracisz. Życie to pasmo obowiązków, też tych których nie dzierżymy. Jeśli pokażesz dziecku, że pracujesz za karę, ono taki sygnał odbiera i tak będzie to postrzegać w przyszłości- obowiązki to kara.
Pamiętaj wszystko co robisz, jakkolwiek to robisz, robisz bo jesteś dobrą mamą. Uwierz w to, nie katuj się.
Nie widziałaś tych pierwszych kroków dziecka, nieszkodzi, wrócisz z pracy i zobaczysz kolejne, równie cudowne i wyjątkowe, bo dla ciebie pierwsze. Dziecku naprawdę, będą sprawiać taką samą frajdę, o ile nie większą, bo zrobi je znów, świadomie i nie będzie to efekt przypadku.

Taką właśnie jestem matką. I uwierz jestem bardzo szczęśliwą matką. i odpowiadając na pytanie jednej mamy, którą zacytuje „żal mi cię, to musi być frustrujące tyle pracować i być przez to kiepską matką”…Kochana jestem ZAJEBISTĄ, że tak nieskromnie powiem, matką bez grama frustracji w sobie 😉 polecam, moja cholerna szklanka zawsze jest pełna, chociaż do połowy.

Reklamy

15 thoughts on “Z perspektywy matki pracującej…ale czy Wyrodnej?

  1. OoO pisze:

    ❤ ❤ ❤ : to było wyznanie twojej "zajebistości" 😀 Jestem psychologiczne identyczną postacią! 🙂 Takie tam alter ego, z tego samego miasta, które nawet rodziło w tym samym szpitalu. Do następnego wpisu!

  2. agacia336 pisze:

    Misako, czy ja juz pisalam, ze Cie uwielbiam?! 😉

    Czuje tak samo jak Ty. No, ja akurat mam bat finansowy nad glowa, ale nie zmienia to faktu, ze lubie swoja prace i jade do niej z przyjemnoscia. Wrocilam do pracy 12 tygodni po urodzeniu kazdego z Potworkow. Tyle trwa tu macierzynski. Malo, ale moze dzieki temu nie zdazylam sie az tak przyzwyczaic do „siedzenia” z dziecmi w domu?
    Podrzucam dzieci do opiekunki o 7 rano, odbieram ich po 16. Za to te 3-4 godziny, pomiedzy odebraniem, a pora snu, jestem cala dla nich. Bawimy sie, wyglupiamy, zatrzymujemy na placu zabaw. Teraz Bi wkracza juz w wiek, kiedy z zapalem opowiada mi swoj dzien.
    Czy czuje sie gorsza? Nie. Mialam wystarczajace wyrzuty sumienia z powodu bycia wyrodna matka kiedy nie potrafilam pokochac z marszu malenkiej Bi. Wystarczy mi do konca zycia. Moje dzieci sa szczesliwe. Kiedy byly malenkie, w dzien opiekowal sie nimi tata, wieczorami i w nocy ja. Kazde „pierwsze razy” opowiadalismy sobie przez telefon, nagrywalismy filmiki. Na poczatku kazde zazdroscilo, ze to „ten drugi” to zobaczyl, ale tak jak piszesz, po tych pierwszych razach nastapily drugie, trzecie, dziesiate… Ja juz nawet nie pamietam dokladnie tego uczucia kiedy widzialam pierwszy przewrot na brzuszek czy krok kazdego z moich dzieci. Poza tym teraz, w niemal „przededniu” pojscia Bi do przedszkola wiem, ze tych pierwszych razy, ktorych nie zobacze bedzie duzo wiecej. Nie bede widziec jak kresli niezdarnie swoje pierwsze literki. Nie bede na pierwszym wystepie przed cala klasa. Juz napewno nie zobacze jej piszacej pierwszy w zyciu egzamin. Ze o pierwszym stosunku juz nie wspomne. 😉 To normalna kolej rzeczy. Dzieci sa odrebnymi osobami, a nie czescia nas. Dla mnie najwazniejszym zadaniem jest to, zeby wychowac dzieciaki tak, zeby czuly, ze moga mi o tych wszystkich „pierwszych razach” swobodnie opowiedziec. 🙂

    • Misako pisze:

      🙂 cieszę się, że trafiam do kogoś 😉 z tym „pierwszym razem”, no ale wiesz TYM 😛 to chyba lepiej aby ciebie nie było, no chyba, że miałby nastąpić za wcześnie (czyt. przed 20 ;P ) to lepiej bądź i nie dopuść 😀
      Podziwiam powrót po 12 tygodniach (gdzie tak jest jak mogę spytać?) – ale jak mówisz nie ma czasem wyjścia 🙂
      Dziś jedna matka mnie dobiła…nie ma już czasem ochoty walczyć z tymi „zakochanymi”, uważają się za lepsze…dziś nie mam nanich siły. Dziękuje, że jesteś ❤

  3. Marlenka pisze:

    Dla mnie praca po macierzyńskim było niestety małą przyjemnością. Niestety można się zmęczyć „dniem świstaka” i pracę traktowałam jako odskocznię od domu. Strasznie się z tym czułam, ale po jakimś czasie jak wszystko się ułożyło stało się to normalne i fajne. U rodziców dziecko zostawiam, a rodziców mam na prawdę wspaniałych ostatnio w http://bobomio.pl mnóstwo zabawek kupili i idę do pracy, a po pracy spełniam się w 100% jako mama 🙂

  4. Aga z makeonewish.pl pisze:

    zgadzam się. można być złą matka siedząc w domu i dobrą gdy chodzi sie do pracy. To nie od tego zalezy. Wg mnie wszystko w graniacach rozsadku można pogodzić. I nie praca lub jej brak jest wyznacznikiem bycia dobrą mamą. Przynajmniej ja tak uwazam. Niestety przykry jest tez ten finansowy (kredytowy) garb ktory wiele z nas dzwiga i w przypadku mamy ktora z własnej potrzeby chciałaby zostac z dzieckiem w domu zamiast isc do pracy, no nie da się, bo kasa z nieba nie poleci. Przynajmniej wiekszosc mam jakie ja znam, nie moze sobie na to pozwolić i do pracy muszą wracac. I wracają dlatego, że muszą a nie chcą. Znam też takie które by nie musiały, ale zwyczajnie chcą wrócic do pracy (i nie widze w tym nic złego), a nie mają do czego.

    Taka Polska zajebista rzeczywistosc. Ja jestem z tych mam, które gdyby tylko mogły chętnie zostały by z dzieckiem w domu. Nie z poświęcenia dla dziecka. Ale zj włąsnej osobistej potrzeby i checi. Niestety wrócic muszę. Juz za 2 tyg. Na samą myśl jest mi niedobrze (choc zawsze myslałam że kocham swoją prace) Praca nie jest mi potrezbna by wyjsc do ludzi czy zadbac o siebie, bo mam wiele przyjaciolek ktore aktualnie tez sa w ciazy lub na macierzynskim wiec relacje towarzyskie utrzymuje i nie potrzebuje do tego szefa.. ale życie nie jest bajką. Wiec za 2 tyg obudzi mnie budzik i polece w tą chorą atmosferę… 😦

    • Misako pisze:

      OJ to życzę ci powodzenia. Obyś złapała ten oddech w pracy, która daje sił. W pracy się odpoczywa, przynajmniej dla mnie to jest łatwiejsze niż całodzienne siedzenie w domu z Chibi. A jeśli to się nie spełni, życzę ci abyś kiedyś mogła nie zważać na ten garb i wrócić do tego czego pragniesz. Będzie dobrze, ja też czułam mdłości na myśl, że wracam do „rzeczywistości” , ale okazało się, że strach ma WIELKIE oczka.

  5. kilkuetatowamama pisze:

    Mamy bardzo podobne schematy. Tez duzo pracuje (wychodze ok 8, przychodze 17.30-18), tez lubie swoja prace, choc jak jestem w pracy to bardzo chcialabym byc w domu z Dziecmi. Ja troche zaluje, ze tak malo jestem w domu, z Nimi. Wiem tez, ze pracujac daje Im przyklad zaradnosci i obowiazkowosci. Przedstawiam prace w sposob pozytywny. Uslyszalam kilka razy od qmpeli, ze matka powinna byc w domu przynajmniej do skonczenia 3. roku zycia Dziecka. Troche mnie to zabolalo, ale tez wiem, ze Ona miala inne schematy – Jej mama, Ona sama nie pracowaly.. Pozdrawiam!

  6. MaMorki pisze:

    Ale mi się trafił ten Twój wpis dzisiaj! Dokładnie takiego potrzebowałam. Ja sama, wróciłam do pracy trochę ponad trzy miesiące temu, dzieląc się swoimi obawami i spostrzeżeniami z innymi o tutaj: http://mamorki.com/2015/02/08/powrot-do-pracy-czyli-jak-sobie-z-tym-nie-radze/, oraz jakieś dwa tygodnie później, we wpisie, gdy emocje już opadły. Tak mało jest treści tego typu, a przecież powinno być na pęczki! Bo takich mam jak my, z pewnością jest mnóstwo, a nasz głos gdzieś w sieci ginie. A najświętsza prawda jest taka, że relacja z dzieckiem nie zależy od ilości czasu jaki mu poświęcamy, ale jak mu ten czas poświęcamy. I tego się trzymam, codziennie wędrując do pracy 🙂

    • Misako pisze:

      to cieszę się, że trafiłam z tematem 🙂 naprawdę nie jest tak źle 🙂 sama widzisz po tych 3 mcach.Jasne, że fajnie byłoby pracować i móc zajmować się dzieckiem, ale nie wszyscy mogą pracować z domu. Ja wychodzę z 2 założeń, robię to dla dziecka 2.robię to dla siebie, bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko 😀

      • MaMorki pisze:

        Bardzo fajnie, że przytoczyłaś moje ulubione powiedzenie, że „szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko”. Jakiś czas temu spotkałam się na fcb ze zdjęciem jednej znajomej ze stwierdzeniem dokładnie odwrotnym, że szczęśliwe dziecko to szczęśliwa mama i w akcie totalnego zbulwersowania popełniłam w temacie wpis http://mamorki.com/2014/12/30/co-z-tym-szczesciem-monika/ . Aż nie mogłam uwierzyć, że niektóre z nas naprawdę myślą w drugą stronę, że szczęście dziecka determinuje moje szczęście. Jak sobie to nawet dziś wspomnę, to nadal nie ogarniam takie toku rozumowania. A co do pracy, u mnie nie tylko powrót, ale niedługo zmiany, zmiany… nie ma to jak sobie dolać oliwy do ognia 😀

  7. Mama w Biznesie pisze:

    Witam serdecznie,
    Chciałabym się do Pani zwrócić z zapytaniem czy nie zechciałaby Pani opowiedzieć w formie wywiadu o tym jak łączy Pani opiekę nad dzieckiem / dziećmi z pracą? Wywiad ukazałaby się na łamach nowego portalu dla przedsiębiorczych mam – mamawbiznesie.eu/. Jeśli byłaby Pani zainteresowana to zapraszam serdecznie do kontaktu.

  8. Milena Fietko pisze:

    O fajnie, że są takie mamuśki, które nie siedzą na tyłkach, tylko mają swoje życie zawodowe 😀 Też uwielbiam swoją pracę, a pracuję przy obsłudze klienta czeskiego w Tivronie. Nie mam jako takiego bata finansowego, ale nie powiem, że 3k więcej to jednak spore zasilenie budżetu 😀 No i łącze wszystko chociaż nikt nie dowierzał, że dam radę 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s