Plusy patologii macierzyństwa

Wyjeżdżamy na wakacje. My, znaczy rodzice, my jako para, mężczyzna i kobieta. Dziecie zostaje w PL a rodzice jadą w świat.
I po raz pierwszy stwierdzam, że bycie matką wyrodną jest o wiele lepsze niż bycie „bezgranicznie zakochaną” .
frau im gedanken

Dotychczas wychodzenie z domu nie stanowiło dla mnie problemu. Wychodzenia bez dziecka znaczy się. Rzekłabym nawet, że cieszyłam się na pretekst do regularnego golenia nóg.
Karmienie piersią (?), przez 2 dni nic się nie stanie jak dostanie w butli. Tak więc nogi za pas i jedziemy uczcić naszą rocznicę.
Spotkanie z znajomymi (?), nie ma problemu, szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, jak to mówią.
Kino (?) no oczywiście, jak od czasu do czasu ktoś inny ją położy nie ucierpi na tym jej system wartości.
Praca, 12h poza domem, spoko nie ma dramatu, nawet specjalnie czasu nie mam, aby tęsknić.

Krótko mówiąc matka wyrodna pełną gębą.

Ostatnio jednak coś się zmieniło. Ostatnio wtulam się w jej małe ciało i czasem mam ochotę tak się w nią wtulać w nieskończoność (albo do czasu jak zacznie mi palce pchać w oczy i obgryzać obojczyk).
Ostatnio patrzyłam w jej oczy, mogłabym w nich utonąć.
Ostatnio zdarza mi się patrzyć jak śpi, siadam po cichutku przy szczebelkach i patrzę. Analizuję ją od czubka głowy, po jej małe paluszki.
Obserwuję ją. Uwielbiam dźwięk jej śmiechu i chodzenie jak robot. Uwielbiam ją głaskać po głowie i tarmosić pióra, które kiedyś może w końcu zaczną przypominać włosy (oby moje).

A moja pierwsza myśl, kiedy dowiedziałam się, że mamy wyjechać na 2 tygodnie : „A co jak mnie zapomni??? Co jak pokocha bardziej babcię??? A jak zapomni kim jestem?”

Straszne!!! Normalnie nie poznaje siebie w mej wyrodności. Wcześniej nawet nie rozważałam takich spraw, poprostu z domu i w świat, zero wyrzutów, zero wątpliwości.
Jeśli takie schizy łapią matki, które doznały wpojenia, to ja im chyba współczuje. Masakra, chyba miałam jakiś uraz głowy i tego nie pamiętam, zaczyna mi odwalać, staję się „bezgranicznie zakochaną” matką…
Bycie wyrodną jest o niebo łatwiejsze. Wychodzisz bez problemu, masz swoje życie, swoje plany i ambicje, jesteś sobą i jesteś matką. Masz dystans do siebie, macierzyństwa i dziecka samego. A to teraz? No way, it sukcs…
I jak tu żyć ?

Reklamy

32 thoughts on “Plusy patologii macierzyństwa

  1. Zuzoon pisze:

    Powiem tak…ktoś Ci musiał nieźle zajść za skórę z tą „wyrodną” bo temat się powtarza od wielu postów. Ktoś kiedyś mówił, że jak powtórzysz coś 100 razy to zaczynasz w to wierzyć….Nie jesteś wyrodna, jesteś sobą. Porzuć tą łatkę/przytyk/”dobrą radę” innej mamy za sobą, może mniej będziesz rozkminiać czy coś jest „wyrodne”, a coś jest „wpojeniem”. Uczucia są uczuciami.

    Kochasz dzieciaka i mniej go widzisz bo pracujesz. Myślę, że to normalne. Będę mogła porównać odczucia za kilka miesięcy jak sama wrócę do pracy.

    • Misako pisze:

      Ta „wyrodność” to taka mooooocno w cudzysłowie i ironią mocno zakrywana. Kiedyś na FB jak piałam o blokadzie emocjonalnej do Chibi, jedna mama nazwała mnie „wyrodną matką, która nie zasługuje na dziecko”, na początku zabolało, ale potem poszłam po rozum do głowy i zaczęło mnie to bawić 🙂 NAPRAWDĘ wyrodne matki, to wg mnie takie które krzywdzą dzieci, nie dbają o ich dobro. Ja taką mamą nie jestem, postrzegam się jako dobrą mamę i nazywanie mnie wyrodną, tylko dlatego, że miałam koszmarny baby blues jest poprostu dla mnie głupie, tak więc tą „wyrodnością” się śmieję

      • Zuzoon pisze:

        Wiesz, ja się domyślam, że to jest pół żartem i że nie masz się za wyrodną w pełnym znaczeniu tego słowa. Zwracam tylko uwagę na to, że pojawia się to w co drugim poście przez ostatnie miesiące, więc gdzieś tam siedzi w Tobie. i tak jak kiedyś już pisałam, kiedy pierwszy raz rzuciło mi się to w oczy- jeśli nawet w żarcie to po co? Nie lepiej zamiast mówić sobie – jestem „wyrodną” matką. (haha, żarcik) Powiedzieć- jestem fajną matką(i jest to prawdą). ?

        taki mój punkt widzenia.

      • Misako pisze:

        w gestii technicznego wyjaśnienia 🙂 „wyrodna” się pojawia jako część działu na blogu – coś jak Matka Polka, Matka pRacująca , Matka na emigracji etc 🙂

  2. debiutanka pisze:

    no ja jestem po drugiej stronie, dwa tygodnie bez dziecka nigdy w życiu, czasami łapię się na tym, że jak do głupiego sklepu na godzinkę wyjdę to już mnie coś ściska w dołku z tęsknoty, za nie długo wracam do pracy i będzie mi ciężko, oj bardzo ciężko Mam nadzieję tylko, że malec sobie z tym lepiej poradzi

    • Misako pisze:

      To polecam wpis „Bo kiedy patrzę w twoje oczy…”
      To niesamowite ile matek jest – ile „gatunków” nas jest. Ale wiesz zdaje mi się, że ja mam w tym aspekcie łatwiej – chodzi mi o możliwość rozłąki z dzieckiem, wiem o czym mówisz, bo taka dokładnie była moja mama, więc dużo o tym w życiu słyszałam 🙂

      • debiutanka pisze:

        zgadzam się, masz łatwiej, chętnie bym kapkę tego uszczknęła od Ciebie Chociaż tyle, żebym spokojna do pracy wróciła

      • Misako pisze:

        domyślam się 🙂 po raz pierwszy uczucia „zwątpienia” jakie tobie są znane, poczułam teraz…koszmarna sprawa…

  3. agacia336 pisze:

    Tu Ci napisze, ze Cie podziwiam! 🙂 Nie przepadam za niemowlakami, ciesze sie straszliwie, ze moje dzieciaki wyrosly juz z tego wkurzajacego „stadium”. Nie mam wyrzutow sumienia w zwiazku z byciem matka pracujaca. O wyrwaniu sie na chwile z domu marze codziennie, niestety nieczesto zdarza sie okazja… Ale na urlop bez dzieci bym nie pojechala, bo… zwyczajnie tesknilabym za tymi Potworami! 😉 Oni sa troche starsi od Chibi, szczegolnie Bi i podoba mi sie ten okres poznawania swiata i miliona pytan. Uwielbiam pokazywac dzieciakom nowe rzeczy i widziec ta fascynacje w oczach i szeroki usmiech. A moja cora (niemal 4 lata) jest juz taka fajna towarzyszka podczas wszelkich wypadow… No wlasnie, moze jestem troche „wyrodna”, bo na urlop chetnie zabralabym Bi, natomiast Nika rzeczywiscie fajnie byloby na ten czas podrzucic dziadkom. On, ze swoimi fochami, uporem i buntem dwulatka, jest aktualnie dosc ciezki do ogarniecia. 😉

    • Misako pisze:

      Ja nie wiem jak to będzie, jak przeżyje te 2 tygodnie. Z Starym tratujemy to trochę jak „ostatnie nasze wakacje bez dziecka”, które niejako straciliśmy przez ciążę i komplikacje jakie się w niej pojawiły, przez co w konsekwencji odwołaliśmy je w 2013. Z jednej strony przyznam się, że chciałabym troszkę odpocząć, choć nie wiem jak przeżyje 2 tygodnie bez tego jej śmiechu i marszczenia noska 🙂
      Potem to już będę wspólne wakacje, a z tego co słyszę od koleżanek w wieku szkolnym, to będzie tyranie na obozy i kolonie Chibi, bo tyle co one kosztują 🙂 zobaczymy jak życie ułoży ten scenariusz

  4. OoO pisze:

    Hihi super! Miłego odpoczynku! MISAKO, co za timing z tym postem! Też wychodzę poza strefę komfortu osobistego i lecę na narty 🙂 Co prawda jeszcze czekam, aż zejdą z ceną, ale walizki już spakowane. Gdzieś tam jakaś część mnie liczy, że ceny last minute podskoczą i tym samym zrezygnujemy z wyjazdu.
    Normalnie czuję stres, ale wiem, że dobrze nam to zrobi. W końcu musi być ten pierwszy raz z dziadkami sam na sam 🙂

    • Misako pisze:

      Wczoraj koleżanka, która ma 8 latka opisała mi koszty wakacji dziecka. Nie będzie nas wtedy stać na jej i nasze wakacje, więc chyba póki czas to trzeba korzystać. Choć pewnie uschnę z tęsknoty 😉

  5. Kathuska Batiuszka pisze:

    ja też raczej należę do tej części „wyrodnej”, lubię wyjść, lubię wyjechać (nawet sama, na tydzień, dwa lata temu miałam taki „urlop” miało być siedem dni poza domem, sama ze sobą, w wynajętym mieszkaniu, na samej starówce jednego z moich ulubionych miast i co?? wytrzymałam 5, ale wróciłam wyposzczona, wytęskniona i zrelaksowana), potrzebna jest chwila wytchnienia, więc rozumiem, że 2 tygodnie to długo, dlatego też nawet u nas, wyrodnych, odzywa się poczucie winy i tęsknota.

    nie stresuj się, wszystko jest w normie 😉

  6. Maciej pisze:

    Hej 🙂 Jak co piątek po pracy, siadam sobie z ciepla herbatka, lub kawa przed komputerem, no i mam chwile wytchnienia 🙂 No i oczywiscie jak co piątek wchodze na Twojego bloga z nadzieja, ze przez tydzien pojawilo się na nim chociaz kilka tekstow 😉 Bo narpawde bardzo lubie czytac to co wychodzi spod Twojego piora, hehe 🙂

  7. Mari pisze:

    Ja z tej frakcji co Ty, co milosc do dziecka rodzila sie w wiekszych bolach niz samo dziecko i z tych co wychodza z domu nawet sie nie ogladajac czy dziecko placze, czy nie. Do pracy wrocilam bez oporow. Ale podziwiam za pomysl z wakacjami. Dla mnie to by bylo nie do przejscia. I nie ze bym sobie z tesknota nie poradzila (bo jak wyjechalismy na weekend to bylo mi bosko) tylko bym lapala schizy ze cos sie stanie a ja za granica, ze babcia nie jest opiekunem prawnym, ze dziecku cos sie dzieje, moze bedzie potrzebowalo przytulic sie do mamy albo taty a nas nie ma.
    Ostatnio zapadla decyzja o zrealizowaniu naszych planow podrozniczych do usa. Ale jednak z dzieckiem. Umeczymy sie i ona sie umeczy podroza ale nie potrafimy jej zostawic.
    Podziwiam odwage 🙂
    A wy zabezpieczacie jakos babcie zeby w razie czego byla uprawniona do wszelkich dzialan w sprawie dziecka?

    • Misako pisze:

      tak, jako prawnik zawsze przed wyjazdem sporządzam dokumenty odnośnie tego. W przychodniach i u lekarza babcie mają upowaznienia. Oczywiście, że mam takie myśli w głowie. Ale to chyba nie mija, a trzeba się uczyć żyć swoim życiem już kiedy ma się dziecko. Nasza podróż to objazdówka i nocne życie, zupełnie nie dla dziecka. Póki co mam psychikę gotową na tydzień podróży i ewentualny powrót samolotem, a jak będzie okey to zostaniemy jeszcze tydzień.
      Te strach , o którym mówisz jest chyba codziennie, jak zostawiamy dziecko z kimś innym, bo przecież nikt nie zajmie się nim tak dobrze jak my. Ale to chyba życie. Widzę jednak, że poruszenie sprawą jest duże 🙂 Może uda mi się kiedyś spotkać mamę, która tak zrobiła 😉 bo póki co tylko takie, które nie umieją tego zrobić … nie pociesza mnie to 😦

      • Mari pisze:

        A tak z ciekawosci to jakie upowaznienie zostawiasz babci? Tzn co ono zawiera zeby w sytuacji kryzysowej mogla byc w pełni praw?

      • Misako pisze:

        w okolicznych przychodniach i pakiecie medycznym oznaczone są jako osoby upoważnione do podejmowania decyzji medycznych i dostępu do dokumentacji. Dokładnie takie samo, z aktem urodzenia, xero naszych dowodów mam w domu.
        tyle w gestii doraźnej. Pozostałe sprawy mam w testamencie 🙂 (tak mam go mimo wieku, takie zboczenie zawodowe).

  8. Nat pisze:

    Bardzo ciekawy blog:-)
    Podziwiam, że jesteś w stanie zdecydować się na taki długi wyjazd bez dziecka:-)
    Ja jakoś nie mam potrzeby wyjeżdżania tylko z partnerem, jesteśmy w 3 i najlepiej nam razem. I tak byśmy na takim wyjeździe ciągle myśleli co z A. i byśmy się nie wyluzowali hehe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s