Te pierwsze razy i nieuleczalny idiotyzm

Abstrahują od najidiotyczniejszego zarzutu na planecie, że matka wracająca do pracy na pewno mniej kocha dziecko niż ta, która swą istniejącą (bądź nie) karierę zawodową, dla tegoż to dziecka poświęca całkowicie pozostając w domu
(i przy okazji ciekawe, że to nie obejmuje już ojców).
Omijając sprawy finansowe, bo mimo, iż mi ostatnio ktoś wmawiać próbował, że samą miłością żyć można (z ciekawości jak miłość smakuje ?jak schabowy czy homar? ) . I całkowicie ignorując 25% bezrobocie, kurs franka i regularne golenie nóg. Powiem Wam szczerze, że warto wrócić do pracy. I tym wpisem postaram się pokazać moje za i jak sobie radzić z „tymi cholernie życzliwymi” mamuśkami.
SONY DSC
Ile to się taka biedna matka pracująca swojego nasłuchać musi (choć pewnie ta wersja długo dokująca też). Zawsze ktoś uważa, że w twoim życiu coś lepiej zrobić można. Ch.. z tym, że to twoje życie, oni wiedzą lepiej. A spróbuj hetero powiedzieć, że lubisz pracować i bój się pana boga, nie wyobrażasz sobie z pracy zrezygnować, nosz to rzeź się zaczyna.
Ale ja dziś nie o tym. Dziś , w tej oto części pierwszej powiem Wam czemu do pracy wrócić warto.

Oto moja lista top 5
1. Zakopower
Pani Jadzia w porannej audycji poradziła „Kobieta musi zawsze pięknie wyglądać. Nie wiadomo przecież kiedy spotka kogoś kogo nienawidzi”. I uwierz mi kochana, bo chyba, że pracujesz w kopalni, będziesz chciała WYGLĄDAĆ. Siedząc w domu wygoda jest co do zasady na pierwszym miejscu. W robocie…no cóż uwielbiam słyszeć „boże zupełnie nie widać, że urodziłaś dziecko”. Targowisko próżności rządzi 😉

2.Samorealizacja
Nie ma kto cię chwalić mimo, że zrobisz mega super, hiper ekstra obiad. Najprawdopodobniej i tak w większej części wyląduje na podłodze albo usłyszysz „Nie chcę” a w brutalnej wersji „Bleee”, po czym takowy obiad ląduje, wypluty na twojej buzi. No cóż smakoszami się nie rodzimy,a  dwulatkowi nie wyjaśnisz racjonalnie, że ‚mamusia się naharowała przy tym posiłku’.
W robocie nikt cię nie opluje (mam nadzieję) i jak zrobisz coś dobrze, coś co ma znaczenie nie tylko dla ciebie ale dla firmy, coś co przyniesie profity. I nie mówię tu o poklepaniu przez szefe ramienia. Chodzi mi o to uczucie, że wiesz, że dajesz radę, że mimo przerwy, mimo tych dodatkowych, nowych obowiązków, rządzisz. You rock baby, you rock !

3.Tęsknota
Paulo Coelho mawia Ludzie tęsknią za całkowitą odmianą, a jednocześnie pragną, by wszystko pozostało takie jak dawniej.
Kiedy wracasz do domu po pracy, w weekendy jesteś tak spragniona zapachu tego małego ciałka, że poświęcasz się roli mamy, 3 x bardziej niż wcześniej, kiedy występowało przemęczenie materiału. Dziecko codziennie jest dla ciebie nowym odkryciem. A jako, że masz ww. nie ma w tobie irytacji, która często występuje u mam siedzących w domu.

4.Życie
Wbrew naszym mniemaniom wypchanie  przez nas arbuza przez otwór wielkości cytryny nie zatrzymało Ziemi, nie przeskoczyła ona na inną orbitę. Świat ma głęboko w poważaniu to, że nasze życie obróciło się o 180 stopni, zrobiło fikołka i salto do tyłu w tym samym czasie. I kiedy w pewnym momencie to zauważmy, stwierdzamy, że nie wiemy za bardzo co się na świecie dzieje. Stosy prania, góry tetrówek i mililitry mleka porządnie zasłaniają nam osąd i widok.
Wiecie jak fajnie zjeść takiego życiowego tic taka i pogadać o czymś innym niż dzieci. Nie będę was oszukiwać, jak w pracy inni mają dzieci, to ich temat będzie wracał jak bumerang, jednak będzie tematem jednym z wielu. Bo życie na tej płanecie, jak mawiał Pan Chekov, się toczy nie tylko dokoła dzieci.

5.Motywacja
Moja mama powtarzała mi zawsze, że kobieta musi sama zarabiać. Odkąd pamiętam zawsze pracowała. Patrzyłam z zachwytem jak inni ludzie ją szanowali, jak słuchali jej rad. Jak zatrzymywali nas na ulicy i ją rozpoznawali. Moja mama dała mi motywację, aby ciężko pracować i zawsze dążyć, aby osiągnąć coś więcej. To chce pokazać memu dziecku. Pokazać wartość pracy. Satysfakcję jaką daje. Pokazać, że możesz sam decydować o swoim losie, jak realizować swoje marzenia. I przede wszystkim, że trzeba marzyć. Dla mnie to jest wspaniała motywacja.

Żeby to nie było, że to tak miło i łatwo, życie nam lubi rzucać pod nogi kłody. Czytaj -> inne matki. Z mojego, wszak skromnego, doświadczenia, ale i z rozumów z innymi koleżankami (pracującymi rzecz jasna) wynikają 2 rzeczy.

Rzecz pierwsza. Najbardziej ci smrodzą koło zada tak do 3/4 roku życia dzieciaczka. Nie wiem czemu, ale śmiem twierdzić, iż wynika to z tego, iż „TE” mamy tak sobie to tłumaczą : 5 latek to już przedszkolak pełną gębą, ty pokutę zadaną odwaliłaś, „poświęciłaś” się tak, że normalnie płatki róży Bon Chance*pod nogi ci trzeba sypać.

Rzecz druga, najsłodszą truciznę zapodadzą ci te kury domowe, które to najgłośniej gderają o obowiązku rodzicielskim, o poświęceniu dla dziecka, o egoizmie i innych sretach w ten deseń (czyt.wstęp). Strzeż się ich jak ognia, jak zarazy ! Jak podatków!

A teraz 5 top FOYB**

1.Nie kochasz, a przynajmniej tak bardzo jak one
No dobra miałam to zignorować, ale nie mogę. To silniejsze od mnie. Naprawdę nie wiem w jakiej części tych ptasich, choć tu może pasować będzie lepiej, kurzych móżdżków tworzą się takie teorie. Nie potrafię dać żadnej sensownej rady, bo idiotyzmu, się niestety nie leczy.

2.Egoizm
Jeśli jeszcze nie miałaś okazji zrobić coś dla siebie, pewnie nie wiesz. To ci wyjaśnię.
Jak matka coś robi, dla siebie. Ale tak tylko i wyłącznie dla siebie (bo przecież pracując nic dziecku nie daje)jesteś e.g.o.i.s.t.k.ą. Jakoś tak to zawsze jest powiedziane kursywą i wyboldowane, ba co ja mówię i podkreślone. Wszak godną tytułu matką (tą prawdziwą, nie tylko tą co urodziła) jest ta co się poświęca. A ty matko pracująca, ty śmiesz mieć swojej pragnienia, marzenia. Hańba ci i pokoleniom co mają nastąpić po tobie. Hańba.
Cóż ci powiedzieć mogę. Hmmm. Dla mnie fakt, że mając moją najcudowniejszą pod słońcem, co ja gadam na Drodze Mlecznej, córkę – kompletnie nie stoi w sprzeczności z tym, że mam swoje życie. I dobrze mi z tym. I tobie też powinno.

3.Tracisz. Przegapisz.
Usłyszysz pewnie nie raz, nie dwa nie 10. „Jak ci nie żal, że nie widzisz pierwszych kroczków, nie usłyszysz pierwszych słów…(i tu wpisz sobie wszytko inne)”. Bakusiowa mama napisała ostatnio: „To moje pierwsze dziecko. Nie chcę czegoś przegapić, czegoś pominąć. Ale z drugiej strony… to moje jedyne życie. Nie chcę kiedyś żałować, że go nie wykorzystałam, że nie spełniłam swoich marzeń.” Post zatytułowała bardzo trafnie „PUŁAPKA”. I tak, to ty wpędzasz się w tą pułapkę.
No okey,nie widzisz fizycznie, racja to. No, ale co powoduje, że kroczek 2, 3,4 jest inny, kiedy ty widzisz go po raz pierwszy? Kiedy nie jest on na pewno efektem przypadku, a świadomym działaniem ciała naszego dziecka? Co w nim jest gorszego? To siedzi w twojej głowie. To w twoim myśleniu jest problem. Nie ma fizycznej możliwości być przy wszystkich pierwszych razach dziecka (nawet nie jest czasem wskazane 😉 ). Nie kop się tym i nie pozwól, aby kopali cię inni.
Pierwsze kroczki Chibi zrobiła dokładnie 24 dni po tym jak wróciłam do pracy. Dostałam filmik. Uwierz mi radość była równie wspaniała jakbym siedziała i wyciągała do niej moje ręce. A duma nie różniła się niczym, od tej kiedy na własne oczy widziałam jak zaczyna raczkować czy samodzielnie wstawać.

4.Widzisz dziecko tylko chwilę
Jakbyś miała problemy z liczeniem, spokojnie mamy ci dokładnie policzą ile czasu spędzasz z dzieckiem. Gwarantuje, że zawsze to będzie za mało i zawsze mniej niż one. Mówią, że liczy się jakoś nie ilość. Ale nie będę ukrywać. Z moim dzieckiem widzę się godzinę rano i godzinę, dwie wieczorem. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Po prostu tak to wygląda. To jest życie. Praca ma służyć zapewnieniu bytu dla waszej rodziny. Bo wbrew (obiegowej) opinii dziecko twoją miłością nie wyżyje, no chyba, że zaadaptowaliście cechy od pingwinów i  karmisz je wymiocinami. Nie ma co się  katować, linczować i na drogę krzyżową prowadzić. Tak to po prostu wygląda i im szybciej to zaakceptujesz tym będzie ci łatwiej.

5.Jesteś gorszą matką
Spokojnie, zawsze wedle kogoś jesteś i będziesz gorszą matką ( od tego kogoś oczywiście). Praca to tylko dobry pretekst do częstszego wrzucania cię na języki. Ale nie daj się.
Jeśli mam być szczera. Odkąd wróciłam do pracy postrzegam się jako lepszą matkę. Spełniam się jako człowiek, więc jestem szczęśliwa. Dbam o siebie, o moje ciało i czuje się piękna. Mam więcej cierpliwości do dziecka, a uwierz mi w okresie wchodzenia w bunt dwulatka (plus przy braku tej cechy wrodzonej) nie jest łatwo. Mam dystans, potrafię zobaczyć całokształt. Bo choć kocham to moje chibiciątko niesamowicie, to nie jest to 8 cud świata (aga thx 😉 ) i ma wady. Potrafię złapać oddech, spokojnie przemyśleć niektóre rzeczy i z świeżym spojrzeniem ponownie przeanalizować jej  zachowania i odpowiednio zadziałać. Naprawdę uważam się za lepszą, szczęśliwszą mamę, odkąd mogę nazwać się- mamą pracującą.

Życzę Ci, abyś na swej drodze do zawodowego spełnienia, spotykała tylko ludzi, którzy będę dla ciebie wsparciem lub z szacunkiem potraktują twój wybór. I nie jest to tak, że każda mama domozostająca jest zła i musisz być gotowa na ciągły ostrzał. Znam mnóstwo wspaniałych mam, które zostały z dziećmi, które się spełniają i nie czepiają się ani nie mądrzą. Rzekłabym, że z dziewczynami jesteśmy dla siebie wsparciem i oparciem w różnych sytuacjach. Z szacunkiem każda odnosi się do siebie i swoich wyborów, choć kompletnie nie są one zbieżne ze sobą.
I takich mam na twej drodze Ci życzę. POWODZENIA!

P.S.Uczcie się od ojców, oni od zawsze pracują i nikt się ich nie czepia 😉 poza żonami, ale wiecie u nas to jest już  w kodzie genetycznym.
P.S. 2. Kolejnym razem o minusach pracującej mamy.

Co oznaczają gwiazdki :

*bardzo rzadki, kolekcjonerski gatunek róży
**fuck of you Bitch

Reklamy

17 thoughts on “Te pierwsze razy i nieuleczalny idiotyzm

  1. Pudełko Mamy pisze:

    Pracowałam 10 lat w tej samej firmie zanim zaszłym w upragnioną ciąże. Kiedy już się udało rzuciłam ją przeprowadzając się do innego miasta. Za niedługo kończy się mój urlop macierzyński… Czeka mnie przeprawa przez rozmowy rekrutacyjne i trochę się tego obawiam po takim czasie. Wypadłam z obiegu i rytmu 😉 Jestem ciekawa co czas pokaże 🙂

    • Misako pisze:

      To powodzenia! Obyś znalazła pracę, w której się spełnisz. I podziwiam za przerwę. W moim zawodzie w sumie mogłabym już sobie darować powrót i tak naprawdę zacząć wszystko od nowa… 😉 POWODZENIA!

  2. Aga z makeonewish.pl pisze:

    a ja ci muszę podziękować za ten wpis. dlaczego? bo pokazałaś mi plusy powrotu do pracy, a ja się powrotu do pracy BARDZO boję. Ja nie z tych co zostaną w domu z dzieckiem, a te matki co ida do pracy od gorszych wyzwę. Ja z tych co po prostu chcą zostac w domu i powrot do pracy przyprawia mnie o mdlosci ze stresu. dlaczego? bo muszę, a nie chce. —> TAK BYLO 3 miesiace temu. Potem dowiedzialam sie, że mogę nie miec gdzie wrocić bo likwiduja moje przedszkole wiec nastawienie zmieniło sie od razu. cholera muszę wrocic, bo jak my żyć bedziemy? nie moge stracic pracy bo mamy cholerny kredyt na dom. i od razu sie matka w zad kopnęła i do roboty chce wracac. ale coz zycie pokaze czy dostane wypowiedzenie, czy nowa umowe

    • Misako pisze:

      Wszystko siedzi w naszej głowie, od naszego podejścia dużo zależy. I gwarantuje ci że kochacsię dziecko równie pięknie i rôwnie mocno co wtedy jak siè siedzi w domu. POWODZENIA.

    • Misako pisze:

      Co do „wyzywania”. Moja własna mama dziś się przyznała, że dopóki nie obserwowała mnie i mojego podejścia do córki, miłości, którą jej daje, uważała, że matki pracujące to tak naprawdę są leniwe i nie kochają dzieci, bo dla niej było oczywiste, że zosraje się z dzieckiem w domu. Dopiero moja doświadczenie, moja pasja, potrzeba samorealizacji i jednocześnie brak uszczerbku w roli mamy, uświadomiły jej, że myliła doę całe życie. Niesamowicie jest usłyszeć coś takiego od własnej mamy. A piszę ci o tym, abys nie zamykła się w swoich poglądach i była otwarta na „inność”, nie musisz jej u siebie implementować, ale wystarczy, że będziesz starała się być doń neutralna. 🙂

  3. ANN pisze:

    Misako, mimo, że jestem mamą z dłuższym i większym doświadczeniem (4 od rok do 13lat) to muszę ci powiedzieć, że przy tobie się uczę. Nigdy nie szanowałam pracujących mam. Ale ty i twoje podejście powoduje, że zmieniam zdanie. Mówisz, że podziwiasz mnie, ale uwierz to uczucie jest dwustronne. I chyba widziałam cię w Metrze!

  4. agacia336 pisze:

    Moglabym ograniczyc komentarz po prostu do AMEN. Zawarlas w tym poscie chyba wszystko co mozna powiedziec. 🙂

    Moja wlasna matka wmawiala mi jakis czas temu, ze jestem gorsza, bo jak moglam zostawic 12-tygodniowe dzieci z ich ojcem, a samej wrocic do pracy. I przeciez nie damy rady pracowac i opiekowac sie dziecmi tak na zmiane. A moja siostra to rok zostala w domu, to dopiero jest matka przez wielkie „M”. 😉
    Coz. Jakos dalismy rade. Dzieci sa zdrowe i szczesliwe. A ja powrotu do pracy nie zaluje. Ale tu akurat wszystko rozbija sie o to, ze dla mojej matki jestem gorsza corka, a moja siostra zostanie postawiona na piedestale (a jej bledy sprytnie przemilczane) cokolwiek by nie zrobila. 🙂 Jakos wszyscy inni potrafili zrozumiec, ze nie mamy innego wyjscia. Taka jest tutaj polityka prorodzinna, a raczej jej brak… Albo wracasz, albo mozesz rozgladac sie za nowa praca. Ale tak jak napisalam, NIE zaluje. Co prawda wieczorami padam na pysk i nie mam sily na zbyt kreatywne zabawy, ale na szczescie Potworom wystarcza wspolne rysowanie lub ukladanie klockow. 😉 Ale w weekend – tak jak piszesz – jestem cala dla nich! Planuje ciekawe wyjscia, albo po prostu ciekawsze wspolne zabawy. Staram sie powsciagac nerwy na ich wybryki. Bo to jest moja najwieksza bolaczka: nerwowosc. Nie jestem gorsza matka od innych dlatego, ze wrocilam do pracy zanim moje dzieci ukonczyly 3 lata, ale jest wiele matek, ktore maja wiecej cierpliwosci i spokoju, ktorych mi wiecznie brakuje… :/

    • Misako pisze:

      Dziękuje, choć nie ma tu co do podziwiania (no chyba, że chodzi o odwagę mówienia o poglądach mniejszościowych). Życie jakie jest, każdy z nas wie. Ale nie każdy wie, że od nas zależy co z niego weźmiemy 🙂

  5. Agata pisze:

    Powiem tak, nie wyobrażam sobie nie pracować, ale też nie mogłabym wrócić do starej pracy. No po prostu nie mogłabym. Spędzałabym w niej tyle czasu, a prawda jest taka, że nie na ratowaniu świata ani odkrywaniu nowych leków na wszystko, tylko zwiększaniu czyichś zysków. Nie czułam do tej pracy „tego czegoś”. Nie jarało mnie już to. Zatem po prostu zmieniłam pracę. Pracuję na własny rachunek, mam więcej czasu dla siebie i dla dziecka również. Zdecydowanie wyszło mi to na dobre.

    Co do „kur domowych” zostających w domu z dzieckiem. To też stereotyp i to mega głupi. Może w większości jest tak, że to smoki ziejące ogniem, grube, zaniedbane i bez polotu, a ich jedyny cel to czyste okna. Ale znam inny przykład. Mama mojej przyjaciółki nie pracuje. Zajmuje się domem od… conajmniej 27 lat. Jest zajebistym masterszefem, chata jest ogarnięta na wypasie, mają otwarty dom, ciągle gości, kolacje, wieczory z winem, jej mama ciągle coś czyta, czegoś się uczy, planuje im podróże (z resztą genialne, byłam z nimi na jednej). I jest mega zadbana – codziennie ćwiczenia, joga, rower, make up. Tylko jest jedna kwestia – ona zarabia. Inwestuje ich kapitał w różne aktywa – nieruchomości, giełda. Trzyma rękę na pulsie jeśli chodzi o finanse. Tak więc, nie wrzucajmy do jednego wora i tych pracujących i niepracujących mam. Brak wychodzenia do biura codziennie na 8 i wracania o 18 nie musi oznaczać braku ambicji.

    • Misako pisze:

      Ależ oczywiście, iż stereotypy są błędne i krzywdzące. I to dotyczy nie tylko „kur domowych”.
      Ja mam szczęście mieć pracę, którą lubię i lubie ludzi z którymi pracuje, szefe jest wyrozumiały, nie robi problemów jak musisz zajmować się dzieckiem, i mimo, że zniknęłam z dnia na dzień na 21 mcy (ciążę leżałam) to przyjął mnie z otwartymi ramionami. Uważam, że mam szczęście i nie chcę zmarnować tego daru 🙂 Robię to co kocham i kocham to co robię 🙂
      Nie miałabym odwagi postawić na własny biznes, ale to też pewnie kwestia zawodu jaki się wykonuje 🙂

  6. wczesniakicodalej.blogspot.com pisze:

    Ja mam jeszcze kilka miesięcy siedzenia w domu przed sobą. I w sumie to chciałabym z nim trochę dłużej posiedzieć. Ale no cóż może i można żyć miłością. Ale jakoś bank gdzie mam kredyt hipoteczny jakoś nie chce tej miłości przyjąć 🙂 Na razie nie spotkałam się z takim negatywnym podejściem do mojej decyzji. U mnie w rodzinie (mam na myśli też kuzynki i kuzynów) tylko jedna dziewczyna nie pracuje. Ale przed ciążą też nie pracowała. Nie musi i nie chce.
    To co piszesz o swojej mamie. U mnie jest podobnie. Mama przez wiele lat była dyrektorem szkoły. Byłam taka dumna z niej. Wiedziałam, że ludzie ją za to szanują. A mamy niepracujące wydawały mi się takie nudne.
    Mam nadzieję, że mojemu dziecku pokażę, że jeśli do czegoś dążysz i bardzo chcesz to możesz mieć pracę marzeń. Że codziennie rano można wstawać i cieszyć się na myśl, że spędzisz kolejny dzień pracując.

  7. Michał pisze:

    No jasne, że warto wrócić do pracy. Matka powinna taką decyzję podjąć samodzielnie, gdy już czuje się gotowa na powrót. Jej miłość do dziecka na pewno nie jest mniejsza, a może i wręcz przeciwnie, bo dzięki pracy będzie mogła dziecku zapewnić lepszą, pewniejszą przyszłość.
    Życie miłością? Noo, też jestem bardzo ciekaw jej smaku. Jakoś pierwsze słysze też, żeby miłością można było rachunki płacić?

    • Misako pisze:

      🙂 następnym razem zapytam w banku czy przyjmą moją miłość zamiast raty, ba nawet po „szawajcarsku” (czyt.niemiecku, francusku, włosku, romansz) im to powiem 😛

  8. Iza pisze:

    Dobrze trafiłam. W kwietniu wracam na cały etat do pracy. Ostatnie 2 miesiące pracowałam z domu, że niby taki super pomysł, dziecka dopilnujesz, troche zarobisz. Prawda jest taka że robota zrobiona po łebkach, dziecko płacze ja rozdarta… teraz mały idzie do żłobka (o wyrodna ja) i modle się żeby wszystko się ułożyło i wpadło na odpowiednie tryby bo nie wyobrażam sobie siedzieć dalej w mieszkaniu i codziennie myśleć tylko co dziś na obiad ugotować…
    Pozdrawiam,
    Iza

    • Misako pisze:

      Też pracowałam chwile z domu. Nie da się tak w 100% oddać pracy/zajmowaniu dzieckiem. Nie znoszę robić rzeczy na pół gwizdka. Życzę Ci, aby wszystko ułożyło się po twojej myśli 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s