Patologiczny mózg analityczny

Choć ostatnio znalazłam się w zatoce, nie targają mną żadne wichry i spokojnie sobie dryfuje. – czyt. metaforę : wiem, że więcej dzieci nie chcę i żadne argumenty ‚za’ mnie nie ruszają 🙂
To jednak mój wszakże irytujący acz zacny mózg oczywiście tematu nie mógł do grobu pochować. Jakoś tako się złożyło, że dużo się w moim otoczeniu recydywistycznych berbeci powiło. I tak obserwuje i analizuje, bo analizować (niestety) uwielbiam. I zadaję sobie pytanie *J*A*K*?

second
Nie jak zrobiły, bo tą lekcję już zaliczyłam.
Ale jak tak po prostu. Ta oczywistość, jasność i brak wątpliwości. Wiele dziewczyn po pierwszym dziecku mówi, że oczywiste jest 2, ba nawet 3 czy 4.  Mówią o ciąży, o dziecku bez większego zastanowienia, przeanalizowania czy uwzględnienia okoliczności, a ja stoję i patrzę, słucham i myślę i zadaje sobie pytanie „Jak, tak po prostu?” Jak to jest, że to jest takie proste, takie oczywiste?”

Choć moja decyzja o zaprzestaniu „produkcji” jest w głównej mierze egoistyczna, to nie czuje wyrzutów. To moje życie, też mam prawo zadecydować jak przebiegnie. Jednak kiedy już wdaje się w ten wir analizy i sugestii „a może”. To pojawia mi się tyle „ale”, że nie wiem czy to ja, czy to one, czy po prostu o tym się nie mówi?

To, że na posiadanie dziecka nie da się ogólnie przygotować, wie każdy kto dziecko ma.

Ale jak się już ma to jedno dziecko, to się mniej więcej wie, co się z czym i jak je. Słyszane wcześniej „zobaczysz jak się urodzi” ,„dziecko zmienia życie o 180stopni” „zobaczysz co to znaczy nieprzespana noc” „Nagraj ciszę” „Wyśpij się” i wiele innych, nie jest już teorią. Przeszłaś/przeszedłeś. Wiesz ogólnie z czym się dziecko wiąże (poza ogromem radości oczywiście). I tu właśni tkwię i się zastanawiam jak można od tak, po prostu, jako oczywistość traktować kolejną ciążę i następujące po nim dziecko. Kiedy się już wie.

Już ignorując kwestię komplikacji w ciąży i nawet tych przy porodzie. Ja kompletnie nie wiem jak poukładać puzzle, które mam. Czasem mam wrażenie, iż mając tylko 1 dziecko, ledwo łapię te sznurki, które trzymać powinnam. Doba jest zdecydowanie za krótka, a siły odwrotnie proporcjonalne.
I w takich chwilach zadaje sobie nie raz pytanie, jak ludzie mogą nie uwzględniać tylu czynników, które uwzględnić się przecież powinno:
1. Organizacja, nie wiem jak można to wszystko ułożyć – choć tu zgaduje, że to sprawa rodem powtórkowa z pierwszej latorośli.
2.Praca i pieniądze- tak wiem, że to nie jest najważniejsze. Jednak nie zgodzę się, że jak nie ta to inna, a pieniądze szczęścia nie dają. I nie mówię tu o skrajnościach, ale o stabilnej sytuacji, w której nie musisz liczyć każdej złotówki i martwić się, że będziesz w stanie dać dziecku, to co dać byś mu chciała. I choć nie raz słyszę, że miłość najważniejsza, (tu dla jasności nie przeczę) –  wypominam mym rozmówcą, że mając pracę i z niej pieniądze też można kochać , a to kochanie zacnie sobie umilać.

Ja, mam pracę, którą lubię, która mi daje satysfakcję, w której się mnie ceni. Za pewne to też gestia okoliczności, wieku, zawodu i miejsca gdzie mieszkam. Jednak prawda jest taka, że ledwo wyrabiam posiadając dziecko w liczbie sztuk 1. Dziecko to też koszt. Nie chcę się martwić, że nie będę mogła mojemu dziecku zapewnić życia na poziomie, który ja wiodłam. Nie chcę widzieć jego smutnej minki, kiedy okaże się, że na obóz pojechać nie może, bo trzeba zapłacić rachunki. Pieniądze szczęścia nie dają ale życie naprawdę umilają. A praca, no nie wiem, może dla niektórych praca to praca, ale dla mnie moja praca to pasja, to efekt ciężkiej harówki, z której po 10 latach wyrzeczeń w końcu spijam śmietankę. Nie mogłabym, nie chciałbym z tego zrezygnować. A przecież przy 2,3 czy 4 nie da się ogarnąć pełnego etatu. Da?
A to dopiero początek, co mnie kieruje do dalszego punktu.
3.Logistyka – żłob, przedszkole, szkoła. Staram się o tym nie myśleć, bo dostaje apopleksji, jednak nie wiem jak my to ogarniemy. Przeraża mnie ogarnięcie jednego dziecięcia, a jak ma się ich więcej, w różnym wieku O.o Mission imposible
Za pewne to może być kwestia miasta, dużego miasta, w którym mieszkam. Wszak nie jestem jedyną matką na dzielni, tak więc i u nas są, robią i żyją. Ale nie wiem jak. Kiedy mi przemieszczenie  się z punktu A do punku B zajmuje półtorej godziny, a opuszczenie punktu B i powrót w rejon punktu A wiąże się z wybiciem godziny 18, nie wiem jak to inni robią. Co robią wtedy z dziećmi, kto je zawozi, odbiera, z punktu C czy D nie wspomnę o E, kto jest z nimi od tej 15. Dla mnie realizacja tego, wiążę się z ograniczeniami kwestii wskazanych w punkcie 2, a ja sobie szczerze tego nie wyobrażam i pod uwagę nie biorę. Rezygnacja z pracy na rzecz siedzenia z dziećmi w domu, zupełnie nie wchodzi w moim scenariuszu w rachubę. Tak jak na chwilę obecną zresztą „odkładanie kariery na później”.

4.Siły – tu pewnie wiek się kłania, ale nie wiem skąd ludzie biorą siły. Ja po 11h poza domem( w tym o 8h w robocie), 3h z dzieckiem, kolejnych 2h pracy w domu, padam na twarz. A to przecież są jeszcze sprawy tak przyziemne jak obiad, sprzątnięcie, upranie, ułożenie…pytam się jak ludzie znajdują na to siły? Zakładam, że wraz z rozmnożeniem przychówka, sił tych więcej mieć trzeba, więc pytam skąd?

Tak więc stoję sobie z boku, patrzę i analizuje i za cholerę zrozumieć nie mogę, jak można od tak podjąć decyzję o kolejnym dziecku, nie uwzględniając okoliczności, możliwości, metrażu, stażu, pracy, finansów, sił…..

Stoję i patrzę i myślę i nie wiem i drażni mnie to cholernie, bo ja wiedzieć lubię wszystko.

Reklamy

14 thoughts on “Patologiczny mózg analityczny

  1. Tedi pisze:

    Oj ja też analizuję i trochę mnie to wkurza, bo już mogłabym mieć i drugiego malucha. Ale za nic nie rozumiem, co robią kobiety z pierwszym dzieckiem, kiedy druga ciąża zagrożona i muszą leżeć a nikogo do pomocy? I jak to wszystko ogarnąć, gdy się nie ma żadnej babci do ewentualnej pomocy? No i co z ogólnym otępieniem, bo siedzisz kilka lat z rzędu w domu? Albo to może tylko ja nie ogarniam 😀

    • Misako pisze:

      W TYM PYTANIE 😀 Uwierz nie jesteś sama w tym nieogarnianiu 😉 no i ta straszna cecha analizowania – męczy się z nią człek niesamowicie. Ale ja nie mam pojęcia JAK ONI TO ROBIĄ :/

  2. swiatsiekreciwokollenki pisze:

    Ja bym może i chciała rodzenstwo dla Leny ale
    1) finanse nas blokuja
    2) teraz nie ogarniam tego balaganu i mam wyrzuty sumienia, ze za malo mam dla niej czasu a co dopiero przy 2
    3) chcialabym tez ” pożyć” dla samej siebie…
    A z drugiej str nie chcialabym by zostala sama gdy nas rodzicow zabraknie… I badz tu madry

  3. agacia336 pisze:

    O wrocilas Misako! Bo juz sie martwic zaczelam… 😉

    Hmmm… Bardzo chcialabym Ci odpowiedziec na to pytanie „jak?”. Jestem jednym z tych przykladow. Dla mnie oczywiste bylo to, ze chce wiecej niz jedno dziecko. Nawet ciezki pierwszy porod i koszmarne kilka pierwszych miesiecy mnie nie zniechecilo. 🙂 Tego chyba jednak nie da sie wytlumaczyc. To sie po prostu czuje. Albo sie nie czuje… Nie wiem czy mial na to wplyw fakt, ze mialam swietny kontakt z siostra i pragnelam czegos takiego dla Bi, czy to po prostu szalejacy instynkt, ale dla mnie kwestia nie bylo „czy”, tylko „kiedy”. Gdybym wiedziala, ze miedzy moimi dziecmi bedzie zaledwie 19 miesiecy, nie dopuscilabym malzonka do siebie bez gumki na instrumencie. No, ale stalo sie jak stalo. 😉

    Nie ukrywam, ze finansowo jest srednio. Na codzienne zycie, rachunki mamy tak „na styk”. Chcialabym wyszperac jakas kaske na zajecia dodatkowe dla corki i nie ma skad. Tak samo nie ma na wakacje. I nie bedzie, dopoki dzieci nie pojda do I klasy. Czyli za dwa lata… Mamy co prawda oszczednosci, skladane pieczolowicie zanim dzieci przyszly na swiat, ale boje sie ich ruszac na przyjemnosci…

    Kiedy jednak patrze na moje maluchy zgodnie bawiace sie razem i w dodatku, z powodu malej roznicy wieku, niczym rowna z rownym, nie zaluje. Szkoda mi czasem podrozy i beztroskich zakupow bez zastanawiania sie czy to co chce kupic to potrzeba czy fanaberia. Ale jak zastanowie sie glebiej, to jednak nie zaluje… 🙂

    Z organizacja obecnie nie jest zle. Opiekunka mieszka 10 minut od naszego domu, a z tamtad mam jakies 20 min. do pracy. Ale od wrzesnia corka bedzie w przedszkolu w zupelnie innej czesci miasteczka. Jak mysle o tym codziennym odstawianiu dzieci w dwa rozne punkty i pozniejsze ich odbieranie, to przechodza mnie ciarki. 😉 Jak jeszcze dojda jakies zajecia dodatkowe (a mam nadzieje, ze jednak wyskrobiemy na nie kase), to marnie to widze… 😉

    A tu temat trzeciego dziecka powraca jak bumerang. 😀 Nie ukrywam, ze serce by moze i chcialo, ale rozsadek krzyczy NIEEEE!!! Narazie nie ma o tym mowy, bo finansowo zwyczajnie bysmy nie wyrobili. Odlozylismy (no, JA odlozylam, bo maz jest gotowy teraz-zaraz) narazie decyzje na czas kiedy Bi pojdzie do szkoly. A wtedy mam nadzieje, ze bede za stara i za leniwa, zeby znow pakowac sie w pieluchy i nocne pobudki. 😀

    • Misako pisze:

      Oj moja droga ty to zawsze dajesz mi takie wspaniałe komentarze 🙂 i mimo iż każdy potwierdza jak różne jesteśmy to są one dla mnie bardzo cenne. Podziwiam – 19mcy to musi być wyzwanie, ale to chyba jest tak jak mówisz, to trzeba czuć.Ja tego nie czuje i wydaje mi się to niemożliwe 🙂 Powodzenia, aby ułożyło się wszystko tak, abyście mogli spełniać wasze marzenia.

  4. Mari pisze:

    Ja mam jedno dziecko. Dziwilam sie tak jak Ty.
    A odjakiegos czasu sie juz nie dziwie. Juz mysle zeby to powtorzyc. Moje dziecko przez pierwsze miesiace glownie wyło. Wtedy rozpaczalam, a teraz wiem ze bym sobie z drugim takim poradzila.
    Finansami sie nie martwi. Wiadomo ze lepiej miec wiecej niz mniej ale w sumie sporo z wyprawkowych kosztow by mi odpadla bo mam rzeczy po corce.
    Moja wygoda jest wazna ale to tylko 4 lata z mojego zycia (corka ma prawie dwa plus dwa kolejne dla drugiego).
    Fajnie jest miec kase, fajnie jest sue wyspac i realizowac sie w pracy. Ale jak juz sobie tak pozyje, a potem odejde z tego swiata to moje dziecko zostanie samo. Znajomi i przyjaciele sa a jutro ich nie bedzie. Rodzina zawsze zostanie. Chce zeby moja corka miala kogos na kogo bedzie mogla liczyc kiedy nas zabraknie

  5. Agata pisze:

    To chyba nie jest tak, że te osoby nie analizują. Na pewno to robią, ale z automatu może podejmują decyzję, bo może nic nie stoi na przeszkodzie – tzn mieszkanie, praca, czas, siły itd. Wiesz ja nie wiem też jak to jest, bo drugie dziecko to abstrakcja 😉

    • Misako pisze:

      Trudno mi powiedzieć. Ale koleżanka ostatnio mówiła o tym jak o oczywistej oczywistości, choć ani metrażem ani finansami nie popierała tej decyzji, a przynajmniej nie otwarcie…więc może dla niektórych to bezznaczenia

  6. Apanaczi pisze:

    To się po prostu czuje. Mam 11 miesięcznego synka i jestem w drugiej ciąży. Tez jestem analizującym umysłem, zresztą po części się tym zajmuje zawodowo, jestem psychoterapeuta. Ale w tej kwestii to naprawdę kwestia czucia :-). Co do logistyki – gdybym zastanawiała się nad wszystkim z aż tak dużym wyprzedzeniem, to pewnie wielu ważnych decyzji życiowych w ogóle bym nie podjęła. Zakładam, że jak będzie taka potrzeba, to będziemy się z mężem uczyć organizować, dostosowywać, szukać rozwiązań, żeby było jak najlepiej. Dodam, że. mieszkamy w dużym mieście naprawdę daleko od jednych i drugich dziadków. Myślę też, i już to wiem, będąc mama, że dzieci naprawdę dodają powera. Do rozwoju, szukania rozwiązań, dodają sił, żeby radzić sobie w różnych sytuacjach. Pozdrawiam 🙂

  7. Matka Debiutująca pisze:

    Maleńka, za dużo analizowania 😉 Ja mam pewnie inne podejście niż ty, bo raczej zamiast „olaboga, jak to będzie” to „jakoś to będzie”. Z góry się przyznam, na tym etapie mam ochotę trzepnąć sobie w łeb za to że dopuściłam do tego, że mam drugie dziecko, bo nie wyrabiam psychicznie na zakrętach, ale to chwilowe spowodowane w sumie jednym czynnikiem. Czy my to ogarniemy? Na pewno. Jesteśmy zdrowi, w miarę niegłupi, dzieci zdrowe. Damy radę.

    • Misako pisze:

      no niestety taka moja cecha. Teraz wiem z czym to się je i nie podejmę tej decyzji tak pochopnie 😉 nie umiem rzucić się w wir i przyjąć życia takim jakim się samoczynnie ułoży. Oczywiście się adaptuje, jak choćby z ciążą z Chibi, w życiu bym tego nie zaplanowała w ten sposób, ale jakoś to przeszłam. Jednak jak w wpisie, za dużo czynników i właśnie uważam, że nie wyrobie psychicznie na zakrętach, bo z 1 Chibi nieraz jest kosmos. 🙂 Jesteś wielka Recydywistko :*

  8. Kasia pisze:

    Cześć 🙂 Twoj blog jest jednym z najlepszych na jakie dane mi było do tej pory trafic 🙂 Naprawde, jestem Ci wdzieczny za to, ze piszesz, za to, ze prowadzisz tego bloga 🙂 Mam nadzieje, ze nie muszę się bac o to, ze niedlugo przestaniesz pisac, hmm? 🙂 Byłaby to wielka strata dla naszych polskich blogow w internecie :p pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s