Między nami dziewczynami

Całe życie mówiłam, że marzy mi się córka. Kiedy dowiedziałam się , że ją mieć będę, byłam dziwnie zaskoczona. Trochę trwało, jak wybrane przez tatę imię zaczęło mi się nierozerwalnie łączyć z istotą, która rosła w mym brzuchu. Potem nie raz adresowałam ją „per dziecko”. Nie potrafiłam jej spersonalizować. Była dla mnie po prostu – dzieckiem.

Free-Customize-2-Pieces-209USD-Tulle-Lace-Long-Tutu-Mermaid-Fashion-Family-Pink-Mother-Daughter-Wedding

Początkowo odczuwałam do niej dystans, była mi dzieckiem. Abstrakcyjnym bytem, inną istotą, która była w mym brzuchu, a teraz już nie jest. Trwało trochę zanim więź się zrodziła.

Ale teraz, z czasem, jest coraz silniejsza i coraz to pełniejsza.
Patrzę na tą mą córkę i z tygodnia na tydzień odkrywam jakim jest małym człowiekiem. Bo ona już jest, kimś. Pokazuje charakter, widać jak z prostej formy kształtuje się w pełnego człowieka.W prozaicznych czynnościach. W błahych sytuacjach. Patrzę i ją poznaje. Nieraz z zaskoczeniem (i przerażeniem) widzę w niej siebie, tą upartą i w gorącej wodzie kąpaną,  siebie, śmiejącą się i marszczącą nos. Zagryzam wargę i myślę, że karma istnieje, szkoda, tylko, że nie dana jest mi cierpliwość mej mamy.

I wraz z jej rozwojem widzę też jak wygląda i ewoluuje nasza relacja. Czują ją, to że istnieje.

Postrzegam się czasem jak obserwator i zaskoczeniem stwierdzam post fatum pewne rzeczy, których normalnie nie widzę.
Ze zdumieniem odkrywam, że wiem czego ona chcę. Wystarczy mi mały jęk, mina, sytuacja i ja po prostu wiem. Wcześniej myślałam, że to oczywiste, że widzą i wiedzą to wszyscy. Jednak teraz już wiem, że jest to efekt tej więzi, matki z córką. Czasem mam wrażenie jakby nadal była w mym brzuchu, jakbym dokładnie wiedziała , że jak zjem za mało lodów to będzie mieć leniwy poranek, a zawsze jak wypije sok pomarańczowy będzie mieć czkawkę. Ja po prostu pewne rzeczy wiem. Jakbym umiała mówić w jej języku, czasem pewne słowa są za trudne acz potrafię zawsze wyłapać sens zdania.
Z fascynacją obserwuje jak powoli z dziecka staje się małą dziewczynką. Przeraża mnie to nie raz, napawa lękiem, bo wiem jaki ciężar odpowiedzialności będzie się z tym łączyć. Jednak niezmiernie raduje kolejny miesiąc, każdy postęp, każdy objaw samodzielności, każdy objaw „jej”. I mimo wielu obaw jakoś po prostu wiem, że będzie między nami ta magiczna relacja. Tak jak wiem, że nie lubi się tulić na prawe ramię. Mimo wszystkich przeciwności, mimo wielu wątpliwości i mimo lęku, jakoś to wszystko wiem.

Jesteśmy mamą i córką. Jest to coś tak niezrozumiałego, niewytłumaczalnego i niezastąpionego. Jesteśmy jednym będąc dwojgiem. Jesteśmy różne acz takie same, jesteśmy dla siebie wyjątkowe. Łączy nas jakaś magiczna więź, jakaś niewidzialna moc…wspaniała moc.

 

 

foto. ToBeBridal

Reklamy

14 thoughts on “Między nami dziewczynami

  1. marczynskaz pisze:

    no to teraz wiesz, czemu nie chcę jedynaka 😀 Mnie tez się zawsze marzyła córka i nadal mi się marzy, więc nie mogę poprzestać na jednym chłopaku. Muszę się starać do skutku 😛 Znajomym się udało dopiero przy 5-tym dziecku 😀

  2. Magdalena Zapiski Mamy pisze:

    Pięknie to ujęłaś, miedzy dzieckiem, a rodzicem jest jakaś niewyobrażalna, niedająca się ogarnąć niczym więź i im mój syn jest starszy tym lepiej ją widzę.
    Mam syna i też marzy mi się córka, jestem ciekawa jak bardzo różni się relacja matka – córka, a matka – syn. Myślę, że na tym etapie nie bardzo, ale z czasem na pewno jest zupełnie inaczej.

    • Misako pisze:

      Pewnie czymś się różni. Ja nie wyobrażam sobie mieć syna, choć jak wspomniałaś na tym etapie to pewnie nie jest znaczące. Moja mam zawsze mówi, że syn wychodzi z domu, a córka zostaje 🙂 Ja obserwując koleżanki mam wrażenie,że te mające synków trochę bardziej na ich punkcie „świrują” ale tak pozytywnie, tak chuchają i dmuchają, a dziewczynki, może dlatego, że same nimi jesteśmy chcemy zrobić zaradne i silne 😉

    • Misako pisze:

      Cóż dla naszego dobra lepiej, aby Chibi miała jednak charakter po Starym. I oby wszelakie „obajawy” jakie podpisują były związane z sławnym buntem 2 latka. Trudny przypadek był ze mnie, na szczęście moja mama to anioł 😉 ze mną już gorzej

  3. agacia336 pisze:

    Jak zwykle pieknie to opisalas Misako! 🙂

    Ja tez nieraz z lekkim przerazeniem widze w corce sama siebie, chociaz z wygladu to caly tata. Ale z charakteru czesto wychodzi z niej maly wrazliwiec i placzek, po mamusi. Maz sie irytuje, ze ona znow ryczy bez powodu, a we mnie tli sie jakies zakurzone wspomnienie z wczesnego dziecinstwa i… rozumiem! Wiem dlaczego placze, czego jej zal. Po prostu to wspolodczuwam, choc czesto sama nie potrafie tego okreslic. Z drugiej jednak strony widze tez w corce sporo ojcowskiego uporu, ktorego brakowalo malej Agatce. 🙂

    Moj syn za to, chociaz fizycznie bardziej do mnie podobny, to dla mnie wielka tajemnica. Oprocz tego, ze jest dzieckiem niesamowicie empatycznym i przytulasnym, nie potrafie kompletnie okreslic jego charakteru. Taka mala zagadka. 🙂 Nie mniej bardzo lechce moja matczyna proznosc, ze Mlodszy jest kompletnie zapatrzony w swoja staruszke. To mama ma przytulac, karmic, pocieszac, ubierac i ukladac do snu. I chociaz czesto kompletnie nie rozumiem jego reakcji i szokuja mnie typowo chlopiece zachowania, to jednak jestesmy ze soba zwiazani tak, jak tylko matka moze byc zwiazana z dzieckiem. 🙂

    Zreszta, dla obojga moich dzieci jestem centrum wszechswiata. Od pewnego czasu tata stanowi taki mily dodatek, ale to mama jest NAJ. Nie powiem, mile to, tylko bywa cholernie meczace i czesto zdarza sie mi warknac: a moze byscie dla odmiany poprosili ojca, co? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s