Pieniądze to nie wszystko, ale bez pieniędzy to …

Nawet nie potrafię wyrazić (nie przeklinając) jak wnerwia mnie tekst:
„Pieniądze nie są najważniejsze. Nic nie zastąpi dziecku mojej miłości”.
Normalnie jak słyszę, to mi się nóż otwiera w kieszeni i mam mocne zapędy przetestować normę art. 148 § 4 KK.

0dfda646-ffc9-11e2-82b3-338937740ac4_556245252--646x363

To żart oczywiście, aby mi ktoś tu nie zarzucił formy stadialnej przestępstwa i odpowiedzialności za przygotowanie.
Ale tekst ten potrafi mnie tak wyprowadzić z równowagi, iż mam ochotę powiedzieć memu rozmówcy kilka przykrych prawd, ale dobre wychowanie mi nie pozwala.

Tekst ten jest sztampowy, mogłabym go normalnie wpisać w worda i za każdym razem jak rozpoczynam dyskusję z „niepracującą” (piszę w cudzysłowie, bo upomniano mnie, że bycie matką to też praca) matką, na temat mojej pracy, uruchamiać.

Jasne potrafię zrozumieć, że są matki, które nie znoszą rozstań z dzieckiem. Nie skreślam, wiem że są, ale tego nie rozumiem.
Ja wiem, że niektórzy nie lubią swojej pracy zawodowej i pracują tylko po to, aby od pierwszego do pierwszego jeść coś więcej niż chleb z masłem. Szczerze, współczuje. Bo ja moją pracę uwielbiam i nie wyobrażam sobie robić coś przez większość dnia i życia, bo muszę.

Ale kiedy ktoś zaczyna jechać po mnie jak po burej suce (wiedziałam, że się nie powstrzymam), bo pracuje, bo dziecko chowają mi babcie i niania, bo jestem egoistyczną zołzą, dla której pieniądze są najważniejsze. To k….strzela.

Czy może mi ktoś proszę przełożyć na język homo sapiens, WTF???
Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że ktoś po prostu kocha- nie znów skreśl- uwielbia swoją pracę. Czy to naprawdę takie niepojęte, że praca może być pasją, źródłem samorealizacji i spełnieniem?
I do jasnej cholery co to ma do czynienia z moją miłością do dziecka?

Czy będąc pracującą mamą nie mogę kochać mojego dziecka na równi z innymi niepracującymi? Bo co przepraszam? Bo nie spędzam z dzieckiem 24/7. Bo oddaje go pod opiekę ludziom którym ufam. Bo śmiem mieć swoje pasje, marzenia i ambicje wychodzące za próg domu. Bo pracuje, aby zapewnić mu dobre, dostanie życie, w którym nie będziemy musieli się martwić o to co przyniesie jutro i czy na jutro nam starcza?

I wiecie co. KASA JEST WAŻNA. MEGA WAŻNA. I nie widzę problemu, aby pieniądze mieć i kochać swoje dziecko. Nie rozumiem w jakiej pokręconej wizji macierzyństwa, niektórym się wydaje, że tylko miłość jest istota. Są też inne czynniki, które rodzic musi wziąć pod uwagę. Tak wiem, że dziecko nie musi myć zębów złotą szczoteczką do zębów, mieć drewnianej kuchni za 1000 zł, czy bluzeczki od Pola&Frank za 200zł. Ale kompletnie nie potrafię zrozumieć, skąd idea, że jeśli to dajesz (bo pracujesz) nie kochasz swojego dziecka, znaczy nie kochasz jak ta poświęcająca się dziecku matka, co nie pracuje.

Na poważnie? Proszę o przełożenie na polski. Bo idiotyzmy ciężko mi zrozumieć.

Reklamy

14 thoughts on “Pieniądze to nie wszystko, ale bez pieniędzy to …

  1. radoSHE pisze:

    Ej no, NIE z każdą „niepracującą” tak pogadasz 😉 A tak serio, to ja się mega dziwię. W normalnych okolicznościach przyrody kończy się macierzyński, wraca się do pracy. Proste jak budowa cepa. Jeszcze całkiem niedawno wracało się po pół roku, nikt już o tym nie pamięta? Nie wiem kto Ci tak „dokucza”, ale ewidentnie jest jakiś kompleks w podtekście. Weź miej na to…no sama wiesz co 😉

    • Misako pisze:

      Ja mam po prostu „szczęście” wdawać się w dyskusje z niewłaściwymi matkami 😉 jasne podobają mi się markowe ciuchy, kupuje małej dużo ubrań, ale kiedy ktos mówi, że kupuje jej miłość tym to mnie … . Chibi wisi co nosi póki to wygodne. Bardzo nie lubię negowania mojej miłości do dziecka moją pracą- temat dla mnie mega drażliwy. A przecież jak piszesz, normalne to jest.

  2. francuska_bombonierka pisze:

    Jak ja Cię rozumiem! Sorry ale pieniądze są bardzo ważne! Choćby po to, żeby móc kupować dzieciom mądre książeczki i zabierać je w edukacyjne podróże, tak właśnie, by ich horyzonty sie poszerzyły i nie mierzyły wszystkich swoja miarą. Wiadomo, każda mama jest inna i każde dziecko jest inne, nie można o tym zapominać! Trzeba sobie wypracować własny plan na szczęście. Ale trzeba też móc sobie na to pozwolić.Nie samą miłością człowiek żyje niestety.A rok macierzyńskiego to mega luksus w moim odczuciu, po roku wracałabym do pracy z pieśnią na ustach 😉

    • Misako pisze:

      Wiesz tu nawet nie chodzi „tylko” o samą kasę, a mierzenie miłości odwrotnie proporcjonalnie do jej ilości. Co mnie śmieszy, bo nagle kiedy moja córka pojawiła się w płaczku ZARA i bluzce Pola&Frank, w niektórych głowach są jakieś głupie teorię, że śpię na kasie, którą chyba z drzew zrywam. Chodziło mi tym wpisem o to, że to, iż pracuje( co uważam za najnormalniejszą rzecz na świecie) wcale nie musi oznaczać, że mniej moje dziecie kocham. No i staram się mu „rekompensować” moją nieobecność gadżetami konsumpcyjnego świata. A przecież pracuje właśnie też dlatego, aby zapewnić jej to o czym piszesz 🙂 i nie musieć nigdy tak tyrać, aby wcale nie mieć dla niej czasu 😉

  3. Agata pisze:

    Też nie rozumiem tego, że kogoś dziwi praca matki – to jest NORMALNA sprawa, że po macierzyńskim wraca się do pracy. Oczywiście są też prace, które pochłaniają człowieka tak, że praktycznie nie ma go w domu i tutaj zależy od człowieka czy mu tu odpowiada czy nie. Co do kasy – miłością się dziecka nie nakarmi 😉

  4. keepmymoments pisze:

    Ile ja bym dala by miec babcie taka i isc do pracy. zatrzasnac drzwi i powiedziec
    ‚k…a! w koncu!’
    ale sytuacje mamy jaka mamy. zyjemy poki co jak zyjemy.
    wiem, ze to chwilowe, oby tylko ta chalupe kupic
    a potem dziecie do przedszkola raz, dwa.
    moze wieczorem odbiore. a moze i nie;p

  5. Kasia pisze:

    Oj z bardzo niewłaściwymi matkami Ty się wdajesz w konwersacje 😉 Mi ostatnio pewna matka powiedziała, że „mam fajnie bo siedzę w domu, ten bezmiar czasu, nie muszę się spieszyć itd”… Myślałam, że szlag mnie trafi. Pozory- siedzi w domu, nic nie robi. A ja pracuję zdalnie, pracuję nad kilkoma projektami, ćwiczę, gotuję, sprzątam, robię wszystko to co robi mama. Bo mam jakieś ambicje. Bo wiem, że dzięki temu jestem szczęśliwsza a przy „okazji” mam pieniądze na wiele rzeczy.

  6. Dorota pisze:

    Pamietam jak trafilem na Twojego bloga, gdy było tu dosłownie tylko parę wpisów, nie pamietam czy w sieci znalazłem odnosnik, czy ktos mi po prostu wysłał link, jednak wiem, ze moja uwage przykuło to, ze masz ogromny talent do pisania. Pozniej niestety przez problemy zdrowotne nie mialem czasu go sledzic, ale teraz nadrabiam wszelkie zaleglosci 🙂

  7. Monika pisze:

    Mam wrażenie, że Ci, którzy mówia, że pieniadze to nie wszystko mają sporo kasy, i nigdy nie musieli przekoanc sie jak to jest, gdy trudno powiazac koniec z końcem. Bo oczywiście, miłośc jest ważna. Ale miłością się dziecka nie karami, w miłośc się go nie ubierze, nie da sie też w miłości mieszkać. Trzeba do tego podejśc czysto pragmatycznie.

    • Misako pisze:

      A ja mam właśnie odwrotne wrażenie, że to tekst tych co kasy nie mają i to in bardzo doskwiera i się tak tłumaczą. Ale to pewnie zależy od osoby. 🙂

  8. Artur pisze:

    Ja uważam, że pieniądze są na drugim miejscu zaraz po miłości, wszystko inne już zależy niestety od pieniędzy, nawet zdrowie i szczęście. Bzdurą jest powiedzenie, że zdrowia się nie kupi, bo leczenie kosztuje, oraz że pieniądze szczęścia nie dają, bo żeby kupić sobie coś co ci da szczęście trzeba za to zapłacić pieniędzmi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s