Missing person….

Nie będę kłamać, w ciąży pojechałam po bandzie. Jadłam co chciałam, kiedy chciałam i w konfiguracji jakiej chciałam. Przez 3 miesiące moim pożywieniem było spagetti z lodami czekoladowi. Tak, tak dobrze czytacie, nie ma przecinka, pauzy ani przerwy w karmieniu. Wcinałam je na potęgę i okraszałam posypką czekoladową. Potem przerzuciłam się na pizze. Boże jak ja MUSIAŁAM jeść pizze. Ból byłby, gdyby ona chociaż z pizzeri była , wtedy szansa na jeden zdrowy składnik istniałaby może. Nie, ja jednak MUSIAŁAM (jeśli byłaś ciężarną, wiesz o jakiej potrzebie i sensie ‚musieć’ mówię) jeść taką mrożoną, ze sklepu. Taką co normalnie byś kijem przez torebkę promieniotwórczą nie dotknął.

Czytaj dalej

To tylko dziecko

Nie jestem dobra w głoszeniu moralizatorskich acz zarazem dyplomatycznych wypowiedzi. Nie mam doświadczenia Flow Mummy, ani pięknego pióra jak Baby in house. Nie ma we mnie luzu KeepMyMoments czy Yduu. Nie potrafię się zdystansować, zawsze we wszystko włączam emocję. Dlatego nie raz trudno mi zachować neutralne stanowisko jak poruszany jest temat wspólnego spania czy konieczności i obowiązku poświęcenia dla dziecka kariery. Te tematy są dla mnie drażliwe, nie umiem stanąć z boku, nie umiem wyłączyć emocji.

Podobnie jest jak słyszę tekst „Przecież to tylko dziecko” (wypowiedziane ostatnio TU)
angry-kids
Czytaj dalej

Lepsza wersja

My matki mamy taką koszmarną cechę, jesteśmy pełne sprzeczności. Raz szczęśliwe i spełnione, aby za chwilę linczować się emocjonalnym batem, takim co sobie wsadzamy same w łapę albo co częściej, wsadza nam nasze otoczenie. Potrafimy zobaczyć skazę (swoją) na pozornie idealnym obrazie. A w treści bez podtekstu znaleźć treść. Tu ewolucyjnie wyprzedają nas bezapelacyjnie mężczyźni. Jakże to musi być łatwe i przyjemne być takim jednopłaszczyznowym i prostym, dojechać do punkt B z punktu A, nie zahaczając przy okazji o C czy D.
HNCK4523-1300x867

Czytaj dalej

Amor tollit timorem

Kiedy byłam w ciąży doświadczyłam tak paraliżującego strachu, że odcięłam od siebie wszelkie uczucia. Na każdym kroku pisali mi porażkę, nie chciałam więc jej pokochać. Nie chciałam doświadczyć tego koszmaru jakim jest utrata ukochanej osoby.
Przyjmując tą postawę obronną sama jednak zatraciłam się w tym obłędzie i oduczyłam się czuć, cieszyć i radować. Bardzo bym chciałam, aby można uczucia włączać pstryczkiem jak światło. Niestety akcja=reakcja.
Do dziś nieraz czuje echo tych 9 miesięcy, czasem „obwiniam” je za to jaką matką jestem, a jaką może bym być czasami chciała.
W głębi duszy liczę, mam nadzieję, że to minie.
W końcu amor tollit timorem*.

Y0AH700E9K

Czytaj dalej