Lepsza wersja

My matki mamy taką koszmarną cechę, jesteśmy pełne sprzeczności. Raz szczęśliwe i spełnione, aby za chwilę linczować się emocjonalnym batem, takim co sobie wsadzamy same w łapę albo co częściej, wsadza nam nasze otoczenie. Potrafimy zobaczyć skazę (swoją) na pozornie idealnym obrazie. A w treści bez podtekstu znaleźć treść. Tu ewolucyjnie wyprzedają nas bezapelacyjnie mężczyźni. Jakże to musi być łatwe i przyjemne być takim jednopłaszczyznowym i prostym, dojechać do punkt B z punktu A, nie zahaczając przy okazji o C czy D.
HNCK4523-1300x867

Babcia vs mama.

Instytucja niezastąpiona, nieoceniona i olbrzymie niebezpieczna.

Kiedy wracałam do pracy miałam oto taką wizję. Wychodząc do pracy moje dziecko macha mi radośnie i obdarza słodkim uśmiechem, po czym niczym nie wzruszone obraca się w stronę babci i pozwala się porwać rytuałom dnia. Kiedy powracam ono przybiega, a raczej rzecz powinna przyraczkowuje( bo w okresie powrotu do pracy o krokach nie było jeszcze mowy)  do mnie z prędkościom światła i z jednym słowem na ustach”mama”, wtula się we mnie i wlewa ogrom miłości w uścisk, pokazując mi jakże beznadziejnym dniem jest dzień bez maminego całuska i tulaska.

Rzeczywistość, hmm jest z goła inna. MartynaG, też może wam co nie co o tym opowiedzieć.

Tak naprawdę przed powrotem do pracy, bałam się tylko jednego, że moje dziecko pokocha kogoś jak kocha mnie, że ‚mama’ to będzie ktoś inny, że mimo, że ten powrót był też dla niej odbije się czkawką i będzie mi ciosem emocjonalnym dla mnie.

Pożegnania to loteria. Sądzę, że mam większą szansę trafić 4 w Totka niż przewidzieć jak akurat zachowa się moja córka. Raz bez najmniejszego zająknięcia robi mi ‚papa’ i jest jak w mojej wizji, uśmiecha się i mogę śmiało zadeklarować „Mama idzie do pracy, wróci jak zjesz deserek”. Inny poranek, niby taki sami, niby nic się nie zmieniło, to samo śniadanie, ten sam rytuał, a pożegnanie….Pożegnanie to przeplatanka ryku i wrzasku, która kończy się na wyjmowaniu siłą wczepionej we mnie małpiatki. Nieprzyjemna sprawa.
Ale tak naprawdę dobijające są powroty. Liczyłam tu naprawdę na jakąś piękną pieśń z happy endem.A w najlepszych rozwiązaniach moje dzieci odnotowuje moją obecność, uśmiechnie się i już go nie ma. W tych lekko gorszych pyta czy to „tata”, a w tych dobijających odmawia mi nawet uścisku i nie chce opuścić ramion babci.
I choć wiem, że to nie konkurs, że nie ma tu lepszych i lepsiejszych. Nie chodzi tu kogo dziecko kocha bardziej, kogo woli i kto jest lepszym opiekunem. Wiem, że liczy się całokształt, pełen obraz i efekt jaki ma przynieść na przyszłość. Ale gdzieś tam w próżności matczynego ego, liczyłam, że mama to MAMA.
Babcie to jakiś taki gatunek, na które te małe gnomki reagują jak Chammi na kawę, trzęsą się i telepią z podniecenia, aż trudno je utrzymać. Babcia pozwala na więcej, babcia chętniej bierze na ręce i babcie łatwiej rozmiękczyć łzami. No, a mama? No wiadomo. Mama wtedy ma ochotę puknąć z zazdrości nogą, puścić focha i co najmniej nakrzyczeć na kogoś, choć nie wiadomo dokładnie na kogo. Czy na babcie, która tylko drogę uściela cierniami, czy na dziecko, które jest po prostu szczere i wybiera najprostszy nur, jak to dziecko, czy na samą siebie, że znów się przesadza.

Na szczęście matki od czasu do czasu idą po coś, co by się im częściej przydało.
Rozum.

Minęło trochę czasu zanim zaczęłam czerpać z tych kilku dodatkowych minut po powrocie, kiedy moje dziecię nie chcę rozstać się z babcią. Wciągam jakiś posiłek, wypijam ciepłą herbatkę czy przebieram się w legginsy i ogarniam to czego ogarnąć z dzieckiem u boku się nie da. A rano nauczyłam się żelaznej zasady. Im krócej tym lepiej,a jak już zacznie się pożegnanie nie można jego przeciągać i przerywać. Krótko zwięźle i na temat.

Czasem czuje ukłucie zazdrości czy złości, ale wiecie co, kiedy przychodzi co do czego, kiedy coś zaboli, czegoś się przestraszy, coś jest nie znane, to są tylko jedne ramiona, w których chce się znaleźć dziecko i to się nigdy chyba nie zmieni.

Bo prawda stara jak świat mówi prawdę 😉 mama jest tylko jedna.

Reklamy

16 thoughts on “Lepsza wersja

  1. mandarynkizmlekiem pisze:

    Ja póki co z moimi berbeciami w domu będę. Na szczęście sytuacja mi na to pozwala.
    Ale i tu czasem takie uczucia, o jakich pisałaś, mi towarzyszą:D Skoro siedzę z młodą cały dzień, jestem „spowszedniała”. Cieszy się, jak widzi sąsiadkę czy listonosza, gdy wraca tata, ona dostaje dzikiej radości, a ja – no to ja, przecież ciągle jestem:D

  2. Matka Debiutująca pisze:

    Trochę cię rozumiem, choć u nas inna sprawa. Ja mam tak, jak wypuszczam małą w świat. Dwa razy była sama na tydzień u babci. teraz z tatuśkiem razem pojechali na weekend. I ja matka zatęskniona pytam się starszych czy mała coś marudziła, chciała do mamy, tęskniła. I zawsze odpowiedź: ej, no co ty, Szalała za babcią. No to matce włącza się opcją smęty, ze matka jej niepotrzebna, ble, ble, ble… A potem po namyśle sobie myślę. A kij ci w oko smęcie. Dobrze że nie marudzi, nie robi Rejtana jak mnie nie ma. Tyle mojej wolności. Koniec końców prędzej czy później przylezie i powie, mama ja chcę z tobą dzisiaj spać. I zaczyna mi to wystarczać.

    • Misako pisze:

      hehe no właśnie. Zamiast się cieszyć z wolności, z tego że dziecko może bez nas, my w jęczymy 🙂 ale taki trening jest wg mnie dobry, bo kiedyś przyjdzie ten dzień, kiedy naprawdę wylecą z gniazda.

  3. Agata pisze:

    U nas najczęściej syn wczepia się w tą osobę, która wróciła, czyli czy ja czy tata – będziemy okupowani po powrocie na bank. Jak dziadek przyjdzie czy babcia to jest to samo. Z racji tego, że czasem pracuję w domu na piętrze, a młody urzęduje na dole z nianią, to słyszę jak przebąkuje ‚mama’, ale wtedy niania go zagaduje i koniec tematu. Z pożegnaniami u nas jest dokładnie tak samo 🙂

  4. . MartynaG.pl pisze:

    To prawda… pożegnania to loteria – nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak zachowywać się będzie nasze dziecko. Muszę przyznać, że wizję mam taką jak Ty… i już teraz wiem, że sytuacja będzie zapewne podobna do Twojej 🙂

    PS: koniecznie musiałam opublikować ten post u siebie 🙂

  5. kilkuetatowamama pisze:

    Przezylam to dwa razy.. Mnie bylo bardzo trudno wrocic do pracy, strasznie tesknilam. Przez 2 tygodnie codziennie kupowalam Totka, no ale sie nie udalo. Moje Dzieci tez zostaly z Babcia i to uczucie zazdrosci jest mi dobrze znane, nadal nieraz tak mam.

  6. Joanna pisze:

    Ja mam wrażenie, że to nie tylko mamy są pełne sprzeczności, a w ogóle wszystkie kobiety, które są bardzo zapracowane, zajęte, muszą się troszczyć o innych. Czyli w sumie opiekunki. Targają nami różne uczucia – i przechodzimy przy tym ze skrajności w skrajność. Ale to też przecież hormony nam szaleją nie jeden raz. Ciężko bym odpowiedzialną kobietą… Ale warto.

  7. Monika z MamaInspiruje.pl pisze:

    Dla mnie najbardziej bolesna była świadomość, że spędzam dziennie 2 godziny w korkach do i z pracy podczas gdy maleństwo siedzi w żłobku 😦 Wypłakałam chyba trylony łez z tej korkowej bezsilności. Teraz kolejna wizja powrotu do pracy mocno przeraża 😦

  8. mamuskamartuska.blogspot.com pisze:

    No to ja Ci coś opowiem. Był taki czas2-3 miesiące, kiedy mój syn musiał zostawać u teściowej, bo jeszcze nie rozpoczęło się przedszkole, a my oboje z mężem mieliśmy natłok pracy. Babcia stała się jego bezwzględnie idolką. Moją jest natomiast bardzo niebardzo:-) Wracamy kiedyś wieczorem z zakupów a syn wysiada z auta i mówi, że nie chce do domu, tylko do babci… No to tłumaczę, że teraz nie czas, że jutro pojedzie itd. A on dalej swoje. Mnie skręca. W końcu wściekła mówię – no to idź, jak chcesz. Syn zdziwiony. Pokazałam palcem, w którą stronę ma iść. Trzylatek popatrzył w ciemność i zwątpił. Bródka mu się zatrzęsła i powiedział, że już nie chce. Wyobrażasz sobie do czego doprowadziła mnie zazdrość? Zachowałam się jak straszna, okrutna jędza, bo właśnie zapomniałam o tym, co najważniejsze…

    • Misako pisze:

      Oj nie dziwię się. Moja przy babci się nawet nie tuli do mnie. Ostatnio zrobiłam jej scenę i zaczęłam tulić 3 letnią chrześnicę i mówić, „zobacz Chibi jak Dusia kocha mamę” Jaki był foch i tulenie w babcię a we mnie mega ZAZDROSĆ. Więc doskonale cię rozumiem 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s