To tylko dziecko

Nie jestem dobra w głoszeniu moralizatorskich acz zarazem dyplomatycznych wypowiedzi. Nie mam doświadczenia Flow Mummy, ani pięknego pióra jak Baby in house. Nie ma we mnie luzu KeepMyMoments czy Yduu. Nie potrafię się zdystansować, zawsze we wszystko włączam emocję. Dlatego nie raz trudno mi zachować neutralne stanowisko jak poruszany jest temat wspólnego spania czy konieczności i obowiązku poświęcenia dla dziecka kariery. Te tematy są dla mnie drażliwe, nie umiem stanąć z boku, nie umiem wyłączyć emocji.

Podobnie jest jak słyszę tekst „Przecież to tylko dziecko” (wypowiedziane ostatnio TU)
angry-kids
Naprawdę nie znoszę tłumaczenia zachowań dzieci, faktem, że są dziećmi.
Oczywiście nie można od 2 latka wymagać zrozumienia dlaczego nie wolno skakać z okna, a od 4 latka, że włożenie ręki pod żelazko grozi oparzeniem. Rozumiem, że pewne informację mimo, że odbierane to są niezrozumiane do końca przez dzieci. To jest dla mnie jasne, jak słońce.
Jednak dla mnie zachowanie dzieci w dużej mierze jest wypadkową zachowania i wychowania rodziców. Mierzi mnie kiedy na jakieś złe zachowanie dziecka rodzic mówi „To tylko dziecko…ono nie wie/nie rozumie…”. I tyle w zakresie reakcji rodzica.
Dziecko trzeba uczyć, na każdym kroku, każdego dnia, w każdych okolicznościach. Za każdym razem trzeba mówić, że czegoś robić nie można. Są pewne normy społeczne, których trzeba nauczyć dziecko. No chyba, że wg kogoś zrobienie kupy na środku salonu nie jest dziwne, bo „to tylko dziecko i ono nie wie, że tak się nie robi”.

Na poważnie? Brak reakcji, bo to jest dziecko i tak nie pojmie? NA POWAŻNIE????

Reklamy

15 thoughts on “To tylko dziecko

  1. kilkuetatowamama pisze:

    Nie no, trzeba reagowac, na bank! Wtedy tylko i tyko wtedy Dziecko nauczy sie czy jest to cos wlasciwego czy nie. Pojecie co wolno a czego nie wolno zajmuje jednym Dzieciom krotsza chwile, innym dluzsza. Ale na pewno trzeba przegadac temat a nie zwalac to na wymowke ‚to tylko Dziecko’, poza tym jest to troche krzywdzace dla Dzieci..

  2. calareszta.pl pisze:

    Zgadzam się z tym co napisałaś. Musimy dzieci edukować, czasami myślę, że są dni kiedy muszę 100 x wyglaszać różne mądrości. Męczą mnie jednak rodzice, którzy strofują dzieci, które na przykład śpiewają w parku, czy „brudzą” się w piaskownicy. Dziecko, jak każdy, musi mieć też trochę swobody, na jaką rodzic powinien się zgadzać, w formie jaka mu odpowiada i jest bezpieczna dla dziecka. Niektórzy mylą wychowanie z tresurą. Nie pozwalają dzieciom bawić się zabawkami, ubierają w tiule do parku i chcą, żeby dziecko chodziło jak szwajcarski zegarek.

    • Misako pisze:

      tzw „cadre” też jestem jego zwolenniczką. Przyznam się, że jak mówiłaś o tym śpiewaniu to lekko się zawahałam, bo ostatnio ciągle zwracam uwagę córce na klatce, bo drze się jak opętana, bo jest echo. Ale nie, potem stwierdziłam, że to trochę co innego. Z tym brudzeniem, jak masz bluzkę za 200 zł, spódniczkę za 300 to też bym kręciła nosem jeśli Chibi by mi w to wcierała ziemie. Serce by mi pękło. 😛 dlatego takie OOTD wykorzystujemy na wizyty i „chwalenie” się dzieckiem…choć nie ukrywam, widząc nie raz takie cudne baletnice mówię „awwww sweet” 🙂

      • calareszta.pl pisze:

        Jasne, ja też lubię moje panny ładnie ubrać, ale nie jak idziemy do piaskownicy. A na klatce wiadomo – też trzeba zachowywać się cywilizowanie. Chodziło mi bardziej o strofowanie dziecka na przykład na placu zabaw. Nie ubrudź się, nie biegaj, nie szalej, nie nie nie.

  3. Agata pisze:

    Serio? Chodzi o tę sytuację z postawieniem dziecka do kąta? No niestety dziecko czasem może zrobić coś nie po naszej myśli, mimo że wie, że tak ‚nie wolno’ albo że tak się „nie robi”. Co nie znaczy, że na co dzień jest nieznośnym dzieckiem.

    • Misako pisze:

      nie, nie o tą sytuację, tylko tam ktoś skwitował, że przecież to tylko dziecko. I tyle. Tamta sprawa przerasta moje rodzicielskie doświadczenie i wolę się w niej nie wypowiadać. Bardziej chodziło o tłumaczenie dziecka i braku naszej reakcji, tym że dziecko, jest TYLKO dzieckiem. Więc pewne normy go nie obowiązują (i nie widać potrzeby, aby ich uczyć)

  4. Kasia Prowincjonalna pisze:

    Te kilka godzin w kącie, bo o tej sytuacji mówisz, prawda, to była totalna przesada. Między Bogiem a prawda nie wydaje mi się realne by jakikolwiek 4 latek przestał w kącie 5 godzin. Wracając do sprawy, mówienie dziecku: „przepros”, bo tak, ponieważ tak wypada nie jest wychowaniem tylko rozkazem. Nie cierpię gdy w szkole na lekcji uczeń źle się zachowuje, przeszkadza itp, po rozmowie z wychowawca czy pedagogiem przychodzi i mówi „przepraszam” Ale takie z dupy, wymuszone, ponieważ został przyprawy do muru i kazano mu przeprosić. Jeśli sam tego nie zrozumie to takie przeprosiny można wspadzis sobie w d… Z drugiej strony kilka godzin w kącie nie nauczy tego dzieciaka by brał odpowiedzialność za swoje zachowanie i by szczerze żałował i nauczył się przepraszać.

    • Misako pisze:

      Wpis ZUPEŁNIE nie dotyczy tej sprawy,jak już pisałam nie czuje się upoważniona, ani doświadczona na tyle, aby móc się wypowiadać. Jeszcze nie weszłam na poziom karnego żółwika czy kątów. Wpis się wziął z jednego komentarza, który skwitował, że od dziecka nie można wymagać, bo TO TYLKO DZIECKO. Ja doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nawet jak nawet każemy dziecku przeprosić to może to tylko powiedzieć (lub nie) i dla niego to nic nie znaczy. Ale za 50 razem zrozumie, co to znaczy i po co to się mówi. Wg mnie tak właśnie się powinno chować. Moja córka drze się na klatce i choć wiem, że teraz jak jej mówię, że nie można krzyczeć, bo np. śpi gdzieś dzidzia to ona jedyne z tego co rozumiem, to dzidzia, ale liczę, że kiedyś zrozumie, że nie można krzyczeć na klatce i będzie wiedzieć dlaczego, a nie tłumaczę tego „jest dzieckiem więc jej nie wyjaśnię, że nie można się drzeć na klatce”.

  5. Kasia Prowincjonalna pisze:

    Ps. A tłumaczenie dziecka wiekiem wejdzie mu w krew, bo jest mały, bo zmęczony, bo smutny. I zawsze mam wrażenie ze nie chodzi tu o dziecko tylko usprawiedliwienie się rodziców, którym jest wstyd za pociechę. Ale może ja się nie znam 😉

    • Misako pisze:

      wiesz tu nawet nie chodzi o „usprawiedliwianie” przez rodziców. Tylko o uczenie dziecka jakiś norm. Jasne jest mi głupio, jak sąsiadka mówi, że moja drąca się Chibi obudziła jej dziecko (wiem jakie to uczucie bo w noworodkowym też miałam takie „przyjemności”. Przepraszam i jak ta zepsuta płyta, za każdym razem mówię jak wychodzimy „Chibi nie można krzyczeć na klatce…” 😉 Ja nigdy nie powiedziałam, „przepraszam ona jest dzieckiem i nie rozumie”. – znaczy przepraszałam nie raz 😛 ale nigdy nie zasłaniałam się dzieckiem ;P

  6. Aga z makeonewish.pl pisze:

    zgadzam się. normy i granice trzeba dziecku określić od początku. musi wiedzieć co mu można a co nie. i tyle. ja tez mam kolezankę której 3 letni synek rzucał specjalnie resorakami w nasza szybę od kominka a jej reakcja to była: no michałku ( z uśmiechem). SZOK

  7. Adam pisze:

    Heej 🙂 Sledze Twojego bloga od dluzszego już czasu i pragnę Ci powiedziec, ze posiadasz naprawdę wielki talent do pisania 🙂 Dawno tak dobrze się nie bawiłem czytajac czyjs tekst, a uwierz, cos dobrego do czytania to dla mnie forma naprawdę swietnej rozrywki. To naprawdę wazne, ponieważ dzielisz się swoim ogromnym talentem do pisania z innymi, dzieki czemu na przykład ja mogę Cię czytac 🙂 Mam nadzieje, ze dane mi to będzie jeszcze przez dlugi czas 😉

  8. MaMorki pisze:

    Oj trzeba dzieci uczyć, na każdym kroku jak piszesz. Mi się przytrafiła raz sytuacja, która idealnie opisuje problem. Byłam z młodą na seansie Multibabykino – na filmie „Bogowie”. Jak normalnie raczej było pustawo, tak tutaj tłumy. Z moją wtedy ja wiem 9 miesięczną raczkującą córą poszłam więc pod ekran by ona mogła sobie pełzać w okolicy a ja ogladać film. I tam właśnie bawiło się dwóch chłopców – na oko maks dwa lata. Jako, że było tłoczno, musiałam obserwować gdzie ten mój maluch się wybrał, ale własnie widziałam i słyszałam, jak mama do jednego chłopca mówiła jak się bawił – uważaj, tutaj jest maluszek, możesz zrobić mu krzywdę itd natomiast matka drugiego nawet nie ruszyła głową, nie mrugnęła, nic dosłownie gdy jej synek wywijał plastikowymi pałąkami dokoła siebie nie zważając na inne dzieci. Byłam zbulwesrowana…. niestety za mało by zwrócić jej uwagę, no i jestem zła za to na samą siebie…. ech

  9. Monika pisze:

    Według mnie dziecko powinno od najmłodszych lat już wiedzieć, ze są zawsze jakieś granice. Nie można dziecku pozwalać wejść na głowę sobie i innym. Oczywiście, że trzeba to robić z głową bo nie można wymagać od bardzo małego dziecka tego samego co od starszego, więc rodzice też powinni mieć olej w głowie i dostosować to do wieku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s