Jedno poszkodowane

Miałam dawno temu koleżankę Asię. Asia była jedynakiem, co zawsze było dla mnie dziwne. Pamiętam, jak jako dziecko nie mogłam zrozumieć czemu nie ma rodzeństwa. Zdawało mi się, że to jest takie…naturalne.
Potem sama stanęłam po drugiej stronie barykady i zrozumiałam punkt widzenia rodziców Asi.

Ostatnio u pięknej Żudit przeczytałam post o mocy rodzeństwa. Pod postem jedna z czytelniczek nazwała się „poszkodowaną jedynaczką”. I zaczęłam zastanawiać się czemu jedynacy tak się postrzegają?
Oczywistym jest, że nie mają niektórych doświadczeń (jak np.zamykanie zimą na balkonie przez starszego brata. 🙂 ). Jednak, aby od razu mówić o poszkodowaniu?

Teraz kiedy stoję po drugiej stronie na sprawę patrzę zupełnie inaczej. Choć słyszę argumenty zwolenników mnogiej liczby dzieci. To jednak nie docierają one do mnie. Dziecko to nie zabawka. Nie można go zrobić dla kogoś. Nie może one być gwarantem czegokolwiek (opieki, towarzystwa, stabilności)ani dla nas ani dla kogokolwiek. Nie możemy na starcie przypisywać jego życiu jakiegoś konkretnego celu.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jestem głucha na te argumenty, bo po prostu tego nie czuje. Nie ma we mnie potrzeby posiadania większej liczby dzieci. Naprawdę, w macierzyństwie z Chibi realizuje się maksymalnie, każdą komórką ciała, nie ma we mnie kapki żalu czy tęsknoty do czegokolwiek. A raczej jest radość na nadchodzące. Trudno mi jest zrozumieć, jak ktoś mówi „zawsze wiedzieliśmy, że chcemy więcej dzieci, to jest oczywiste”. Jasne ja też kiedyś chciałam, podobnie jak mieć konika. Ale potem zostałam mamą i ta potrzeba całkowicie wygasła. Naprawdę nie wiem o jakim uczuciu, które prowadzi do kolejnego dziecka, mowa.
Argumenty, które słyszę nie mają dla mnie sensu. Jedynym, przy którym mogę się zatrzymać i przeanalizować, jest argument uderzający we mnie – egoizm.
Chcę wyjechać dwa razy do roku do ciepłych krajów, zimą na narty, pokazać mojemu dziecku świat, chcę usiąść z nią pod sakurą i pokazać smak prawdziwego sushi. Chcę stanąć z nią nad wodospadem Niagara, robić selfie w Hollywood i biegać po szklanej podłodze nad turkusowym morzem na Bora Bora, wypatrując delfinów. Chcę zabierać małą na weekendy do Barcelony czy Paryża, wyskoczyć do muzeum M&M’s, jeździć na nartach w Dolomitach i korzystać z życia jednocześnie realizując się jako rodzic. A nie żyć od pierwszego do pierwszego tylko po to, aby dziecko miało rodzeństwo.Taki styl życia mi odpowiada. Czy to egoizm? Jeśli tak, to nie chcę więcej dzieci z czystego egoizmu.

Jestem kontent w tej decyzji. Ale mimo wszystko pytam was…czemu to życie jest gorsze? Czemu moje dziecko ma mieć gorsze życie, z powodu decyzji o jego jedynactwie – wyjaśnicie mi proszę? Co będzie w nim gorsze?

Advertisements

23 thoughts on “Jedno poszkodowane

  1. marczynskaz pisze:

    Nie wiem czy można powiedzieć od razu, że GORSZE. Nie o jakość życia tu chodzi, bo moja pewnie była milion razy lepsza od wielu dzieci choćby tych wielodzietnych. Brak rodzeństwa rekompensowało mi posiadanie dużej liczby rodzeństwa i mimo, że wiem, że były pewne powody, dla których rodzeństwa nie mam, to żal mi i szkoda, bo marzyłam o nim od dzieciństwa. Raz była szansa, gdy miałam 11 lat i skakałam ze szczęscia – niestety mama poroniła. Miałam dużą potrzebę posiadania rodzenstwa, by móc się z nim bawić, by mieć tych samych rodziców (móc ich z kimś dzielić), by móc się nim opiekować, kłócić, nie nudzić itd itp. Taka odwieczna tęsknota. Poza tym w większości dzieci mając rodzeństwo zwłaszcza w zbliżonym wieku potrafią się fajnie sobą zajmować i nie jojczą pod nosem matce by się nimi non stop zajmowała. Są pewnie jednostki, które nigdy takich potrzeb nie miały i jako jedynakom było im dobrze – ja uważam, że bycie jedynakiem jest nudne. Z całym szacunkiem dla moich kochanych rodziców, ale nie lubiłam jeździć z nimi sama na wakacje. Znacznie abrdziej lubiłam gdy zapewniali mi kompana w postaci kuzynki, czy kuzynów, których brali z nami. A potem ja wyjezdzalam z ich rodzicami. Oni z resztą chyba sami wiedzieli, że tak jest lepiej i dla mnie i dla nich (bo nie jojczę i nie jestem marudna wiecznie). No to mam nadzieje, ze rozjaśniłam jak wyglądać to może od strony jedynaka 😉

    • marczynskaz pisze:

      Boże, co ja piszę!!! „Brak rodzeństwa rekompensowało mi posiadanie dużej liczby rodzeństwa” lol!!!! Chodziło o kuzynostwo!!!! 😀

    • Misako pisze:

      Słyszę i rozumiem. Tylko teraz z perspektywy matki , twojego życia( abstrahując od tego że musisz jeszcze dorobić się córy 😉 )to zrobiłaś byś dziecko mimo tego, że nie chcesz? Tylko dlatego, że byłaś jedynakiem? Oddałabyś te kilka lat z swojego życia? Tą” jakoś” życia? Nie chce mówić tu o „żalu” bo oczywiście dziecko nie marnuje naszego życia. Ale my z Chibi z każdym jej miesiącem rozkwitami, odżywamy z tej stagnacji. Nie chciałabym „zmarnować „kolejnych 2 lat z mojego życia. Z radoscia zamknęlam okres niemowlęctwa. Nie chciałbym znów tego przechodzić…Mam w tym wszystkim nadzieję, że jakoś tak nam się wszystko ułoży, że w Chibi nie będzie potrzeby rodzenstwa, bo naprawdę nie chciałabym go robić dla niej. Na szczęscie mamy kuzynki 2 za płotem o rok starszą i rok młodszą 😉 więc jest nadzieja (dla mojego egoizmu)

  2. Matka Debiutująca pisze:

    Wiesz, tak czytam co piszesz i jedno mnie zastanawia. Dlaczego od razu zakładasz,że posiadanie dzieci więcej niż sztuk raz będzie się wiązać z drastycznym obniżeniem materialnej jakości życia (bo chyba o tym głównie pisałaś?
    Ja na wieść o tym, że będzie panna Anna miałam jedną reakcję: „kuźwa, nie!” Chwilę mi zajęło jakieś pogodzenie się z tym. Fakt, odliczam czas do zakończenia niemowlęctwa 😉 ale jeszcze na tym etapie nie widzę mocnego pogorszenia finansów. Bo o czasie i śnie o nie wspomnę 😉
    Broń boże nie nakłaniam, nie potępiam, nie zachęcam. Egoizm matczyny również popieram.Tak się tylko dzielę 😉
    A robienie dzieci, by starszak nie był jedynakiem – w sumie to zależy. Bo ja nie kryję, ze zawsze chciałam by Lulka miała rodzeństwo, może dlatego ze ja mam fajną siostrę 😉

    • Misako pisze:

      Ten materialny aspekt to w odniesieniu do okresu przerwy zawodowej, który jednoczesnie obniży z automatu nasze przychody 😉 ale nie byłoby to tak, że tylko o chlebie i rosole byśmy żyli 😉 może wynika to z etapu rozkwitania zawodowego? I nawet tymi wyjazdami to nie koniecznie do kasy się odnosiłam a raczej do rozwoju i dorastania dziecka do takich podróży. Bo to, że mam zakupohilzm to zupełnie inna sprawa 😉 Mamy to szczęście, że akurat kasa nie jest argumenten przeciwko większej ilości dzieci, ani matraż…tylko wszystko inne hehe

  3. radoSHE pisze:

    Jak słyszę argumenty, że to drugie dziecko dla pierwszego się robi, to słabość człowieka ogarnia. Albo, że tak trzeba, bo dwójka to taka akuratna liczba. Albo, że dzieci muszą być, żeby rodzicom starość ułatwić. Jakby cokolwiek w życiu można było zaplanować. Totalny brak wyobraźni. W życiu bym nie powiedziała, że jedynacy mogą „mieć gorzej”. Byłam jedynaczką przez 7 lat i wspominam ten okres cudowanie:) Długo musiałam dotrzeć się z faktem, że w domu pojawił się ktoś jeszcze, kto wymaga uwagi. Całe moje dzieciństwo to takie małe walki z siostrą i naprawdę całym sercem zazdrościłam przyjaciółce jedynaczce, która nie musiała ciągać wszędzie takiego ogona 😉 Ale….wiadomo. Obecnie nie wyobrażam sobie bez niej życia. Pomagamy sobie jak możemy, nadajemy na rodziców jak trzeba, mamy swoje sprawy i fakt jest to więź silna, nierozerwalna, i jedyna taka, ale sama to wiesz. Drugie dziecko? Bez kalkulacji, nawet by mi do głowy nie przyszło wyjechać z argumentem, że pierwsze dziecko musi mieć towarzysza, bo rodziców kiedyś zabraknie. Jeśli pojawi się kiedyś takie ogromne pragnienie posiadania dziecka i obdarzenia go miłością, jak przy Matyldzie, to wtedy rozpatrzę ten wniosek 😉 Ale przyznam Ci całkowitą rację, im bardziej odchodzi się od niemowlęctwa, im bardziej te nasze dzieci się rozwijają, im więcej można z nimi rzeczy robić..no to tym trudniej o takie decyzje 🙂 Ale pożyjemy zobaczymy. Pozdrawiam!

  4. Tedi pisze:

    Powiem ci, że u nas też jest prawdopodobieństwo, że młody będzie bez rodzeństwa. Zwyczajnie na razie nie umiem się zdecydować, bo niby chciałabym, ale dobrze mi się tak żyje jak jest. Stać mnie na opiekunkę do dziecka, na prywatne przedszkole, a jakby było drugie to już by był kłopot. Z resztą postanowiliśmy z mężem, że jeśli będzie drugie to tak żeby nie było większej różnicy wieku niż 3-4 lata. Pożyjemy zobaczymy ;-). Sama mam siostrę 7 lat starszą i w cale nie uważam, żeby to było jakieś super. Inaczej jest, jak dzieci są w podobnym wieku, a inaczej, gdy różnica jest spora.

    • DominikaS pisze:

      a to też nie ma zasady. Między mną a siostrą jest 7lat różnicy, a jesteśmy ze sobą baaardzo blisko. Zawsze chciałam mieć rodzeństwo, moja Mama do dziś się śmieje że Kinga to moja sprawka (bo upierałam się że MUSI być siostra, bo brata to tylko starszego warto mieć).
      Ale uważam, że decydowanie się na kolejne dziecko dla pierwszego jest… totalnym bezsensem.

  5. calareszta.pl pisze:

    Jestem jedynaczką i od dziecka wiedziałam, że chcę więcej dzieci. Mam trojaczki. Jako jedynaczka czułam się zawsze samotna, a jako dorosła kobieta czuję się często przygnieciona ciężarem odpowiedzialności za rodziców. Jak będą starsi, zostanę z tym sama. To tylko przykład. Dotkliwie przeżyłam rozwód rodziców. Nie ze względu na sam fakt, który według mnie powinien nastąpić lata świetlne wcześniej. Ze względu na to, jak bardzo obarczyli mnie swoimi problemami. Gdybym miała rodzeństwo może jakoś by się to podzieliło. To tylko taka myśl. Natomiast zgadzam się z Tobą – nie powinno być ciśnienia. Lepiej jedno wychować porządnie niż ze względu na błędne pobudki mieć więcej. Moja mama chciała jedno właśnie dlatego że chciała dać mi wszystko, a bała się że kolejne dziecko znacznie obniży standard życia. Wydaje mi się, że dla każdego jest to indywidualna decyzja.

  6. Aga z makeonewish.pl pisze:

    Ja zawsze chciałam mieć dwójkę dzieci. Tak po prostu 🙂 bez jakiegos analizowania i filozofowania. Po prostu chcieliśmy mieć więcej dzieci od kiedy pamiętam. I ja i mój mąż mamy rodzeństwo i zawsze gdy rozmawialismy o rodzinie od razu wiedzielismy ze nie jedno a dwa. Ale to nasza decyzja. Nie uwazam ze lepsza czy gorsza od decyzji innych ludzi. Po prostu jest nasza 🙂 Sama znam 2 dziewczyny jedynaczki i jedna uwaza ze to super i nie chciałaby rodzeństwa a druga uwaza ze wiele straciła i ma zal do rodziców ze nie ma rodzeństwa. Ile ludzi tyle bedzie historii 🙂
    A odnoszac sie do Twojego tekstu:

    1) nie uwazam że jesli ktos decyduje się na jedno dziecko i czyni je jedynakiem jest to GORSZE lub LEPSZE. Wszystko ma swoje wady i zalety. Wg mnie kazdy musi decydowac tak jak czuje, by zyc tak by sie nie męczyc i byc szczesliwym

    2) bora bora, nowy york, dolomity i inne nie były w naszym zasiegu nawet bez Mai, z Mają również, więc myślę, że drugie dziecko tez nie bedzie miało na to wpływu

    obecnie spodziewamy sie drugiego dziecka i w ogole nie mysle o Nim/Niej jako zabawce dla pierwszej córki 🙂 mam nadzieje ze 2+2 w naszym przypadku to bedzie to 🙂 A Wam zycze zebyscie zostali w 2+1 skoro to dla Was pełnia szczescia, nie dajcie sobie wmówić, że to coś gorszego. To Wy macie być szczesliwi

  7. Bronisław pisze:

    Gorsze życie jedynaka nie jest na pewno, powiedziałbym nawet, że jest lepsze jeśli chodzi o stronę materialną itd – niewątpliwie nakłady czasowe i finansowe poświęcamy na jedną osobę. Moja córka jest też jedynakiem, staramy się jej zapewnić to czego jej potrzeba, ale często widzę, że mając te same zabawki, jeżdżąc na te same wycieczki i mając brata/siostrę – byłaby o wiele bardziej szczęśliwa…

  8. ania pisze:

    Mnie zastanawia inna strona tego zagadnienia – cały czas piszesz, że Ty nie chcesz drugiego dziecka, że nie wyobrażasz sobie rodzeństwa dla Chibi, jednak nie piszesz nic co na ten temat uważa Twój mąż. Czy on również jest zadowolony z jedynaczki i chciałby na tym poprzestać? Może się mylę, ale wydawało mi się, że posiadanie dziecka jest wspólną decyzją

    • Misako pisze:

      Starego nie mieszam w bloga, ale on też nie chce. Decyzja oczywiście wspólna o dziecku jest, choć on po naszych komplikacjach powiedział, że powinna być w 70 % moja bo to moje życie oszalało na 2 lata. 😉 teraz jednak równie kategorycznie jest za naszym 1 zajebistym :)))

  9. Marek pisze:

    No cóż, ja jestem jedynakiem i wcale nie czuję się poszkodowanych. To prędzej w przypadku, gdy dzieci jest więcej któreś z nich może być poszkodowane, na przykład może nie mieć własnego pokoju, komputera, nosić wiecznie ubrania po starszym bracie, musieć znosić to, ze młodsze dziecko jest tym, które zajmuje więcej uwagi rodziców. Bycie jedynakiem to jest naprawdę coś fajnego, korzysta się wtedy zupełnie w stu procentach z uroków bycia dzieckiem swoich rodziców.

  10. agacia336 pisze:

    Mysle, ze utrafilas w sedno piszac, ze „tego nie czujesz”. 😉 Aby zdecydowac sie na kolejne dziecko, trzeba po prostu miec takie pragnienie (oczywiscie biorac pod uwage zdanie partnera, aspekty ekonomiczne, itd.). Ty go nie masz i nie masz sie z czego tlumaczyc. 🙂

    Dla mnie nie bylo nawet dyskusji. Od poczatku wiedzielismy, ze chcemy conajmniej dwojke. Moze to zalezy od tego jaka wiez mialo sie z wlasnym rodzenstwem? Moja siostra jest moja najlepsza przyjaciolka. Dzieli nas 6 lat, ale mamy podobne osobowosci, wiec zawsze sie dogadywalysmy. Nie to jest jednak najwazniejsze. Pochodzac z tej samej rodziny, wychowane w tym samym mieszkanku, z wiecznie nieobecnym tata, za to pod psychicznym terrorem matki, rozumiemy sie niemal bez slow. Moze zbliza nas wzajemne poczucie, ze zostalysmy powaznie „skrzywione” przez matke? W kazdym razie wiem, ze na swiecie nie ma drugiej osoby oprocz mojej siostry, ktora zrozumie moje odczucie i decyzje. I vice versa. Takiej wlasnie wiezi pragne dla moich dzieci. Czy to osiagne? Czy taka wiez jest mozliwa u dzieci roznej plci? Mam nadzieje, ze tak…

    Jest jeszcze jeden aspect jedynactwa. Dziecko w pewnym wieku zaczyna szukac towarzystwa rowiesnikow. Krotko mowiac, stare pryki – rodzice, nie sa juz tak atrakcyjnym towarzystwem. A jak wiadomo znudzone dziecko popsuje kazda, nawet najbardziej atrakcyjna wycieczke… Sluchajac i czytajac wspomnienia jedynakow, czesto rzucalo mi sie w oczy, ze rodzice jadac na wakacje, zebierali ze soba jakiegos krewniaka lub bliska kolezanke, zeby ich dziecko mialo towarzystwo innego dziecka. W sumie takiemu jedynakowi moglo byc wszystko jedno, ale ja, jako rodzic, jednak wole jechac gdziekolwiek z wlasnymi dziecmi, niz odpowiedzialnosc za jakies obce lub niemal obce. 😉 Oczywiscie mi latwo mowic bo posiadam juz dwojke i to zblizona wiekiem i mam nadzieje, ze obedzie sie bez kupowania auta 8-osobowego, zeby pomiescic wszystkie kolezanki i kolegow. 😀

    No a poza tym, to wiele dzieci bardzo chce rodzenstwo. Nie wiem w sumie skad im sie to bierze, ale niektore dzieciaki latami blagaja rodzicow o braciszka lub siostrzyczke. Moze byc tak, ze za 3-4 lata Chibi bedzie jednym z tych dzieci. 😉

    • Misako pisze:

      Hehe kto wie może Chibi tak będzie wołać, może mnie coś się stanie, cegłówka na łeb spadnie czy tęcza się objawi 😉 i się odmieni. Póki co staram się nauczyć tego wszystkiego z 1, może to też wynika z tego, że mamy 2 kuzynki Chibi „za plotem” ciągle licze, że one będą jej siostrami. Dziękuje za twoją opinię.

  11. Emka pisze:

    Już kiedyś wypowiadałam się u Ciebie na ten temat i drugi raz nie będę.
    Zastanawiam się tylko, dlaczego ponownie wracasz do tego samego tematu?
    Chcesz przekonać samą siebie?

    Przez 15,5 roku byłam mamą jedynaka. I wydawało mi się, że mój świat jest pełen. Nie był. Mój najmłodszy cud ma 2 lata. Zwariowałam na jego punkcie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s