O wakacjach, czyli bez dziecka chwil kilka

Kiedy w lutym na Tablicy zadałam pytanie o spędzanie wakacji bez dzieci, wybuchła niczym Etna dyskusja o tym, że…
…- JAK TAK MOŻNA!!! Dziecko to nie zabawka, która rzucasz w kąt jak ci się znudzi i jest ci niepotrzebna!!! (ilość wykrzykników nieprzypadkowa)
-…kurcze chciałabym, ale nie mogę, bo…(nie mam babci, dziadka, tęsknota jest zbyt silna lub inne problemy logistyczno-emocjonalne)
-…super sprawa polecam każdemu.
Jak wiadomo nurt pierwszy starł się z drugim, poleciały niemiłe słowa, zrobił się kwas i kilka osób zapewne odeszło od komputera z muchami pod nosem. I jak każdy robi wedle własnego sumienia, to prawda jest taka, że dopóki nie spróbujesz dopóty będziesz laikiem mądrzącym się w temacie, o którym pojęcia nie masz. Niestety zasada mądrej głowie dość dwie słowie w wirtualnym świecie nie obowiązuje.

porto-santo-stefanoByło wiele obaw. Planowanie trwało kilka miesięcy. Angaż babć potwierdzany naście razy, po drodze pojawiła się też nasza Niania K. Towarzysze naszej podróży (bezdzietni, no prawie) zagrzewali na do walki z systemem. Natomiast praca, każdego dnia coraz to bardziej udowadniała mi, że czas na reset.

Suche fakty:
Czas: 10 dni
Cel: daleka zagranica
Opiekunowie : babcia, niania

Nie byłabym sobą, gdybym nie obstawiła całej wyprawy toną papierologii. Przygotowałam dla babć pełnomocnictwo, chyba na każdą okoliczność, poza meteorytem i atakiem zombie. Wszelkie książeczki, badania, skany i opinie schowała skrzętnie do teczuszki, która leżała na blacie w kuchni. Testament został napisany. Chibi została wyposażona w etykietki i bransoletkę z danymi i telefonami, jakby spróbowała partyzantki i zwiała babci.
Kiedy majo prawnicze poczucie obowiązku zostało spełnione przystąpiłam do trudniejszej, emocjonalnej fazy.
Postanowiłam traktować to na równi z wyjściem do pracy. I to mi bardzo pomogło. Pożegnaliśmy się tekstem, że mamusia i tatuś idą na dłużej do pracy (no w końcu wypoczynek to dla nie których też nie lada wyzwanie). Założyłam, że nie będą z małą rozmawiać przez telefon. Ograniczyliśmy się do 2 telefonów dziennie do babci. Mężasty raz się przełamał i spróbował rozmowy, to był błąd.

W ciągu dnia starałam się nie sprowadzać myśli w kierunku dziecka. Wychodząc z założenia, że ufam ludziom, którym powierzyłam piecze nad nią. Zdarzały się chwile słabości kiedy mijałam inne dzieci, czy na telefonie pojawiał mi się wygaszacz z moją niebieskooką gwiazdką. Ale…

Wypoczęłam jak nigdy (no dobra nigdy –  jak od czasu ciąży nigdy), wyspałam się, wyleniuchowałam, poczytałam, poleżałam z datkiem wywalonym do słońca, prowadziłam rozmowy na inne tematy niż dziecko, jako że w naszej grupie tylko my posiadaliśmy w inwentarzu potomka, a ciężarna koleżanka (terminator ciążowy swoją drogą) nie do końca jest fanką tematu.
Miałam taki kompletny rodzicielski reset. Nie było o kupkach, pampersach, posiłkach, buntach, przedszkolach, rotach, glutach, żłobkach, zabawkach, ubrankach i innych dziecio-podobnych tematach. Coś wspaniałego, moje szare komórki znów zaczęły pracować.

Oczywiście odwiedzając piękne miejsca kwitowaliśmy „Musimy to pokazać Chibi”, ale w większości przypadków byłam rada, że jej nie ma. Po pierwsze na pewno z dzieckiem nie byłoby nam dane zobaczyć i zrobić to co zobaczyliśmy i zrobiliśmy, po drugie upał wycieńczyłby ją niemiłosiernie i w konsekwencji odbił się by na całej grupie.

Ale powiem wam…wieczorne eskapady po mieście, restauracje, spokojne popijanie wina i niespieszne konwersacje bez schizofrenicznego uczucia, że musisz patrzeć w innym kierunku, leżenie na plaży czy przy basenie i po prostu leżenie…coś niesamowitego.

Po tych dziesięciu dniach tak naładowałam baterie, a moje pokłady cierpliwości się odświeżyły, czułam na nowo tą motywacje do działania.

Zaskoczona byłam zmianą jaka w Chibi zaszła przez ten okres. Młoda tak się rozgadała i zaczęła mówić pełnymi zdaniami, że normalnie przez pierwsze 20 minut nie mogłam nadążyć za nowymi związkami frazeologicznymi, którymi się posługiwała.

Dla porównania, zaraz po wylądowaniu stwierdziliśmy, że zbieramy się nad morze i po 2h pędziliśmy autostradą nad Bałtyk. Doświadczyłam przez kolejne 5 dni dla porównania, jak wygląda urlop z dzieckiem. Tu powinnam zaznaczyć, że mamy ustalone konkretne rytuały, przestrzegam bardzo pory drzemek, posiłków i snu i nie godzę się, co do zasady, na żadne odstępstwa od normy.

Będąc więc bogatsza o te doświadczenia powiem tak:

Wakacje (w mojej definicji tego słowa) odbywają się zdecydowanie bez dziecka. Z dzieckiem to jest odświeżająca zmiana otoczenia. Za dzieckiem trzeba od czasu do czasu zatęsknić, a dziecko musi zatęsknić za nami. Tak dla równowagi w przyrodzie.
Wakacje (bez dziecka) zdecydowanie polecam każdemu.

Reklamy

8 thoughts on “O wakacjach, czyli bez dziecka chwil kilka

  1. Mari pisze:

    To ja sie odniose to tego ile z dzieckiem mozna zobaczyc. Zawsze mi sie marzył NYC. Ale zawsze bylo cos, zawsze szkoda kasy itp. Pewnego dnia kolezanka powiedziala ze jada na wakacje z dzieckiem i rozwazaja kube albo mexyk. Wtedy ja pomyslalam ” ludzie jezdza w dzikie kraje z dziecmi a ja do cywilizowanego sie boje?!” Zgoglalam bilety i uderzyla mnie szokujaca roznica w cenie miedzy naszymi biletami zanim corka skonczy 2 lata i po tym jak je skonczy. Zapadla decyzja ze jedziemy czym predzej. Maz przyklasnał wiec kupilismy bilety, zabukowalismy hotel na 10 dni. Bylam przekonana ze ona nic nam nie da zobaczyc. Dzis jestem juz po wyjezdzie. Widzialam wszystko co mozna zobaczyc, a jesli czegos nie widzialam to dlatego ze zabraklo mi czasu anie dlatego ze dziecko mi przeszkadzalo. Corka byla nadwyraz wyrozumiala i czasem to jej nawet wspolczulam ile godzin siedzi w tym wozku. 😉 lot zniosla bez problemu. Jedyne w czym nas ograniczyla to w zaznaniu nocnego zycia. Ale ze w nyc sie zakochalam to napewno tam wrocimy jak corka pojedzie na kolonie

    • Misako pisze:

      Oj też mi się marzy NYC. Oczywiście w ciągu dnia z dzieckiem, szczególnie małym, chustowym da się dużo, tego nie neguje (w końcu to zależy od nas i od naszych oczekiwań). Ale właśnie to nocne życie odpada (no chyba, że godzimy się na śpiące dziecko w wózku). Zaraz jedziemy z Chibi do Chin, zobaczę więc jak wygląda podróżowanie z dzieckiem, ale z tym wyjazdem nie nastwiam się na wypoczynek. Nasze wakacje były przede wszystkim ukierunkowane na odpoczynek, plażing, smażing i nocne życie. Czyli zdecydowanie nie dla małego dziecka. dziękuje za opinię 🙂

  2. agacia336 pisze:

    Potwierdzam, ze wakacje z dziecmi, to nie wakacje. My pojechalismy na rodzinny urlop w czerwcu i przyznaje, ze psychicznie odpoczelam od pracy, terminow, upierdliwych wspolpracownikow, itd. Natomiast macierzynska czesc mojej psychy wrocila wrecz wymordowana po takim maratonie, mimo, ze w sumie to bylo tylko 6 wspolnych dni… 😉

    Moj malzonek namawia mnie na cruise po Karaibach. Ceny nawet przystepne w porownaniu z plazowaniem w kurorcie, ale sek w tym, ze taki cruise polega glownie na imprezowaniu w nocy, kiedy statek plynie, a potem rano, po dotarciu do portu, na calodniowym zwiedzaniu… Coz… Z Potworkami przy boku o nocnym zyciu nie ma mowy. A jak sobie wyobraze ciaganie ich calutki dzien po zabytkach, szczegolnie, ze nie jezdza juz w wozku, a nozki maja nadal krotkie (ale po placu zabaw to by hasali godzinami), to.. slysze juz te zawodzenie, marudzenie, placze i tupanie nogami. Babci nie ma pod reka, wiec cruise musi poczekac na lepsze czasy. 🙂

  3. www.calareszta.pl pisze:

    Oficjalnie zazdraszczam!!! Odważyłam się dotychczas tylko na 5 dni, w kraju. Nigdy nie potrafię się zrelaksować i nie odpoczywam. Zrezygnowałam, a za te pieniądze częściej wychodzę z M. Weekend mam opracowany i super się wtedy resetuję, wyjeżdżam tak 2 razy w roku z M i raz sama, na urodziny. Kocham Cię za opis przygotowań, szczególnie „Chibi została wyposażona w etykietki i bransoletkę z danymi i telefonami, jakby spróbowała partyzantki i zwiała babci” – klasyk!

  4. Emka pisze:

    My zaliczyliśmy w tym roku Majorkę z dwulatkiem.
    All inclusive.
    Wakacje marzenie.

    Nie bawiłabym się tam tak dobrze, gdybym nie była również z synami. :))))
    Ach, wspomnienia …. marzę o kolejnej podróży.

  5. wawre pisze:

    Czytałam ten poprzedni wpis o planach podróżniczych i teraz ten, po powrocie – gratuluje realizacji planów:).
    U nas kwestia podróży „po dziecku” ułożyła się zupełnie inaczej – w ciąży deklarowałam wakacje we dwoje co najmniej raz w roku, tymczasem przez te 2 lata wszędzie jeździmy razem – moze to kwestia łatwo adoptującego się Egzemplarza, ale nie odczuwamy potrzeby wyjechania bez niego. Zdarza nam się natomiast korzystać z pomocy babci kiedy chcemy wyjść gdzieś w weekend.
    Grunt to umiejętność wypracowania najlepszego rozwiązania dla naszej rodziny i nieoglądanie się na „doradców”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s