Mleko na łeb im/mi siadło

Pamiętam, sprawdzałam, wiem, że tak mówiłam. Wiem jak z nich kpiłam. Głupie zaślepione kury domowe, matki bojowniczki, co srają tęczą i rzygają brokatem o cudowności macierzyństwa. Nazywałam je „tymi co mleko na łeb im siadło” .
Wydawały mi się takie ograniczone i zakłamane, aby dosrać, aby światu popisówkę odwalić. Jakie to one ach i och i ech są super.
Stopki wąchające.
W ogień skaczące.
Miłością różową kipiące.
Miłość do dziecka? Przecież to oczywiste, ot tak od pierwszego wejrzenia, nie co ja gadam od II kresek. Serio, poważnie?
Rzygać normalnie w ich towarzystwie się chciało. Walnąć czy kopnąć. A figa z makiem, od pierwszego wejrzenia, bezinteresownie, ot tak po prostu. O II kresek to się rzygać chciało nie kochać. Głupie krowy.
Rok temu, były jeszcze dla mnie bytem popapranym….
Ale rok to tak dużo czasu….Tak wiele zmian…..

pexels-photo-large
Czytaj dalej