Mleko na łeb im/mi siadło

Pamiętam, sprawdzałam, wiem, że tak mówiłam. Wiem jak z nich kpiłam. Głupie zaślepione kury domowe, matki bojowniczki, co srają tęczą i rzygają brokatem o cudowności macierzyństwa. Nazywałam je „tymi co mleko na łeb im siadło” .
Wydawały mi się takie ograniczone i zakłamane, aby dosrać, aby światu popisówkę odwalić. Jakie to one ach i och i ech są super.
Stopki wąchające.
W ogień skaczące.
Miłością różową kipiące.
Miłość do dziecka? Przecież to oczywiste, ot tak od pierwszego wejrzenia, nie co ja gadam od II kresek. Serio, poważnie?
Rzygać normalnie w ich towarzystwie się chciało. Walnąć czy kopnąć. A figa z makiem, od pierwszego wejrzenia, bezinteresownie, ot tak po prostu. O II kresek to się rzygać chciało nie kochać. Głupie krowy.
Rok temu, były jeszcze dla mnie bytem popapranym….
Ale rok to tak dużo czasu….Tak wiele zmian…..

pexels-photo-large
Leżymy i patrzymy sobie w oczy, obie uśmiechnięte. Nasze dłonie są splecione. Tylko my dwie, nikt poza nami się nie liczy. Tak patrzymy na siebie i świata nie widzimy.

Siedzimy i bawimy się palcami. Te małe paluszki. Przecież to te małe paluszki, które z takim upodobaniem smyrały mnie po pęcherzu. To dokładnie TE MAŁE PALUSZKI były we mnie. Uwielbiam te paluszki.

Tulimy się, jej ramiona mocno oplatają moją szyję, a ja ściskam ją jakby jutra nie było. To nie ma dla nas znaczenia w sumie. Możemy się tak ściskać, czas się dla nas nie liczy.

Mamy nasz świat. Nie wiem jak to możliwe, aby mieć świat swój z 2-latką. Ale wiem, że on jest. A w nim tylko my dwie. Mama i córka. Córka i mama. Jesteśmy my dwie, nikt poza nami się nie liczy. Jestem jej mamą i uchyliłabym jej każdego świata i gwiazdkę z nieba podarowała. Ale to wiemy my, w naszym świecie…

Soczysty buziak na do widzenia. „Miłej pacy mama”. „Miłego dnia córciu”. Wychodzę z biura 17:00, boże jak chce ją przytulić. Znów dostać soczystego buziaka. Poczuć jak z prędkością światła i uśmiechem na ustach wpada w moje nogi, aby szybko uciec i oglądać ostatnią bajkę. Boże jak tęsknie o 17 do niej.

Płacze, nie znoszę. Woła mnie. Przecież nie dawno to ignorowałam. Sama zasypia. Trochę popłacze i się nauczy przecie mówiłam. Woła mnie. Jak mogę do niej nie iść, jak mogę nie dać jej schronienia w moich ramionach? Nie, nie mogę, idę bo ona mnie woła…

Niosę ją na spacerze. Boże co ja robię, nosić dzieci nie można, niech się uczą. Niech wiedzą, że nie można mieć wszystkiego co się chce. Ręce nie do noszenia dzieci są przecież. Niosę ją mimo wszystko, plecy bolą coraz bardziej. A ja wtulam ją w moje ramię, szepcze  „Kocham cię. Jesteś miłością mojego życia. Jestem moim sercem i powietrzem. Żyć bez ciebie nie potrafię. Kocham cię najbardziej na całym świecie”.

I wiem, o Boże wiem teraz lepiej. Widzę wyraźniej. Czuję tak mocno, że aż się boję, że mi serce eksploduje. Kocham, jak ja ją kocham. Nie potrafię, naprawdę nie potrafię ogarnąć. Wiem, wiem teraz, że jestem ja te, z których kpiłam. Jak te co im na mózg mleko siadło.
Jezu jestem taka żałosna….

….ale jak jestem szczęśliwa.

Reklamy

8 thoughts on “Mleko na łeb im/mi siadło

  1. Edyta pisze:

    Ojjj jak ja wiem o czym piszesz… Niektórym z Nas.. Mam… Troszkę więcej czasu trzeba… Inaczej, późnoej ta miłość eksploduje! Lepiej późno niż wcale. Niczego w życiu nie żałuję… Smutno mi tylko… Dlaczego tyle czasu upłyneło zanim poczułam ten bezmiar miłości do Synka:)

    • Misako pisze:

      Żal jest i pytanie jak dużo mnie ominęło…nie odkryje już nigdy jako, że więcej dzieciaczków nie planujemy. Poza tym to chyba nie jest już to samo. Pierwsze to pierwsze… 🙂

  2. Matka Debiutująca pisze:

    Ja myślę, że do pewnych rzeczy trzeba zwyczajnie dojrzeć, ja też mam takie poczucie, że dopiero przy Ance jakoś tak bardziej świadomie i pewnie to maicerzyństwo przeżywam. Zyskuje na tym również Lulka, mimo tego, że jednak sporo traci, bo traci wraz z pojawieniem się siostry. Fajnie, że możecie się sobą cieszyć. Naprawdę fajnie.

  3. agacia336 pisze:

    Przynajmniej masz odwage sie przyznac. 😉

    Mi troche w tym rodzicielskim zauroczeniu przeszkadza to, ze mam ich dwoje. 🙂 Jak sa w pojedynke, to kazde bym wysciskala, wycalowala, kazdym jestem zachwycona. Ale kiedy sa razem, to tak sie kloca, nieraz leja, wyrywaja sobie zabawki, wrzeszcza i skarza na siebie nawzajem, ze przypominam sobie w sekunde, dlaczego nadalam im ksywke „Potworki”. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s