Cosleeping – jestem (raczej)na ‚NIE’

Ci którzy mnie znają wiedzą, że nie jestem zwolenniczką wspólnego spania z dzieckiem. Wychodzę z nieedytowalnego założenia, że łóżko małżeńskie – jest MAŁŻEŃSTWA. I nie chodzi tu tylko określenie miejsca do współżycia fizycznego rodziców. Ale do współżycia w ogólnym znaczeniu tego słowa.

SONY DSC
Oczywiście znam wszelkie argumenty ‚za’ od tego, że to jest potrzeba emocjonalna, po przez tworzenie więzi rodziny, kończąc na tym jaki usłyszałam od jednej z wojujących matek, która subtelnie spróbowała przekroczyć pewną intymną granicę i wskazała mi, że „bardzo smutne musi być twoje życie skoro seks uprawiacie tylko w łóżku”.
Anyway….

Jestem przeciwniczką.

Zanim urodziłam dziecko nie było dla mnie wątpliwości. Nasze dziecko ma swój pokój, swoje łóżko. I to nie tylko dlatego, że ja lubię dekorować wnętrza, a dodatkowy pokój powinien służyć czemuś innemu niż gromadzeniu gratów i suszeniu prania.

No miałam ja se moje założenia…taaaaaaaa.

Ci którzy mają dziecko doskonale wiedzą jaki jest wynik równania „plany+dziecko”.
Kiedy skończył się połóg Chibi wylądowała w kołysce, potem w swoim pokoju w łóżeczku, aby dorobić się własnego łóżka. I tak było przez dwa lata. Dwa lata wstawałam, usypiałam, układam i przychodziłam rano przywitać dzień. Aż nagle po 2 urodzinach moje dziecko postanowiło mnie wykończyć. Tortury zaczęły się w styczniu. Pobudka 23, 1, 3, 5, no a potem pobudka o 6:30 – moja do pracy. Dwa miesiące dawałam radę. Dumnie unosząc głowę i będąc sama z siebie dumna, że mimo wszystko potrafię nadal funkcjonować w pracy.
W marcu wymiękłam i wymiękł mój organizm.
W głowie ciągle miałam słowa koleżanki, która w wieku 2 lat pozwoliła synkowi spać z nimi. A raczej z nią, wyganiając tatę na kanapę. Tej nocy też to zdanie brzmiało w mojej głowie, ale nie miałam już siły…

I nadal jestem przeciwniczką spania z dzieckiem. Zupełnie nie rozumiem jak można mówić, że stopa na twarzy jest czymś słodkim. Jak można lubić coś co powoduje, że rodzice śpią na 20% powierzchni łóżka- bo oczywwwwwwwwwiście dzieci nie mogą spać wzdłuż, jak normalni ludzie. Nie one muszą spać wszerz, po skosie, w nogach, krzyżem.
Jak można to lubić????

Ale teraz też przyznam, że kiedy pierwszym widokiem jaki się zobaczy to uśmiechnięta buzia dziecka, to dzień jest jakiś taki piękniejszy.

Po raz kolejny zweryfikowało mnie życie. Zweryfikowało moje postrzeganie macierzyństwa i odwagę w prezentowaniu swoich opinii. I coraz bardziej pokazuje mi, że nie ma obszarów w jakich powinno się krytykować postępowania innych rodziców. W szczególności, kiedy sami nie byliśmy w sytuacji w jakiej są oni.
Ale żeby nie było ciągle jestem na nie 😉

A wy śpicie z dziećmi?

 

A w tym ostatnim dniu konkursu ja mam też dla was hasło : ŁÓŻKO

Zapisz

Reklamy

7 thoughts on “Cosleeping – jestem (raczej)na ‚NIE’

  1. Mari pisze:

    Ja jestem na nie. I wsztmo szlo calkiem spoko poki corka byla z nami w pokoju. Nie w lozku ale w pokoju. Jako ze idzie Nowe to corka dostala nakaz eksmisji do swojego pokoju ktory musielismy jej wyczarowac. Szlo swietnie. Najpierw bylo nowe lozko ktore bardzo jej sie spodobalo. Potem zrobilismy pokoj ktory tez jej sie spodobal. Na spanie w tym pokoju gdzie sa jej zabawki i po wstaniu mozna sie nimi bawic zareagowala entuzjastycznie. I na tym koniec sukcesow. Moje 3 letnie juz prawie dziecko zaczelo sie budzic w nocy i albo ryczy wiec trzeba do niej leciec (wczesniej jesli sie zdazaly pobudki to syknelismy tylko csiiiiiii i juz, a teraz trzeba sie pofatygowac), albo co gorsza ona przychodzi do nas… I zeby jeszcze przyszla nad ranem to spoko. Ale ona idzie do nas prawie zaraz po tym jak sie polozymy i jeszcze ciagnie z soba caly majdan. Jak wparowala nam do sypialni z metrowym delfinem w srodku nocy to przyznam ze na nia poprostu ryknelam bo ile mozna. Nie wspomne ze moj maz budzi sie polamany bo spal na jakichs pierdolach z jajka kinder.
    Ja nie wiem jak to bedzie jak mi przyjdzie w nocy karmic nowe dziecko a moje stare znow przyjdzie wlekac za soba delfina albo innego stwora wielkosci zapasionego kota. :/

    • Misako pisze:

      och tak podstawową zasadą rodzicielstwa jest to, że nigdy nie masz co robić założeń 🙂 Nie pozostaje nam chyba nic poza tym jak wrzucić na luz i potraktować to jako fazę (my staramy się małą w miarę możliwości odkładać jak zaśnie lub przyczłapie się do nas).
      Trzymam kciuki, aby z nowym maleństwem nie pojawiła się zazdrość i walka kto ma prawo pierwszeństwa przy mamie; delfin czy nowa dzidzia. Kto wie może rola starszej siostry pomoże 😉
      Let the force be with you 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s