Dorosłe dziecko

Od dłuższego czasu czuje się jak na  pokładzie Enterpraise, ciągle w nad przestrzeni. Pędzę przez te nieznane galaktyki, ze świadomością, że każda próba zatrzymania się może spowodować kraksę. Z drugiej strony jest tyle pięknych światów do odkrycia i istot do poznania. A ja pędzę i pędzę i nie do końca wiem dokąd ta moja misja badawcza ma zmierzać.
star-trek-2009-enterprise-warp-like-star-wars

Czy też tak macie, że coś wiecie, ale kiedy chcecie to zastosować zupełnie się gubicie? Mój ulubiony ostatnim czasem temat – wychowanie, cierpliwość. Wiecie co ładne, mądre książki mówią. Gdzieś tam coś wam się o uszy obiło, jakąś pozycję przeczytałyście albo blog. A potem przychodzi do danej sytuacji, w której macie zastosować te wszelakiej maści mądrości i nawalacie na całej linii…
Ja przynajmniej nawalam.
Ostatnio mam jakieś dziwne uczucie nawalania. Nie potrafię do końca odnaleźć się po tej stronie kijka życia.
Kiedy byłam dzieckiem i patrzyłam na rodziców myślałam, że to wszystko jest takie łatwe. Rodzice po prostu są gdzieś tam w domu, przygotowują obiad, odbierają ze szkoły i są na każde zawołanie.
Ogólnie strasznie im łatwo, a to bycie dzieckiem, to jest dopiero katorga- musisz się słuchać innych, nigdzie nie sięgasz, inni decydują za ciebie…no ogólnie -> sucks

Teraz jestem matką. Jestem po drugiej stronie tego kijka, na wiele sytuacji patrzę inaczej. Na wiele zdarzeń patrzę z innej perspektywy. A co najbardziej mnie przeraża, teraz to ja wychowuje.
Jak to się stało???????????
Przecież ja ciągle czuję się jak to dziecko, które dostało karę za granie w baseball w domu z bratem i oglądało maniakalnie Czarodziejkę z Księżyca.
Kiedy moja córka rzuca się w złości na ziemię mam wrażenie, że to jakaś humoreska, a ja zaraz usłyszę wołanie mamy „Misako, obiad, chodź na dół”.
I wtedy rzeczywistość zaczyna mnie przerastać i ja zupełnie nie wiem co mam robić, bo najchętniej też zaczęłabym się drzeć z nią, ale rozsądek tych kilku dekad jakie przeżyłam i 20 godzinny poród przypominają mi, że jednak to teraz ja jestem rodzicem  i moja mama już mnie nie zawoła, teraz to ja będę wołam. I  teraz to ja powinnam zachowywać się jak dorosły. Nie, skreśl to –  ja jestem dorosła. I wtedy wracam do mojego punktu wyjścia, jak powinnam się zachować, bo na pewno to, jak się teraz zachowuje to nie jest właściwe dla rodzica. I wtedy w głowię słyszę te wszystkie teksty ” najważniejsze są pierwsze 3 lata życia, w którym kształtuje się osobowość dziecko……..” i czuję jakbym dostała obuchem po głowie, że niszczę życie mojej córce i jak będzie nastolatką będzie trzaskać drzwiami i krzyczeć, że mnie nienawidzi i nie będzie to tylko krzyk hormonów, a krzyk serca wynikający doświadczonego bólu psychicznego. Bólu zadanego przez mnie. Bólu zadanego przez moją niekompetencję.
No i mam ochotę krzyczeć. I płakać, a potem uciec.

Jak być rodzicem?
Jak nauczyć się wychowania?
Jak nauczyć się (nieposiadanej) cierpliwości?
Jak nauczyć się być dorosłym?

Reklamy

9 thoughts on “Dorosłe dziecko

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s